23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2010-01-24
„Agent Orange”* zdążył jeszcze nabroić
„Wiedział Juszczenko, że już cienko” – stwierdzają złośliwie młodzi Kresowianie, odnosząc się do nadania twórcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów tytułu „Bohatera Ukrainy”.
Stefan Bandera, lider OUN odpowiedzialnej za brutalne wymordowanie na tle narodowym najmniej 120 tys. polskich kobiet, dzieci i cywilów został uhonorowany przez ustępującego prezydenta Ukrainy. Złośliwi mówią, że ten ostatni w zależności od szans na swoją reelekcję, mógłby jeszcze z tym gestem nieco poczekać. Nikt chyba nie miał wątpliwości, iż odchodzący prezydent odznaczy Banderę, choć informacje o tym fakcie podało tak wiele różnych mediów jakby było to niezwykłą sensacją. Takie przedstawianie sprawy nie stanowiłby niczego dziwnego, ponieważ odznaczenie kryminalisty oraz inżyniera radykalnej organizacji o ludobójczych skłonnościach faktycznie jest skandalem. Jednakowoż prasa w sporej większości opierająca się na notatkach PAPu przedstawiła sprawę w „neutralnym” świetle. Neutralnym nie znaczy obiektywnym.
 Z prasy można odnieść wrażenie, że tak naprawdę nic niezwykłego się nie stało. Czy naprawdę nic by się nie stało, gdyby współcześnie znany, obdarty z odruchów moralnych terrorysta stał się instruktorem harcerskim dla dzieci tych polskich dziennikarzy, dla których informacja ta nie ma większego znaczenia? Oczywiście nie. Każdy chciałby mieć gwarancję bezpieczeństwa, że patronem dzieci i młodzieży nie stanie się deprawujący ich analfabeta moralny. Czy to - jakie szczytne lub subiektywne „ideały” ów kryminalista popiera w ogóle grałoby dla rodziców jakąkolwiek rolę? Żadnej.

W takiej właśnie sytuacji znajdują się dzieci w większości szkół w byłej Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Uczą się o „bohaterstwie” ludzi, którzy w zwalczaniu i unicestwianiu Lachów stosowali wszystkie dostępne, charakterystyczne dla ludzi obdartych z człowieczeństwa środki. Jeśli ktoś jest na tyle egoistą by myśleć, że dzieci ukraińskie to nie jego dzieci i nie jego sprawa, powinien zwrócić uwagę na inny fakt. Wychowywanie ukraińskiego pokolenia w nienawiści do Polaków, czyli także do polskich rówieśników, stanowi coś na kształt tworzenia oddziałów janczarów. Ci z kolei mogą się jeszcze z polskimi rówieśnikami w różnych okolicznościach zetknąć. Przy czym nie jest wcale wykluczone, że dojdzie do tragedii.

Dekret uznający jednego z projektantów ludobójczej OUN, posługującej się zbrodniami w celu zdobycia monopolistycznej władzy jest akceptacją zbrodni jako środka do celu. Biorąc pod uwagę ten aspekt Juszczenko w pewnym sensie nakłada na siebie współodpowiedzialność za zbrodnie sprzed kilkudziesięciu lat. Ponadto będzie w pełnym tego słowa znaczeniu odpowiedzialny za ewentualne zbrodnie pokolenia wychowywanego w kulcie zbrodniarzy spod znaku OUN-UPA oraz ich przywódców: Bandery, Szuchewycza, Sawura i innych.

Informacja ta jest podana w większości tytułów medialnych, sucho, bez żadnego kontekstu i komentarza:Bandera był przywódcą jednej z frakcji OUN, której zbrojne ramię, Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), obarczana jest odpowiedzialnością za prowadzone od wiosny 1943 roku czystki etniczne ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Taką informację za PAPem podaje wiele mediów np.: Newsweek.pl, Interia, czy Onet (1). TVP INFO dodaje (2) jeszcze do tego informację, że W czasie tych wydarzeń Bandera był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. To wyraźnie sugeruje jakoby odsiadujący areszt w nieporównywalnie lepszych warunkach niż reszta więźniów Sachcenhausen Bandera nie miał ze zbrodnią nic wspólnego. Wiadomo jednak, że Bandera, który w odróżnieniu od zamordowanego przez Niemców Stefana „Grota” Roweckiego został wypuszczony, zdołał wcześniej nadać organizacji styl działania i jego kierunek.

Samo sformułowanie, informujące, że UPA „jest obarczana odpowiedzialnością” sugeruje czytelnikowi, jakoby ta odpowiedzialność nie była pewna. Sprzyja więc temu nie tylko użyty tutaj czas teraźniejszy (nie przeszły dokonany). Powyższa zbitka wyrazowa czasami może wręcz sugerować niewinne oskarżenie. Niestety taką zbitkę informacyjną powielają media w zdecydowanej większości wiadomości dotyczących tego tematu. Robi to nawet portal religijny wiara.pl (3), którego twórcy niepomni ponad 100 zamordowanych księży męczenników nie dodali w tym kierunku żadnego komentarza. Wyjątkiem jest natomiast portal TVN24 (4), który wprawdzie powiela część informacji, jednakowoż jako jedyny odróżnia się pozytywnie w tym jednym sformułowaniu: To właśnie UPA odpowiedzialna była za rzeź na Wołyniu, Podolu i w Galicji Wschodniej od wiosny 1943 roku. Z rąk Ukraińskiej Powstańczej Armii zginęło, jak się ocenia, od 100 do 150 tys. Polaków.

Spora część mediów przytacza bzdurne wypowiedzi z wywiadów z wnukiem Stefana Bandery noszącego imię po sławetnym dziadku. Wspomina on m.in., że wprawdzie jego dziadek walczył przeciw państwu polskiemu, ale nie przeciw Polakom. Rzec by można z ironią, że świadczą o tym trupy dziesiątków tysięcy polskiej ludności cywilnej, których zamordowała ukształtowana przez niego organizacja. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać więcej „obiektywnych” wywodów S. Bandery juniora, a nawet posłuchać jego głosu na żywo może wejść w tym celu na stronę Polskiego Radia (5).

W Rzeczpospolitej ukazał się artykuł (6) Piotra Zychowicza i Tatiany Serwetnyk. Można by zaryzykować przypuszczenie, że co rozsądniejsze fragmenty to dzieło pierwszego z autorów, bowiem autorka Tatiana Serwetnyk kojarzona jest przez środowisko kresowe z wszelkimi zawoalowanymi lub nie - banderowskimi wstawkami w Rzeczpospolitej. Zgodnie z tym osądem możemy zobaczyć w „Rz” zdjęcie pięknego portretu Andrija Bandery, greckokatolickiego księdza i ojca zbrodniarza, wraz z informacją, iż był nazywany „lekarzem ludzkich dusz”, jak gdyby miało to mieć wpływ na ocenę czytelnika dotyczącą jego syna.
Andrij Bandera
„lekarz ludzkich dusz”
– ojciec zbrodniarza. Fot. rp.pl


Głos Pomorza zaserwował informację z charakterystycznym nagłówkiem: Stefan Bandera bohaterem Ukrainy. Mieszkańców regionu słupskiego znów podzieliła tragiczna historia (7). Da się z niego wnioskować, że część regionu słupskiego zamieszkują banderowcy. Witryną, która całkowicie bez przysłowiowego „owijania w bawełnę” i lęku podeszła do sprawy jest natomiast bibuła.com (8).

Najbardziej jednak zaskakująca jest wypowiedź Marcina Wojciechowskiego, dziennikarza Gazety Wyborczej (9) okrytego wśród Kresowian wyjątkową złą sławą. Wojciechowski uprzednio nie bez przyczyny się takiej opinii dosłużył, prześcigając w rankingu negatywnej popularności Pawła Smoleńskiego. Otóż wielu będzie zaskoczonych, że dziennikarz we fragmencie swojej wypowiedzi zarejestrowanej przed kamerą wypowiedział się pod adresem Wiktora Juszczenki krytycznie. Miał ponoć powiedzieć: Prezydent nie powinien był tego robić - stosunek do Bandery to kwestia, która dzieli Ukrainę, a dla Polaków Stepan Bandera jest bandytą, terrorystą. Wygląda na to, że dziennikarz w kwestii kontrowersyjnych spraw zainteresował się jednak uczuciami Polaków. Można posłuchać jego dość rozsądnej wypowiedzi (!), w której szczególnie zwraca na siebie uwagę fragment: Prawdopodobnie Juszczenko naprawdę uważa, że UPA jest tym samym dla Ukrainy, co Armia Krajowa dla Polski. Jeszcze niedawno nie można by uwierzyć, że Marcin Wojciechowski coś takiego powie. Z powyżej cytowanego zdania można uważać, że UPA w jego opinii nie jest już tym samym dla Ukraińców czym dla Polaków AK. Wprawdzie Wojciechowski nadal będzie darzony nieufnością, ponieważ jego powyższe obiektywne wypowiedzi nie przeważyły jeszcze szali wobec tego co pisał wcześniej. Jednak ich pojawienie się w Internecie jest niezaprzeczalnym faktem.

Abstrahując nawet od publicysty Wyborczej coraz więcej ludzi wydaje się dostrzegać, że popieranie brunatnej materii jako tej, mającej scementować Ukrainę było ogromnym błędem. Kresowian, którzy to wcześniej widzieli nazywano Ukrainożercami. Spośród nich najbardziej charakterystyczne było określanie tak starszych osób, nawet tych dwujęzycznych, którzy będąc polskimi patriotami podśpiewywali sobie po ukraińsku sentymentalnie przyśpiewki. Zwrócenie się przez tych ludzi przeciw banderowcom, którzy zniszczyli Polakom i Ukraińcom wspólne życie i zamordowali ich rodziny powodowało atak politycznie poprawnych mediów. Ci ludzie mieszkający często dom obok domu obok Ukraińców, bawiąc się z ukraińskimi dziećmi od małego – mieli rzekomo ziajać do Ukraińców nienawiścią. Chyba powoli coraz liczniej dostrzega się różnicę między banderowcami, a zwyczajnymi Ukraińcami, na którą od razu zwracali uwagę Kresowianie.

Powoli Stany Zjednoczone oraz Polska wydają się widzieć błąd w popieraniu Juszczenki. Banderowski prezydent nie był zdecydowanie właściwą osobą by Ukrainę zwrócić ku zachodowi, mimo jego deklaracji słownych. Na podobnej zasadzie okazał się idealnym kandydatem do polaryzacji regionów Ukrainy i przybliżenia jej do podziału. W tym celu walnie przyczynił się do rozrostu nazistowskiego i tym samym również antysemickiego - nacjonalistycznego ruchu ukraińskiego. W „ideę” kultu tegoż ruchu zaczęto wprowadzać dzieci w coraz większej ilości szkół, szczególnie w zachodniej części państwa. Tam też zwiększył się banderowski reżim zmuszając do milczenia Ukraińców będących jemu przeciwnymi. Terroryzujący ich pomarańczowo-brunatny ruch zyskał na tyle świadomość swojej bezkarności, że zaczął dokonywać prowokacji we wschodnich obwodach Ukrainy. Nastąpiła jeszcze większa hermetyzacja części wschodniej. Część zachodnia, którą banderowcy zdołali ujarzmić zaczęła budzić odrazę nie tylko wschodnich Ukraińców, ale także Polaków i do tego paradoksalnie Rosjan.

Brunatny banderyzm, popierany przez Juszczenkę, nie był dobrym pomysłem na przeciwstawienie Ukraińców ruchom postsowieckim. Mógł tego dokonać tylko ktoś o demokratycznym nastawieniu, nieskalany ani ukraińskim nacjonalizmem ani komunizmem. Pomarańczowy Juszczenko stanowił symbol zwycięstwa demokracji na Ukrainie niczym drewniany koń w zabudowaniach Troi. Co więcej to właśnie ludziom będącym przeciwnikami ruchu banderowskiego i promocji tegoż na Ukrainie, jego członkowie zarzucali agenturę „sowiecką”. Dziś niewielu ma już chyba wątpliwości, że Juszczenko zrobił więcej złego niż dobrego.

Aleksander Szycht

*Pomarańczowy agent tzw. „Agent Orange” – to toksyczny środek chemiczny, który podczas działania wyzwalał dioksyny. Używały go masowo wojska amerykańskie w Wietnamie. Celem nie byli ludzie, lecz roślinność chroniąca siły komunistyczne oraz owoce dżungli dające im wyżywienie. Niestety to właśnie ludność cywilna ucierpiała ginąc masowo z tego właśnie powodu. Wietnamscy cywile nie są w stanie do tej pory tego Amerykanom zapomnieć. Stany Zjednoczone dały wtedy stronie przeciwnej środek propagandowy do ręki.

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626642
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)