23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2008-10-28
Sesja popularnonaukowa „Po Katyniu był Wołyń” cz. 4
Prezentujemy ostatnią część relacji z sesji popularnonaukowej "Po Katyniu był Wołyń" zawierającą dość charakterystyczne wystąpienie greckokatolickiego duchownego.
Na zdjęciu ostatni z referentów
prof. Marian Malikowski.
[Referat prof. Mariana Malikowskiego, wypowiedź ks. greckokatolickiego Mirona Mychaliszyna, podsumowanie dr. Andrzeja Zapałowskiego – posła do Parlamentu Europejskiego]

Referat Mariana Malikowskiego, pt. „Sposoby fałszowania historii stosunków polsko-ukraińskich" (streszczenie), Jarosław 3 października 2008

[...] Przeszłość bardzo ciąży na współczesnych stosunkach [polsko-ukraińskich] wbrew temu, co Państwo widzicie w mediach, w radiu, czy w telewizji, kiedy pokazuje się tam relacje samych rządów, a zwłaszcza miłe słówka pod adresem partnerów. Natomiast nie pokazuje się rzeczywistych, ważnych spraw, które jakby nie istniały. Stąd w społeczeństwie takie przekonanie, jak wskazują sondaże. Gdy pewnych prawd nie pokazuje prasa wysokonakładowa (niektórzy mówią właściwie polskojęzyczna), czy telewizja, to tych spraw [w ogóle] nie ma. Jest fajnie i w porządku. Są układy, czy podpisywane traktaty. Jest bardzo dobrze.
 Prezydent Kwaśniewski w temacie stosunków polsko-ukraińskich [wiele podobno] zrobił, jak mówi opinia. Co ciekawe, nawet Jarosław Kaczyński w rozmowie tuż przed wyborami ostatnimi – gdy dziennikarz zapytał się, co dobrego może powiedzieć o prezydencie Kwaśniewskim – powiedział, że bardzo dużo zrobił dla pojednania polsko-ukraińskiego. Co innego mówił natomiast w 2003 roku, wypowiadając się [o sprawie ludobójstwa dokonanego przez UPA], że nie należy używać [w tej sprawie] eufemizmów, żadnych [wyrażeń typu] konflikt, wojna. Mówił zupełnie coś innego.

Marian Malikowski jako pierwszy sposób zakłamywania historii wymienił właśnie (1) używanie eufemizmów. Pośród nich wskazał przykłady, tj.: „konflikt polsko-ukraiński” na Wołyniu, czy Podolu, „wydarzenia wołyńskie”, „akcja antypolska” (Jaka akcja? Szyby wybijano, na Polaków gwizdano? – mówił prof. Malikowski).
Prof. Malikowski nie poprzestał tylko na wymienieniu
sposobu dokonywania fałszerstw historycznych. Skomentował
także osobliwości polskiej polityki wobec Ukrainy.
Do wypowiedzi prof. Malikowskiego muszę dodać, że relatywizowanie za pomocą wyrażenia „akcja antypolska” jest o tyle ułatwione, iż OUN używał tego jako kryptonimu do określenia realizacji przez siebie ludobójstwa na Polakach (tym też część publicystów może się tłumaczyć). Jednak bez problemu po kontekście możemy stwierdzić, czy omawiane wyrażenie zostało użyte na zasadzie eufemizmu i w celu relatywizacji (a niestety w większości tak jest). Jak bowiem przeciętny czytelnik, do którego kierowane są artykuły, może znać znaczenie specjalistycznego kryptonimu, jeśli sama sprawa ludobójstwa to dla Polaków w ogóle temat nieznany. Ponadto do osobnej kategorii wyrażeń eufemistycznych wymienionych przez prof. dołączyłbym szczególnie niezręczne, takie jak po prostu „Wołyń”. Używane jest ono m.in. przez Marcina Wojciechowskiego w Gazecie Wyborczej na zasadzie „ofiary Wołynia”, „Ukraina nie wie o Wołyniu”. Tu jednak również wszystko może zależeć od kontekstu. Podobny skrót myślowy jest bowiem stosowany do oficerów rozstrzelanych w lasku katyńskim po prostu „Katyń” (częściej „ofiary katyńskie”, „rodziny katyńskie”). W takim wypadku nie ma w tym nic złego. Przykładem prawidłowego użycia tego wyrażenia jest choćby tytuł świetnej zresztą sesji popularnonaukowej w Jarosławiu – „Po Katyniu był Wołyń”. Przypadek zły to pisarstwo wspomnianego dziennikarza, gdzie stosowanie wyrażenia „Wołyń” na zasadzie eufemizmu jest wprost rażące.

[...] Jakie są źródła fałszowania tej prawdy. Widocznie komuś na tym zależy. Pytanie komu? Tu można było by wymienić wiele podmiotów, ale przede wszystkim sprawców. [...] Zaraz po zmianach [1989-1991] uspokajano Polaków tezami „Nie ma się co bać, nacjonalizm nie przejdzie”, nie ma o czym mówić to jest margines itd.. Jednocześnie odbywała się jednak ekspansja nacjonalizmu na wschód, którą dużo wcześniej prognozował marginalizowany Wiktor Poliszczuk. Niestety te prognozy pesymistyczne się sprawdzają. Polityka władz i elit [polskich] przynosi efekty odwrotne od zamierzonych. Próby zbliżenia poprzez pewne działania władz polskich lub ich zaniechanie kończą się tym, że sytuacja się pogarsza, a konflikt się wzmaga. Tutaj jako przykład profesor wymieniał potępienie operacji „Wisła” przez senat.

Zadał też pytanie: Kto się ma z kim jednać? - albowiem przeciętni obywatele polscy i ukraińscy nie mają nic przeciwko sobie. Czy to sprawcy, mordercy - nacjonaliści ukraińscy mają się jednać z ofiarami czy w ogóle z Polakami? Czy uznają swoje winy? Już nie wspominam o przeproszeniu i potępieniu. Czym tłumaczyć decyzje władz - czy głupotą, czy naiwnością, czy radami jakichś nieodpowiednich doradców? Tutaj prelegent wymienił Bohdana Osadczuka. Wspomniał także o ludziach, którzy nie działają dla Polski, a innych państw. Potępienie operacji „Wisła” przez senat nie tylko nie spowodowało odpowiedniego kroku w stronę polską na Ukrainie, ale spowodowało żądania potępienia jej także przez sejm, a później także żądania odszkodowań. Rządy, które takie niekorzystne dla Polski decyzje podejmowały liczyły na to, że wszelki gest spotka się z godną reakcją, jeśli nie teraz, to za jakiś czas, co okazało się w pełni błędną kalkulacją.
Zbliżenie na profesora Mariana Malikowskiego.


Kolejnym aspektem fałszowania historii jest (2) przemilczanie pewnych spraw, gdy omawiając jakiś temat celowo omija się niektóre fakty, rzucając w ten sposób na sprawę zupełnie inne światło. Dlatego w sądzie mówi się, „Będę mówił prawdę, całą prawdę i tylko prawdę”, gdyż nie pokazywanie niektórych spraw, uderza w tę prawdę. [...] Następuje bowiem uwypuklenie jedynie pewnych określonych aspektów.

Popularnym sposobem fałszowania jest mieszanie prawdy z nieprawdą (3). Jest to typowe dla Gazety Wyborczej. Gdy jest wielki opór przeciw fałszom tych, do których są one skierowane stosuje się inną taktykę. Profesor przypomniał wielki artykuł Wyborczej, że AK w czasie Powstania Warszawskiego mordowała Żydów. Później po licznych protestach i sprostowaniach do tekstu. Za dwa miesiące na końcu pojawia się malutka notka, że autor przeprasza za to. Takich sytuacji można spotkać sporo. Kto przeczytał ten pierwszy artykuł, a kto ten malutki fragmencik.

Brak zachowania odpowiednich proporcji, czyli dysproporcje (4) są kolejnym sposobem fałszowania historii. To doskonały wyróżnik określony przez Malikowskiego, bowiem jest stosowany w bardzo dużej ilości publikacji. Odbywa się to np. poprzez wymienienie kilku nielicznych wiosek, w której miały być zabite ukraińskie ofiary polskich odwetów, a obok kilku przykładów z ponad 1100 wiosek oraz ich mieszkańców wymordowanych bez względu na płeć i wiek. Muszę napisać o konkretnym przykładzie, by wzbogacić nieco słuszny wyróżnik referenta:

Od 17 do 25 sierpnia 2008 odbywało się skądinąd bardzo wzniosłe i szczytne w założeniach seminarium w Ławrze Uniowskiej (i Lwowie) – „Polacy, Żydzi, Ukraińcy w latach próby”. Polegało ono na zgromadzeniu polskiej, żydowskiej i ukraińskiej młodzieży, przedstawieniu bogactwa trzech kultur, przenikania się ich oraz kresu tego procesu w latach II wojny światowej. W programie była integracja młodzieży z trzech krajów oraz przedstawienie ich kultur. Był „dzień polski”, „dzień ukraiński” i „dzień żydowski”. Wszystko to godne pochwały, zaś w tym kontekście autokarowy wyjazd odpowiednio 20 sierpnia do ( w wymienionej kolejności) Bełżca oraz Pawłokomy, a 23 sierpnia do Huty Pieniackiej jest całkowicie zrozumiały. Jednakowoż to drastyczne zaburzenie proporcji i co najbardziej bolesne: trudne do skrytykowania, bowiem każda z grup młodzieży po prostu musiała być traktowana równo. A wyobraźmy sobie polsko – żydowsko – niemieckie spotkanie w tym stylu, z elementem wyjazdu w miejsce, gdzie to zginęli Niemcy z rąk jednej z dwóch pozostałych narodowości...lub nawet Sowietów. Wszystko pięknie, ale stwierdzenie, że w tej wojnie nie było lepszych i gorszych, a każdy trochę zawinił jest czystym idiotyzmem. Pozwala to wyrównać poziom między grupami, z których wywodzili się sprawcy oraz tych, z jakich pochodziły ofiary i wykazuje się, że w byciu agresywnym można - nie stracić, a tylko zyskać – wszyscy bowiem i narody cierpiące i będące powodem cierpień są na końcu tak samo oceniane.
Od lewej: prof. Czesław Partacz, Europoseł dr Andrzej
Zapałowski, wicemarszałek sejmiku województwa
podkarpackiego Kazimierz Ziobro.


Marian Malikowski podaje też jako przykład cytowanie poglądów oraz relacji pewnych osób i sterowanie liczbą wypowiadających się. Gdyby wydrukowano wypowiedzi większość osób o jednych poglądach, a w mniejszości o drugich – wpływa to niezwykle niekorzystnie. Ludzie zaś podążają najczęściej za głosem większości.

Niezachowanie chronologii wydarzeń (5) i mieszanie przyczyn ze skutkami (6) to kolejne dwa sposoby fałszowania historii wymienione przez prelegenta. Mój przykład: wystarczy wymienić tzw. przedwojenne pacyfikacje w odniesieniu do części ludności ukraińskiej jako jedną z przyczyn ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Tymczasem pacyfikacje były spowodowane terrorem OUN. Poza tym nie mogły być powodem rzezi. Profesor podaje natomiast przykład z publikacji ukraińskich nacjonalistów: „Dlaczego UPA atakowała polskie wioski? – bo AK to robiła.”.

Moim osobistym zdaniem generalizowanie zbrodni konkretnych formacji na „Polacy” i „Ukraińcy” (7) jako metoda fałszowania, pozwala przeszczepić „wrażliwość” dotyczącą UPA na wszystkich Ukraińców i tym samym szachować, walczących o prawdę Polaków argumentem, że mówiąc ją psują stosunki polsko-ukraińskie. Z drugiej strony wyrażenie „Polacy” pozwala wrzucić do jednego worka jakieś pojedyncze i śladowe przypadki niegodnych zachowań zupełnie różnych formacji, do których należeli Polacy – sugerując jednocześnie z polskiej strony jakąś politykę kampanii mordowania stosowaną wzorem UPA. Jednym słowem: chodzi o zwiększenie liczby zamordowanych Ukraińców i zbliżenie jej do cyfry zamordowanych Polaków przez jedną konkretną organizację kierującą się ludobójczymi zasadami.

Prostowanie pewnych wypowiedzi innymi również zmanipulowanymi (8) to kolejna możliwość fałszu wg profesora. Przykładem podanym przez prelegenta był program o operacji „Wisła” fałszujący historię na niekorzyść Polaków. Po licznych protestach powtórzono go i opatrzono dyskusja na końcu, gdzie wypowiedzi prostujące były w mniejszości.
Od lewej: ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski, prof. Paweł
Wieczorkiewicz, mgr Romuald Niedzielko.


Kolejnym fałszem (9) to w przypadku sprawy ludobójstwa stwierdzenie, że jest wiele prawd prawda polska i prawda ukraińska. Nie wspominając o generalizowaniu prawdy banderowskiej na ukraińską, profesor stwierdził, że gdyby zawsze było wiele prawd niepotrzebna byłaby w ogóle nauka. Nie ma dwóch prawd, jest tylko jedna. Prawda w ujęciu Arystotelesa jest jedna, albo jest coś zgodne z rzeczywistością albo nie. Dwa zdania sprzeczne nigdy nie mogą być prawdziwe, ponieważ takich cudów nie ma. Czym zupełnie innym są zdania uzupełniające, które coś uzupełniają. Nie można być bohaterem i jednocześnie ludobójcą. Jak ocenić zachowanie Juszczenki, który mówi o pojednaniu, zrozumieniu, przebaczeniu i przyjaźni wobec Polaków, a wspiera uroczystości upamiętniania ludobójców Polaków jako bohaterów.

Poruszona została także liczba polskich publikacji anglojęzycznych o UPA i dysproporcja w stosunku do publikacji banderowskich. Potrzebna byłaby większa inicjatywa wydawnicza, jak postulował profesor.

Wypowiedź Mirona Michaliszyna

Po zakończeniu sesji wstał greckokatolicki ksiądz Miron Michaliszyn i poprosił o zabranie głosu. Kto go do tej pory nie zobaczył teraz miał okazję, a ogromny złoty krzyż na jego piersi zwracał na siebie uwagę. Nastąpiła chwilowa konsternacja, a organizatorzy przez moment nie wiedzieli, co postanowić. Nie chodziło tyle o to, że obawiano się, iż powie jakieś bzdury, co zapoczątkuje dosyć ostrą polemikę czy też awanturę, chciano uniknąć spóźnienia, a referenci spieszyli się na pociąg. Nie była więc przewidziana dyskusja i zabieranie głosu przez publiczność. Ks. Miron najwyraźniej tego nie zrozumiał, wysunął bowiem za chwilę argument, ze jest demokracja. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ nie były to obrady parlamentu, a w ten sposób każdy włącznie ze mną mógł argumentować swoją prośbę o głos.

Na początek ks. Miron zaatakował ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego względem osądzania nieodpowiedniego zachowania innych duchownych. Powiedział, że łatwo można przekręcić fakt pracy dla idei jednego człowieka, posiłkując się przykładem Iwana Franko, którego wiele lat uważano za komunistę. Zaczął też bardzo szybko cytować ukraińską pieśń w oryginale, „szanując”, jak to ujął „obecność młodego pokolenia”. Oczywiście młodzież nic nie zrozumiała. Być może część zrozumiałaby, gdyby zechciał mówić wolniej, a całość - gdyby zechciał przetłumaczyć. Wspominał o nie znalezionych ciałach Ukraińców z Kijowa poległych w walce z bolszewikami, o których też się nie mówi. Nie wiem jednak, czy był to argument, by usprawiedliwić milczenie o zbrodniach UPA tylko dlatego, że o innych ofiarach też się nie mówi. Żalił się również, iż jego ojciec, choć nie miał nic wspólnego z UPA, także został wysiedlony w operacji „Wisła”, co miało być może sugerować innej cele tej operacji niż zakończenie terroru UPA oraz uratowanie miejscowej ludności.
U ukraińskiego księdza Mirona Michaliszyna rzucał się
w oczy wielki złoty krzyż zdobiący jego pierś.


Ciekawe jest, że podziękował prof. Pawłowi Wieczorkiewiczowi za omówienie „przyczyn” zbrodni UPA, bowiem dobry lekarz szuka źródeł, jak wspomniał. Najwyraźniej jednak albo profesora nie zrozumiał, albo, co bardziej prawdopodobne zrozumiał jego słowa tak jak chciał. Prof. Wieczorkiewicz, bowiem nie twierdził, że ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA spowodowała polityka II Rzeczypospolitej (a tak interpretował to ks. Michaliszyn). Z całego referatu wręcz wyraźnie wynikało, że nie są to przyczyny zbrodni i być nimi nie mogą (profesor silnie akcentował przykład tego, co działo się na wschód od Zbrucza, gdzie później Ukraińcy nie mordowali). Błędna poprzez swoją chwiejność polityka II RP mogła stanowić, co najwyżej pewien katalizator. Obie strony zdaniem profesora, pomimo wszystko wbrew pozorom za mało skupiały się na niebezpieczeństwie sowieckim.

Ks. Miron próbował także polemizować z prof. Partaczem:
Skoro pan profesor Partacz mówił o tym, że greckokatolicki biskup stanisławowski potępiał nacjonalizm ukraiński, mówiąc, że jest dziełem szatana, to dziwne jest, że biskup lubelski w 1938 roku błogosławił rozbieranie cerkwi. [...] To proszę się nie dziwić, że reminiscencje mogły być potem różne.

Należy te zdania skomentować. Decyzja o rozbiórce cerkwi była błędem tak samo, jak i jakiekolwiek przyłożenie do tego ręki duchownego rzymskokatolickiego, nie jest to natomiast błogosławienie narzędzi przygotowanych do mordowania bezbronnej ludności cywilnej, jak tego dokonywali duchowni greckokatoliccy. O ile taka współpraca przez duchownego w rozbieraniu cerkwi była błędem, to nie była zbrodnią - tak jak błogosławienie narzędzi zbrodni. Zbrodni nie należy zaś mylić z błędami oraz stawiać między nimi znaku równości, przed czym przestrzegał prof. Paweł Wieczorkiewicz. Natomiast drugie z cytowanych zdań mówiące, że po rozbiórce cerkwi reminiscencje mogą być różne, jest po prostu poniżej krytyki. A gdyby powiedzieć: Po rozbiórce cerkwi w ramach odwetu rozprucie brzucha kobiecie w ciąży, czy nabicie noworodka na sztachety jest możliwe, wszak reminiscencje mogą być różne. Więc nie musi być dziwne, że UPA po tym wyżynała. Czyżby była to klasyczna próba przerzucenia odpowiedzialności za zbrodnie UPA na samych Polaków, więc najmniej częściowo wybielenia morderców lub nakłonienia do zrozumienia ich wątpliwej motywacji? Może to Polacy poprzez naruszenie świętości cerkwi sami przygotowali katusze swoje oraz swoich rodaków… Zaiste byłaby to argumentacja godna hiszpańskich konkwistadorów i świętej inkwizycji.

Pomijanie przy wyborze do beatyfikacji duchownych pomordowanych przez UPA skwitował tym, że ludzie zmarli w czasie wielkiego głodu też nie są ogłoszeni świętymi. Z całym jednak szacunkiem, ksiądz chyba nie dostrzegł różnicy między przeciętną osobą zmarłą z głodu (a beatyfikować można by sporą część mieszkańców kontynentu afrykańskiego), a osobą duchowną, która z własnego wyboru pozostaje z wiernymi narażonymi na rzeźnię, osobą, jaka ma szansę, posiadając odpowiednią wiedzę i możliwości, uciec, a jednak tego nie robi. To wtedy jest nie tylko złożenie ofiary ze swego życia, ale i cierpienie Chrystusowe.
Europoseł dr Andrzej Zapałowski podsumowuje
jarosławską sesję naukową.


Ks. Miron Michaliszyn mówił też o przebaczeniu i zaznaczył, że często w dyskusjach słyszy się chęć zemsty. Nie wiem czy ci, którzy po prostu mówią prawdę - nie mają chęci przebaczyć i czy to sugerował ks. Michaliszyn. Nie mógł też zauważyć na spotkaniu jakiejkolwiek chęci zemsty, chyba, że przeciwdziałanie gloryfikacji morderców i wynoszenia ich na piedestały traktuje jako jej formę, a to już kompletny absurd.

Następnie powiedział dość niejasno coś, co można było zrozumieć, albo przebaczamy, co już zrobili nasi prezydenci oraz biskupi czy [albo?] dalej będziemy pomagać [w jątrzeniu?]. Na końcu zaś dodał: Chcę wznieść taką prośbę do Pana Boga, aby w narodzie polskim i ukraińskim w miarę możliwości zachował nas od faryzeuszy i od tych, którzy w taki czy inny sposób, może czasami nieświadomie, dalej pomagają Rosji w tym, aby dzielić nasze narody. Muszę przyznać, że ten akurat argument księdza jest typowy dla nacjonalistów ukraińskich. Jeśli ktokolwiek działa wbrew ich planom, chce osądzić ich zbrodnie lub jest dla nich niewygodny przyczepiają mu automatycznie łatkę działania na korzyść Rosji by skłócić Polaków i Ukraińców. To niestety notorycznie przez nich nadużywane. Ten argument podłapują natychmiast Ci, których rodziny były ciężko przez Sowietów doświadczone. Co ciekawe nie idzie on w drugą stronę – tj. : Wprowadzanie w życie antypolskich postanowień czy też postanowień niekorzystnych dla Polaków, nie jest postrzegane jako działanie na korzyść Rosji by Polaków i Ukraińców skłócić .

Pozytywem w wypowiedzi księdza były natomiast na końcu podziękowania za wiedzę, którą zdobył i wiele faktów, o których się dowiedział. Ocenił też konferencję jako bardzo pouczającą i z tym się całkowicie zgodzę.

Podsumowanie europosła Andrzeja Zapałowskiego
Dr Andrzej Zapałowski nie szczędził pochwał dla
organizatorów, nie tylko w swoim przemówieniu, ale i później.
Podobne uczucia żywili wszyscy referenci oraz słuchacze.


Szanowni Państwo, chciałbym na samym początku podziękować organizatorom. Mając doświadczenie w organizowaniu takich sesji, wiem, jak dużego wysiłku to wymaga. Dziękuje serdecznie także prelegentom, którzy pofatygowali się tutaj do Jarosławia. Do tej pory tak się składało, że tego typu sesje były realizowane w Warszawie, we Wrocławiu, w Przemyślu, a w tej chwili są organizowane tak jak tu w Jarosławiu i w innych miejscach. To jest bardzo ważne, ponieważ ta dyskusja o historii, poszerza się o te trudne tematy.

Szanowni Państwo, tak się złożyło, że jestem zarówno historykiem, jak i politykiem. Od kilkunastu lat widzę, jak te trudne tematy przedzierają się przez szpalty publikacji, jak również w polityce. Myślę, że do pewnego przełomu doszło i bardzo dobrze, że tak się stało. Dużo jeszcze trzeba sesji, prac badawczych, aby bardzo dobrze udokumentować to, o czym znaczna część historyków już wie, lecz chodzi o to, by uzbroić się w dokumenty, to niezwykle ważne zadanie.

Kończąc, chciałbym powiedzieć, że tak się dziwnie, wręcz symbolicznie składa, iż akurat tutaj przyjechałem z Kijowa, gdzie służbowo byłem jako polityk i przedstawiciel Parlamentu Europejskiego, na rozmowach z Werchowną Radą. Rozmawiałem przedwczoraj z polskim ambasadorem w Kijowie, właśnie na te tematy. Pytałem się go o to, jak postrzega to, co się obecnie dzieje na Ukrainie. Odpowiedział mi, że dla władz Ukrainy opieranie się na tradycji UPA – Bandery to budowanie tożsamości, ale jednocześnie buduje się ją w oderwaniu od przyczyn, od źródeł i od tego, co to ze sobą niesie. Tak naprawdę mówi się głównie o walce z Armią Sowiecką, o jakichś tam przypadkach walki z Niemcami, ale w ogóle nie sięga się do tych trudnych tematów, do początków, do tej ideologii. Tego nie ma. Dlatego Ukraińcy na środkowej Ukrainie nie postrzegają UPA jako czegoś negatywnego, ponieważ do części to [przesłanie ideologiczne A.S.] dochodzi. Nie obawiam się o prace historyków, po jednej i po drugiej stronie. W pewnym momencie dojdą do tej jednej prawdy. To jest kwestia czasu. Dla mnie wielkim niebezpieczeństwem jest to, że buduje się na powierzchownym przedstawianiu UPA ideologię wśród młodzieży. Ten rok szkolny rozpoczął się na zachodniej Ukrainie rokiem Bandery. Wszędzie były konkursy oraz apele. Niedługo ma być rozpisany wielki konkurs z okazji rocznicy urodzin Bandery.
Całość zakończył wiersz w wykonaniu uczennicy szkoły
średniej.


Proszę Państwa, obawiam się, że jeżeli tego typu postacie będą wśród młodzieży wykreowane na bohaterów i po pewnym czasie sięgnie ona do tej podstawowej ideologii, która wyniosła ich do takich czynów czy innych - dojdą do przekonania, że jest zgoda społeczna, czy władz na takie postępowanie oraz wzorowanie się na tym. To bardzo niebezpieczne i dla przyszłości Polski i dla przyszłości Ukrainy, ponieważ nawet w 1946 roku większość młodych chłopców, jacy byli w UPA – to są osoby, które wielokrotnie brano do tej organizacji na siłę. Ja sam badałem te tematy. Okrążano całe wioski i brano do UPA. Są przypadki po nazwiskach, iż dla odstraszenia, gdy młodzi chłopcy uciekali z UPA (albo przed werbunkiem) całe ich rodziny wieszano przykładowo na stodołach w wioskach. Rzecz niespotykana, aby w ten sposób karać własny naród i odstraszać. Jeszcze raz dziękuje i gratuluje wszystkim tym, którzy tą sesję zorganizowali, wszystkim uczestnikom oraz młodzieży, że tak długo wytrwała.

Europoseł pomimo wszystko napełniał wielu z nas optymizmem. Mam podobną do dr. Andrzeja Zapałowskiego opinię, różnię się tylko jednym: jestem niestety nieco większym pesymistą. Historycy ukraińscy wcale niekoniecznie muszą dojść do prawdy, bowiem części z nich (w tym nacjonalistycznym) na prawdzie nie musi zależeć, a oni należą do elit pomarańczowego państwa. Ktoś natomiast dba, by nie zależało na tym również pozostałym. Wskazują na to kłamliwe wypowiedzi części ukraińskich historyków i publicystów.

Nadzieje dawały polsko-ukraińskie seminaria z cyklu „Polska – Ukraina: trudne pytania”. Brak jednakowoż wsparcia ze strony państwa polskiego, a najbardziej prawdopodobna presja nacjonalistów na seminarzystów ukraińskich, aby się cofnęli w ustaleniach z drugiej, stawia pod znakiem zapytania ideę tych seminariów.

Tak czy inaczej, my również gratulujemy organizatorom wspaniałej popularnonaukowej sesji dla młodzieży. Tego typu wydarzenie napełnia nas wszystkich optymizmem.

Aleksander Szycht

Wystąpienie księdza Mirona Michaliszyna komentuje również ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1152
28-10-2008

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626628
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)