22 stycznia 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2008-07-14
O wspaniałych uroczystościach w Legnicy ku czci ofiar OUN
Wielu miało by wątpliwości czy w dzisiejszych czasach takie uroczystości mogą się odbyć z godnym państwa rozmachem...
W niedzielę 13 lipca miałem przyjemność jako przedstawiciel Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej uczestniczyć w najwspanialszej jak do tej pory uroczystości ku czci ofiar pomordowanych przez OUN-UPA w 65 rocznicę tej zbrodni. Podróż z Warszawy do Legnicy, która trwa co najmniej 7 godzin w jedną stronę była jednak tego warta. Muszę wspomnieć, iż początkowo traktowałem ją jako obowiązek, który „niestety” muszę spełnić. Dlaczego ”niestety”? W czwartek cały dzień uczestniczyłem w konferencji poświęconej ludobójstwu organizowanej przez IPN oraz ŚZŻAK, w piątek miałem raczej „nieprzyjemność” uczestniczenia w uroczystości na Skwerze Wołyńskim, ze szczególnym uwzględnieniem konieczności wysłuchania żenującego listu prezydenta, którego jednakowoż wybrałem sobie sam. To chyba było jeszcze bardziej bolesne. W zasadzie o wiele bardziej, ponieważ w swoim wyborze kierowałem się patriotyzmem kandydata.
 
Sztandar ludowy wypełnionego po brzegi
kościoła Św. Jana w Legnicy.
Ta uroczystość w pełnym słońcu, choć dużo krótsza (i może taka miała być) stanowiła negatywny wyrok w wielu kwestiach, np. mojego samopoczucia. Zrobiły również swoje iście rozbrajające wypowiedzi marszałka Bronisława Komorowskiego oraz naiwne ich uzasadnianie. Przy czym to nie jedyna osoba publiczna, po której wypowiedziach nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. W sprawie ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA podział w zasadzie nie przebiega partiami (może z pozytywnym wyjątkiem PSLu), ale kieruje się… innym bardzo prostym kryterium.

Wyjechać miałem już w dniu poprzedzającym legnicką uroczystość. Nie było nawet chwili czasu, by odpocząć, a tutaj nagle zaprzyjaźniony ludowiec poseł Tadeusz Samborski nalega, bym przyjechał i uczestniczył w tej uroczystości. Wiem, że organizował ją błyskawicznie, ponieważ na pewne decyzje czekał do ostatniej chwili.
Ksiądz Tadeusz Isakowicz Zaleski wygłosił kazanie
zakończone burzą braw.
To bynajmniej nie stanowiło dla mnie zachęty. Jaką bowiem poważną uroczystość – myślałem - można zorganizować w takim tempie? Zgodziłem się jednak myśląc: Ad maiore Dei gloriam.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy w dzień po podróży, prócz zobaczenia znajomych twarzy znakomitych osób publicznych, walczących o prawdę, ukazały się moim oczom tłumy płynące do kościoła. Szacuje się je różnie: od tysiąca do dwóch tysięcy ludzi. Za setki tysięcy ofiar – pomordowanych, okaleczonych i osieroconych modliło się przy ołtarzu ośmiu kapłanów. Obecnych było 16 pocztów sztandarowych, w większości z Polskiego Stronnictwa Ludowego. W jaki sposób członek Rady Naczelnej PSL i prezes Stowarzyszenia Kulturalnego „Krajobrazy” tego dokonał? Nie wiem, ale zamierzam się dowiedzieć, ponieważ pragnę posiąść umiejętność tak sprawnej organizacji. Nie zapowiada się jednak, że będzie to krótki kurs. Na razie wypełniam powierzoną mi rolę kronikarza.

Przepiękną homilię, której fragmenty zacytuję, wygłosił Ks. Isakowicz Zaleski, jego wcześniejsze udane i piękne kazanie w Częstochowie nie było dziełem przypadku. Wypowiedział znamienne słowa: Nim wstał świt, oni już byli u Pana i przywitał Kresowian słowami Drodzy Bracia i Siostry, Kochani Swojacy. Po tych słowach Kresowianie wiedzieli, że oto mówi do nich właściwy człowiek, ten, który potrafi ich nie tylko zrozumieć, ale również poczuć tą wschodnią część Polski brutalnie zrabowaną nam przez Stalina, którego zarówno tępym, jak i nieświadomym narzędziem w tym celu stała się zgraja morderców spod znaku OUN-UPA. Ci, którzy przybyli do Częstochowy, a później nie mieli już siły przyjechać do Legnicy, niechaj przeczytają słowa ks. Isakowicza - Zaleskiego:

Jako chrześcijanie wierzymy, że podstawą wszelkiego życia społecznego jest miłość i prawda. W żadnym wypadku dzisiejsza msza święta i uroczystości, które odbywają się w różnych częściach Polski nie są aktem zemsty, rewanżu czy też rozdrapywania ran. Jako chrześcijanie chcemy miłości, pojednania i przebaczenia, ale u podstawy tego pojednania i przebaczenia leży prawda. Żadna, nawet najpiękniejsza idea, nie może być zbudowana na kłamstwie, przemilczeniu, bądź też na pół- i ćwierć- prawdach. Prawda jest niekiedy bardzo bolesna, ale tylko prawda potrafi wyzwalać. […] Ci, co zabijali – nacjonaliści, a ściślej mówiąc faszyści z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, z Ukraińskiej Powstańczej Armii, zaczadzeni w swoich umysłach nienawiścią, chcieli zbudować wolną Ojczyznę na ludzkiej krwi. U podstawy tego budowania nie było wartości pozytywnych, ale negatywne, albowiem na ludzkiej krwi nie można zbudować żadnego dobrego domu. Gdy w 1939 roku z Kresów Wschodnich cofały się wojska polskie, a od wschodu wchodziła Armia Czerwona nastąpiły pierwsze akty ludobójcze. Później sytuacja powtórzyła się w 1941 roku, gdy Rosjanie się wycofywali, a wchodzili Niemcy. Najbardziej dramatycznym wydarzeniem było wymordowanie profesorów lwowskich […].
Pan Eugeniusz Laszkiewicz, gdy uniknął śmierci
z rąk upowców był jeszcze młodszy
od 1,5 rocznego Mirosława Hermaszewskiego.
Widok niemowląt niewątpliwie mu o tym przypomniał.
Ponieważ ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski mówił także kiedyś o wiosce Kuty wymordowanej, gdy wycofywali się Niemcy, a wchodzili Rosjanie, można było wyciągnąć wnioski, że momenty całkowitego bezprawia, braku władzy i tymczasowości były jeszcze bardziej bezwzględnie wykorzystywane do zbrodni dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich.

Następnie ksiądz powiedział o apogeum ludobójstwa, gdy w ciągu niedzieli 11 lipca 1943 r. nacjonaliści ukraińscy wymordowali 15 tys. osób. Wtedy to Polacy schodzili się z różnych stron, aby się pomodlić. UPA otaczała kościoły i urządzała straszliwą rzeź. Mordowano wszystkich – kobiety dzieci niemowlęta, mężczyzn i starców. Jako ksiądz wyraźnie muszę powiedzieć, że ofiarami również byli kapłani. […] Później rzeź przeniosła się na południe, do Tarnopolskiego, Stanisławowskiego, Lwowskiego, na Ziemię Rzeszowską i Lubelszczyznę. […] Gdy słucha się relacji świadków, aż trudno uwierzyć, że człowiek może okazać się aż takim zwierzęciem. […] Tortury często polegały na ćwiartowaniu, rozrywaniu końmi, obdzieraniu ze skóry, wbijaniu gwoździ w głowę, zabijaniu nawet niemowląt, które nadziewano na sztachety. Aby nie być gołosłownym, chciałbym przytoczyć dwie relacje. Jedna spisana została przez obecnego tutaj pana Aleksandra. Jest to relacja człowieka, którego wszyscy znamy Mirosława Hermaszewskiego kosmonauty. Przez wiele lat nie można było przeczytać w oficjalnych dokumentach gdzie się urodził, ale niedawno ta sprawa została ujawniona. Urodził się we wsi Lipniki na Wołyniu, która została wymordowana. […].Ks. Tadeusz zaczął czytać fragmenty wypowiedzi Mirosława Hermaszewskiego, w których generał przytacza rodzinne relacje na temat tragedii ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Zawarte zostały one w wywiadzie, jakiego udzielił na potrzeby naszej strony internetowej. I tutaj rzecz dziwna: słowa generała, które sam spisałem i poznałem doskonale w trakcie procesu autoryzacji, czy po prostu zwykłego czytania, zrobiły na mnie ogromne wrażenie – tak, jakbym miał z nimi kontakt po raz pierwszy. Przytoczone w tej świątyni (św. Jana Chrzciciela) w kazaniu zyskały niezwykłą moc. Poruszyły też wszystkich dogłębnie. Wpisały się w historię martyrologii chrześcijaństwa, wywodzącego się korzeniami z judaizmu. Nie wiem, czy wszyscy skojarzyli ten moment tak samo, jak ja. Przed oczyma mogło stanąć półtoraroczne dziecko - Mirosław Hermaszewski, które nic nikomu nie zawiniło, a ledwo uniknęło okrutnej śmierci. Starotestamentowa rzeź niewiniątek dokonywana przez Faraona dla zdobycia władzy, tak często przytaczana w kościele, stanowi element fundamentu chrześcijaństwa. Jest ilustracją walki dobra ze złem i tego, jaką człowiek dla osiągnięcia panowania nad pewnym terytorium może stać się bestią. Pan Bóg ostrzega przed taką postawą dwukrotnie. Nowy Testament i rzeź niewiniątek dokonana z polecenia Heroda zostały przekazane nam przez ucznia Chrystusa pod natchnieniem Ducha Świętego. Tak oto genocyd ponad 100 tys. Polaków - ludzi niewinnych, mężczyzn, kobiet dzieci i duchownych, wpisuje się w chrześcijańską martyrologię. Czasami niewinni ludzie byli traktowani jako przeszkoda w planach tyranów. Historia się powtarza. Tak zrozumiałem przekaz ks. Isakowicza.
Mszę świętą ku czci ponad 100 tysiącom zamordowanych Polaków uświetniła obecność ośmiu księży. Na zdjęciu: dwóch po lewo, trzej przed ołtarzem (zasłonięty ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski) i trzech po prawej stronie.
Świątynia jest najlepszym miejscem, by o
























ofiarach OUN-UPA mówić. Dziś jednak kościół jako instytucja w wielu aspektach błądzi. Zaczyna wstydzić się prawdy lub nie ma odwagi się z nią uporać. Faryzeusze nie zawsze byli kojarzeni w Biblii wyłącznie z obłudą. Wielu z nich jednak w pewnym momencie zbłądziło. Dziś wydają się błądzić również niektórzy wysocy urzędnicy w hierarchii duchownej kościoła. Czymże może być umycie rąk w porównaniu z męczeńską śmiercią księży pomordowanych przez UPA, wobec kultywowania męczeństwa innych duchownych? Czymże jest obrona dzieci nienarodzonych poprzez udowadnianie, że malutki płód już u zarania jest człowiekiem, wobec wymazywania z pamięci pomordowanych w bestialski sposób niemowląt? Czymże jest wracanie do czasów ukrywania się chrześcijan w katakumbach i mordowaniem ich przez pierwszych cesarzy rzymskich wobec zignorowania wiernych zamordowanych tysiącami w kościołach w niedzielę 11 lipca 1943 r. przez UPA? Hipokryzją, tchórzostwem, brakiem chęci reorganizacji z powodu wygodnego dla niektórych układu. Zdarzało się, że kościół już wcześniej błądził. Zwracał na pewne niepokojące rzeczy uwagę Św. Franciszek. Niestety instytucja, która pilnuje naszych prawd wiary, nie wyciągnęła odpowiednich wniosków. Wobec tego Marcin Luter miał szansę wstrząsnąć kościołem w sposób dużo bardziej bolesny i dziś znów nie potrafi się wyciągnąć z tego wniosków. Tak w ten oto sposób kościół rzymskokatolicki, być może nie chcąc urazić greckokatolickiego i uniknąć rozbicia czyni odwrotnie - wpędza się w ślepy zaułek i swoim umyciem rąk wobec niewinnych ofiar OUN-UPA stwarza przyczyny kolejnych perturbacji. Szczęśliwie jednak nie wszyscy pasterze brną ślepo zapatrzeni w bożka, jakim są świeckie cele, mylnie rozumiane jako Boże.

Msza święta odprawiana ku czci chrześcijan pomordowanych przez UPA w kościołach była połączona z przyjęciem do wspólnoty chrześcijańskiej nowych wiernych. Rodzice przynieśli niemowlęta, aby mogły zostać ochrzczone. Gdy porównywałem uniknięcie śmierci przez 1,5 rocznego Mirka do biblijnej sytuacji, jaka została nazwana „rzezią niewiniątek” nie było to jedynym takim moim skojarzeniem. W jednym z pierwszych rzędów siedział Pan Eugeniusz Laszkiewicz - prezes Polskiego Związku Banków Spółdzielczych, który był jeszcze młodszy od Mirosława Hermaszewskiego, kiedy jego mama ukryła się z nim przed dokonującą rzezi OUN-UPA. Widział te wszystkie niemowlęta oczekujące na chrzest i miał w pamięci siebie samego w tym wieku – wtedy, gdy jego życie było zagrożone przez grupy uznawane dzisiaj za bohaterów, których nie można ponoć nazywać bandami, ponieważ mieli uzasadnione cele - walczyli z Sowietami i sami byli represjonowani przez innego zbrodniarza.
Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Tadeusz Samborski
(obecnie członek Rady Naczelnej PSL) oraz
Platformy Obywatelskiej Janusz Mikulicz.
Dzisiaj, gdy wspominamy te ofiary, zastanawiamy się, dlaczego doszło do takiego ludobójstwa i odpowiedź jest jedna, a sięga ona początków Starego Testamentu. Był Kain i Abel. […] Dobry Bóg dał człowiekowi przykazanie „Nie zabijaj”. To jest przykazanie święte. Ks. Zaleski mówił o kolejno przeprowadzanych ludobójstwach, tym dokonanym przez Turków oraz o wielkim głodzie na Ukrainie. Te ludobójstwa nie zostały potępione. Hitler, wysyłając wojska do Polski, powiedział, że mogą zabijać ludność cywilną i nie muszą się usprawiedliwiać, bo któż dzisiaj pamięta o Ormianach? I to ludobójstwo otworzyło drogę do holocaustu – zagłady Żydów, tylko z tego powodu, że byli Żydami. Następnie Niemcy dokonywali ludobójstwa na narodach słowiańskich. Później zaistniało ludobójstwo dokonywane przez komunistów. Wszystkie te ludobójstwa, które nie zostały potępione – odnawiają się.
Złożenie kwiatów przed tablicą poświęconą Polakom
pomordowanym przez OUN-UPA.


Ksiądz udowodnił, że w dzisiejszych czasach również jesteśmy świadkami takiego zła. Chodzi o zło dokonane w Afryce i w byłej Jugosławii. Jeśli nie powie się, że zło jest złem, wtedy się ono powtarza. Ludzie przechowują pamięć o tym nie po to, by rozdrapywać stare rany, jak to nam niektórzy zarzucają, ale po to, by to wszystko się nie powtórzyło. Jeśli nie będziemy pamiętać o Polakach na naszych Kresach, wtedy jakiś szaleniec może powiedzieć: „Możecie zabijać, bo któż dzisiaj pamięta o Polakach na Kresach Wschodnich pomordowanych przez UPA. […] Mamy 19 rok odzyskania niepodległości, a ta prawda nie może się przebić. Ludzie tak zwani poprawni politycznie mówią, że były to jakieś trudne wydarzenia, bolesne sprawy […] i najlepiej zapomnijmy o tym. Będzie Euro 2012 – nieważne więc zapomnijmy. […] To jest nasza droga zapomnienia i nie prowadzi ona do przebaczenia i pojednania. Druga, która do nich prowadzi jest prawdą bardzo często bolesną, ale prawda, która wyzwala, która doprowadza do tego, że w końcu zwaśnione strony mogą sobie podać ręce. […] Tym, którzy walczą o prawdę często zarzuca się, że chcą jakiegoś skłócenia Polaków i Ukraińców. Muszę podkreślić to, co było powiedziane w relacji gen. Hermaszewskiego, że mordercami nie byli zwykli Ukraińcy, ale faszyści. Wielu Ukraińców nie chciało brać udziału w tym ludobójstwie, co więcej, byli jego ofiarami. Wiele osób pochodzących z Kresów może powiedzieć, że Ukraińcy ratowali i ostrzegali Polaków. Ponosili karę, za to, że ratowali innych. […] Mordowani byli także Czesi, Węgrzy i Ormianie. Nie można mówić, że ofiary holocaustu to są lepsze ofiary, a Ci co zginęli z rąk UPA są tymi gorszymi. Wszystkie ofiary są jednakowe. […] Ja osobiście życzę najlepiej i wolnej Ukrainie i narodowi ukraińskiemu. Życzę, byśmy doszli do tego pojednania.

Ksiądz podziękował ojcom Franciszkanom za współpracę w organizacji uroczystości i powiedział, że jest bardzo ważne, aby młodzi ludzie znali tę prawdę. Gdy skończył, zaczęły się burzliwe i długie brawa. Następnie zgromadzeni udali się do Akademii Rycerskiej, gdzie miały odbyć się prelekcje dotyczące tematyki ludobójstwa dokonanego przez UPA. Za stołem usiedli poseł Tadeusz Samborski, ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski oraz Stanisław Srokowski. Ten pierwszy powitał wszystkich, dziękując za przybycie. Gdybyśmy wiedzieli, że będzie taka frekwencja, zorganizowalibyśmy to w sali głównej – powiedział poseł widząc, że ludzie nie mogą się pomieścić i trzeba donieść krzesła do bocznych części korytarza.
Po mszy świętej tłum zainteresowanych problematyką
ludobójstwa dokonanego przez UPA pospieszył
na sesję popularno naukową poświęconą temu
zagadnieniu do budynku Akademii Rycerskiej.
Państwa obecność tutaj jest wyrazem hołdu – mówił dalej. Trzeba zaznaczyć, że ten dzień upłynął u wielu ludzi pod znakiem dyskutowania o postawie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego absencji zarówno na konferencji IPN jak i Skwerze Wołyńskim. Słowa te musiały, więc trafić na podatny grunt. Jednocześnie poseł Tadeusz Samborski opowiedział o twórczości Stanisława Srokowskiego, a szczególnie o książkach „Nienawiść” oraz najnowszej pt. „Ukraiński kochanek”. Niech się Państwo nie sugerują frywolnym tytule, powiedział o drugiej pozycji, opisując, jak wspaniale czyta się tę książkę. Następnie na dowód poprosił o zaprezentowanie zebranym jej fragmentu. Wszelkie książki, które były tego dnia w sprzedaży, zniknęły natychmiast. Ludzie zapisywali się na listę zamówień, by je sprowadzić. Opowiadając o pierwszej publikacji pisarza poseł wyraził opinię, w której, jak powiedział, nie jest odosobniony.
Ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski z legnickimi członkami
Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Pd-Wsch.
Stanowi ona praktycznie gotowy scenariusz do realizacji filmu fabularnego. Wyraził jednak wątpliwość, by ktokolwiek z powodów politycznych podjął się dziś produkcji takiego filmu. Podkreślał bardzo mocno ogromny talent literacki autora, który wraz z jego osobistymi doświadczeniami, związanymi z opisywanym tematem ludobójstwa, musiał zrodzić tekst niezwykły. Stanisław Srokowski zabrał głos i określił, jak ważną rolę pełnią Kresy w tożsamości każdego Polaka i jak wielką rolę spełniać powinny. To, co pisarz powiedział później można było zrozumieć w następujący sposób: Nas kresowian nikt nie musi uczyć wielokulturowości i tolerancji. To mamy we krwi – takie właśnie były Kresy. Usłyszeliśmy, że jeśli zapomnimy o tym, iż zabrano nam połowę ojczyzny, a polityczna powierzchnia państwa skurczyła się o ponad 30% - sprzeniewierzymy się swojej pamięci.

Często traktuje się ten kawałek Polski jako obecnie niebyły, ale jest to przecież świat, który nadal żyje. Nie dlatego, że my się stamtąd wywodzimy, ale dlatego, że te wartości, które powstały na Kresach zbudowały całą Polskę. [...] Nie może, więc być tak, że większość uroczystości, związanych z Kresami jest organizowana tylko przez Kresowian, a w tej chwili tak jest. To jest obowiązek państwa oraz instytucji państwowych i samorządowych. To, że tutaj odbywa się taka piękna uroczystość dowodzi, że można i da się coś takiego zrobić […] Ludobójstwo tylko to słowo oddaje dramat i przerażenie. [...] Natomiast niesie pewne prawne skutki wobec zbrodniarzy, którzy dokonywali tych zbrodni.Postępowanie niektórych polityków nazwał „zdradą pamięci”.

Powinniśmy wspierać takich ludzi, którzy głoszą prawdę, którzy stoją na jej straży. Jako przykład pisarz wymienił ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego. Należy, nawiązując do tego, nadmienić, że później ks. Zaleski wspomniał, że nie głosował ostatnio na PSL, lecz na PiS, ale się poprawi. Stanisław Srokowski mówił o poczuciu godności ludzi, o potrzebie każdego człowieka, który powinien mieć wrażenie, że „ja jestem ważny”. Trudno było pozbyć się skojarzeń, z Kresowianami, którzy poczuli się niedocenieni, zignorowani czy nawet zdradzeni przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Negatywne uczucia wzbudził również ignorancją wobec Kresowian, prawdy oraz ofiar ludobójstwa Bronisław Komorowski.
Licznie przybyli goście nie zmieścili się na przygotowanych
miejscach. Trzeba było dostawić krzesła w bocznych częściach
korytarza, gdzie akustyka była odrobinę gorsza,
to jednak nie zniechęciło słuchaczy.


Po wystąpieniu pisarza Tadeusz Samborski poprosił, by ks. Isakowicz - Zaleski zechciał przemówić po raz kolejny. Zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, przywitano go gorącymi brawami. Obszerne przemówienie zacytujemy w całości:

Czcigodni Księża, Szanowni Państwo! Bardzo dziękuję za zaproszenie do Legnicy. Z miastem Waszym jestem związany rodzinnie, chociaż urodziłem się w Krakowie, ale mój ojciec pochodzi z wioski Korościatyn w powiecie buczackim, koło Monasterzysk na Ziemi Tarnopolskiej. Przeżył ludobójstwo, które opisał zresztą w swoich pamiętnikach. Natomiast w 1945 roku wszystkich z mojej rodziny zapakowano do bydlęcych wagonów w zimie. Jechali na ziemie zachodnie. Mój ojciec ciężko zachorował i wyrzucono go na najbliższej stacji, którą był Kraków. Cała moja rodzina natomiast dotarła do Lwówka Śląskiego i Chojnowa, a także tutaj, do Legnicy. W tym mieście mieszka moja ciocia oraz moi kuzyni. Wielokrotnie, gdy żył jeszcze mój ojciec, przyjeżdżaliśmy tu razem. Moja babcia jest pochowana w Chojnowie. Czuje się związany z Legnicą również poprzez ten charakter kresowy.
Tadeusz Samborski podołał bardzo
licznym obowiązkom organizatora
uroczystości, a sukces, co trzeba
bez żadnej przesady napisać -
przekroczył najśmielsze oczekiwania.
Gdy nieraz przyjeżdżam, idąc ulicą słyszę tę mowę wschodnią, tak jak moja babcia św. pamięci to mówiła. Zachodzę nie raz na ruskie pierogi do restauracji. Czuję się tutaj bardzo dobrze. Natomiast meritum naszego dzisiejszego spotkania to tradycja Kresów. Pan Stanisław bardzo pięknie ujmuje to w swoich książkach i dzisiaj pokazał, że ogromne bogactwo – tradycja Jagiellonów, to jest właśnie tradycja państwa wielonarodowościowego, wielowyznaniowego i wielokulturowego. Bogactwo kultury polskiej polega na tym, że ona się stapia z różnych kultur. Dodam tylko tyle, że z kolei moja mam, też pochodzi z Kresów Wschodnich. Rodzina jej pochodzi z Łyśca pod Stanisławowem, ona sama zaś jest pochodzenia ormiańskiego. W tej rodzinie połączyły się trzy obrządki: ormiańsko-katolicki, rzymsko-katolicki i grecko-katolicki. Jeden z moich pradziadków był księdzem unickim. Tę tradycję, choć mieszkałem w centrum Krakowa, pamiętam od dziecka. Sam jestem księdzem dwóch obrządków: ormiańskiego i rzymsko-katolickiego. To jednak, o czym dzisiaj wspominamy, jest ludobójstwem. Nie chcę powtarzać tego, co już powiedziałem w kościele o potrzebie prawdy. Natomiast trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, z czym w ogóle mamy do czynienia. Otóż tak jak mówiłem, że były różnego rodzaju ludobójstwa w XX wieku, poczynając od ludobójstwa Ormian w Turcji.
Tadeusz Samborski mówi o odważnej, ale i niezwykle
ciekawej literaturze Stanisława Srokowskiego poruszającej
temat ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA.
Powstawały ideologie, które uważały, że można zabijać. Przykazania „Nie zabijaj!” nie traktowały poważnie i uważały, że można wokół niego stworzyć boczne furtki. I najczęściej odbywało się to „od rzemyczka do koniczka”, czyli od drobnych incydentów aż do masowego ludobójstwa. Celowo używam tego pojęcia ludobójstwo [zapewne chodzi o rzadsze stosowanie pojęć zamiennych, co jest często nieco mniej wygodne w wypowiedziach A.S.], ponieważ to jest właściwy termin. Nawiasem mówiąc, ułożył go polski Żyd Rafał Lemkin, wychowanek Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, który mieszkając w Stanach Zjednoczonych na potrzeby Organizacji Narodów Zjednoczonych wymyślił to pojęcie. Jest to najwłaściwszy termin w odniesieniu do XX wieku. Były zbrodnie, gwałty i masakry, ale by wymordować cały naród? Do XX wieku nie wiedzino, że tak można zrobić.
Stanisław Srokowski przy mikrofonie.
Zniszczenie narodu jest działaniem wielopłaszczyznowym. Tu właśnie przechodzimy do tego ogromnego sporu, który zaistniał w Polsce. Wczoraj siedziałem pół dnia w studiu telewizji TVN 24, gdzie, ku swojemu przerażeniu, słyszałem polityków, którzy używają określeń „bolesne wydarzenia”, czy „tragedia”. Mówią, że trzeba przebaczyć, pojednać się. Najwięcej o chrześcijańskim przebaczeniu mówią ci, którzy w ogóle nie chodzą do kościoła. Oni się na tym najlepiej znają. Żenujące dla mnie były wypowiedzi polityków, którzy w ogóle zachowywali się na zasadzie, że sprawę Kresów można w sumie tak po prostu oddać. Skąd jest ten spór? W nowej Polsce powiedziano prawdę o wielu rzeczach np. – o Katyniu. Tu paradoks, strona polska upomina się, by nazwać zbrodnię w Katyniu ludobójstwem. Potępiono akcję „Wisła”, a nawet ludobójstwo Ormian w Turcji, potem wielki głód, ponieważ to była straszliwa zbrodnia dokonana przez Stalina na narodzie ukraińskim. Gdy przychodzi do problemu Polaków pomordowanych przez faszystów, zaczyna się dziki taniec.
Nie zabrakło uczniów, którzy recytowali wiersze.
Dzisiaj, gdy ktoś włączy Internet – moja skromna „gęba” jest na każdej stronie, gdzie zarzuca mi się, że skrytykowałem prezydenta, sejm itd. , czyli de facto „zdrajca narodu”, ale uważam, że nie ma innej drogi. Ktoś musi tę zmowę milczenia przełamać. Gdzie leży problem? Myślę, że są dwa. Poszczególne rządy nie wypracowały czegoś takiego jak polityka wschodnia. Jakikolwiek przychodzi premier czy minister spraw zagranicznych, każdy na własne kopyto coś próbuje na wschodzie robić. Natomiast po drugiej stronie, zwłaszcza, jeżeli chodzi o Rosję i Ukrainę, są dobrze zorganizowane służby dyplomatyczne. Ministrowie przekazuję sprawy jedni drugim. Z jednej strony jest silny przeciwnik, z drugiej ci słabi, rządzący Polską. Drugi problem i przyczyna polega na tym, że polskie ekipy rządzące dały sobie wmówić, że można historię odrąbać i w ogóle do niej nie wracać. To najlepiej ukazuje problem, który zwie się lustracją. Nie chcę jednak wchodzić w ten temat. Była gruba kreska, o której pan Mazowiecki powiedział, tj. „Nie ważne co było. Budujmy nową Polskę.”. Pan Kwaśniewski mówił „Wybierzmy przyszłość.” – wszystko jest nieważne i ta lustracja po 7 latach wróciła jak straszliwy bumerang. Okazuje się, że postępować w ten sposób się nie da. Ja osobiście mam żal do różnych władz, także patriotycznych, które w 1990 roku nie chciały tego problemu rozwiązać.
Przedstawiciel Związku Więźniów Politycznych Okresu
Stalinowskiego, wierszem nawiązał do fałszowania
i przemilczania tematyki zbrodni dokonanych
przez OUN-UPA.
Nagle my znów musimy to wszystko z tymi archiwami przeżywać. Niemcy otworzyli archiwa w 1990 roku i ten problem mają za sobą. Dano sobie również wmówić to, że Polacy powinni kogoś bez przerwy przepraszać. Niedługo przeprosimy Niemców za bitwę pod Grunwaldem, za Westerplatte, może w rocznicę Powstania Warszawskiego [zainicjujemy coś], ponieważ na dobrą sprawę Warszawiacy powinni sami zburzyć Warszawę, a biedni Niemcy musieli to za nich zrobić. Takie przepraszanie w nieskończoność i kłanianie się wszystkim sąsiadom doprowadza do tego, że czujemy się zakompleksieni – ludzie, którzy mają złą historię, złe pochodzenie. Moje największe rozczarowanie, które przeżyłem w ciągu ostatnich lat, to uroczystości, o których Pan Tadeusz [Samborski] wspominał, dotyczące ludobójstwa. Byłem na wszystkich trzech, które odbywały się w Warszawie. Byłem i w katedrze polowej w Warszawie i na konferencji, którą kancelaria prezydenta początkowo organizowała i na Skwerze Wołyńskim. Doznałem tam szoku. Tak jak jest napisane w „Naszym Dzienniku” w sobotnim wydaniu. Nagle słyszymy, że na Wołyniu były jakieś dziwne wydarzenia, ktoś się może popił, ktoś kogoś spalił. Co więcej, wszystko było bezosobowo – tj. spalono kościoły i wioski. Gdyby ktoś tego słuchał, pomyślałby może, że było trzęsienie ziemi i się ten Wołyń jakoś rozpadł. Może jakaś szarańcza z nieba spadła. Nie powiedziano o dwóch zasadniczych rzeczach, że to było ludobójstwo, nie żadne rzezie [nie padło nawet słowo – rzeź A.S.],czy bolesne wydarzenia. Druga sprawa: ani razu i to w liście prezydenta, na którego ja głosowałem, nie było powiedziane, kto to zrobił. To tak jakby pisać o historii „Września” – „Napadnięto na nas” – ale kto napadł 1 września na Polskę, a kto 17? Ten list prezydenta był dla mnie wstrząsający. Po prostu zrozumiałem, że wiele wartości patriotycznych można położyć na szali. Później, gdy prowadziłem rozmowy – słyszałem: „A my.. musimy.. zjednoczona Europa... to jest najważniejsze”. A czy Niemcy rezygnują ze swojej historii, czy Francuzi mówią, że nie było Napoleona? Nie, wszyscy pilnują swoich spraw. Następna sprawa: Euro 2012. Nie jestem kibicem sportowym i w zasadzie jest mi to obojętne. Uważam jednak, że dobrze, iż się Euro 2012 odbywa się u nas, ale nie za cenę utraty pamięci narodowej [Po za tym jedno drugiemu nie przeszkadza. A.S.]. I cóż się stało – kluby polityczne przygotowały w sejmie kompromisową uchwałę. Zrezygnowano nawet ze słowa ludobójstwo. [Uchwałę, ze słowem ludobójstwo popierał PSL, wtrąca Tadeusz Samborski]. Popieram PSL, ale nie głosowałem do tej pory. [Można się poprawić – mówi pół żartem pół serio Tadeusz Samborski], na co odpowiada ks. Zaleski, śmiejąc się: Pan Tadeusz broni pamięci narodowej własnej partii – zgadzam się i się poprawię. Wszystko było na dobrej drodze. Co pozostało w tej uchwale bardzo ważne? Dzień 11 lipca miał zostać dniem pamięci narodowej o zbrodni OUN na Polakach. To było najważniejsze z tego wszystkiego. I nagle marszałek Bronisław Komorowski, nawiasem mówiąc krewny dowódcy Armii Krajowej „Bora” Komorowskiego mówi: „Przyszedł do mnie ambasador Ukrainy i trzeba to wycofać.”. Jeżeli sejm działa w ten sposób, że przychodzą ambasadorowie i mówią: Panie Marszałku, to wam wolno a tego nie wolno – to przypomina Targowicę, bo tak wtedy było. Przychodzili ambasadorzy i mówili, co polski sejm może, a czego nie może, kiedy może być niemy, a kiedy może się na pewne tematy wypowiedzieć. Pan Komorowski się wycofał, ku mojemu przerażeniu, rzeczywiście [walczył] tylko klub PSLu. Pozostałe partie np. Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, na którą też głosowałem swego czasu, jakie wyrosły na tradycji solidarnościowej – a więc walki o prawdę i sprawiedliwość, walki choćby o prawdę o Katyniu – te kluby wycofują się rakiem argumentując się „Euro 2012”. Co się stało? Czy Kresowianie, z których coraz więcej ludzi odchodzi na wieczną wartę – mają sobie te uroczystości urządzać jako prywatną inicjatywę? Po mojej wypowiedzi usłyszałem to, co powiedzieli przedstawiciele klubów poselskich. Gdzie Ci ludzie mają oczy? Jest tak jak to było w ewangelii „Mają oczy a nie widzą, mają uszy a nie słyszą.”. Chcę jednak uciec od spraw politycznych, ponieważ każdy ma prawo do swoich poglądów. Myślę jednak, że stało się bardzo źle. Sam naród polski nie upomina się o swoich męczenników. Rzezie nie są właściwym określeniem, to było ludobójstwo. To była masakra ze straszliwymi okrucieństwami, jakich nie dokonywali nawet Niemcy czy bolszewicy. To wbijanie gwoździ w czaszkę, rozrywanie końmi, palenie żywcem, nabijanie niemowląt na sztachety. To było okrucieństwo, którego nawet naziści nie mogli zrozumieć. Nie wolno milczeć, ponieważ może się ono odrodzić. Piszę - co tydzień felietony do Gazety Polskiej na ostatniej stronie. Napisałem kilka felietonów kresowych, a ostatni felieton jest o tym, że jeden z moich przyjaciół był 25 maja we Lwowie, gdzie odbywała się uroczystość, ku czci bohaterów Ukrainy. Wbrew pozorom nie był to Bohdan Chmielnicki, ale głównymi ulicami Lwowa maszerowali chłopcy – praktycznie umundurowani. Krzyczeli „Niech żyje UPA! Niech żyje SS!”. Takie marsze były ostatnio w Niemczech w latach 30-tych”. Faszyzm odradza się, jednak teraz nie za zachodnią granicą, tylko za wschodnią. Dzisiaj dzieje się tak przez słabość polskiej polityki i przymykanie oczu. Tam, gdzie będzie Euro 2012 i zostaną rozgrywane mecze piłkarskie będą już może wisieć nazistowskie symbole. Nie wolno milczeć na te tematy. Jest jeszcze jedna rzecz, którą uważam za szalenie ważną.
Stanisław Srokowski przed kościołem Św. Jana w Legnicy.
Trzeba odróżnić faszystów z UPA od narodu ukraińskiego. Tutaj, niestety wczoraj znowu arcybiskup Życiński zabrał głos i od razu już mnie krytykuje. Mówił, ze nie można mówić „holocaust”, ponieważ to psuje dobre samopoczucie i Żydów i Ukraińców – nie ma co rozdrapywać ran itd. Znam osobiście powody, dla których abp. Życiński boi się historii, przynajmniej tej najnowszej. Znów więc słyszymy głos dyżurny, by pewnych spraw nie poruszać. Arcybiskup Życiński robi jeden kardynalny błąd: porównuje UPA do Ukraińców. Nieprawda, bardzo wielu Ukraińców zostało zamordowanych przez UPA, ponieważ pochodzili z rodzin mieszanych. To było bardzo częste. Znam taki przypadek, opowiadany zresztą przez pana Siekierkę ostatnio. [Jest to oczywiście skrócona wersja tej uderzającej historii. A.S.] Małżeństwo mieszane – Ukrainiec z Polką, synowie wg tradycji byli chrzczeni w cerkwi grecko-katolickiej, kobiety tak jak matka w rzymsko-katolickiej. Syn w tej rodzinie wpadł w sidła nacjonalistów i otumaniono go. Polecono mu, by oddał cześć wolnej Ukrainie mordując swoją matkę Polkę i swoje siostry Polki. Przyszedł, więc w nocy i zabił je siekierą, tj. własną matkę i siostry. Spotkał się potem z odwetem ojca, który zarąbał własnego syna. Są to rzeczy, jakie pokazują dramat narodu ukraińskiego. Gloryfikacja bandytów, stawianie pomnika Banderze we Lwowie, nazywanie ulic imionami, zbrodniarzy, kryminalistów to jest tragedia narodu ukraińskiego. UPA mordowała [poza Polakami] nie tylko Ukraińców, lecz także Ormian, Żydów, Czechów, Słowaków na Rusi Zakarpackiej, Rosjan a nawet Niemców. To było ludobójstwo, które wyszło poza obręb Polaków. Polska dyplomacja myśli w ten sposób: „Dla dobra sprawy, nich sobie Ukraińcy chwalą Stefana Banderę. Jest to jednak z krzywdą dla samej Ukrainy, ponieważ nie czci ona Stefana Bandery jako bohatera narodowego, robi to pan Juszczenko, którego Polacy popierali w trakcie pomarańczowej rewolucji. Dzisiaj on nam się odwdzięcza, gloryfikując bandytów, co popierają nacjonaliści ukraińscy, natomiast reszta nie popiera. Dla nich są to bandyci. Przepraszam, że to mówię, jestem duchownym, nie powinienem politykować, lecz mówię to od strony rodzin pomordowanych. Polityka powinna być taka, że trzeba bronić własnych wartości, pamięci o pomordowanych i na tym zbudować prawdę historyczną. Jutro mam po raz kolejny w studiu telewizyjnym o tym mówić, choć już nie mam ochoty, ponieważ de facto powtarzam wciąż jedno i to samo za każdym razem. Jutro w telewizji jest program kwadrans po ósmej. Będzie tam pani Ewa Siemaszko, która napisała tę wspaniałą monografię „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia”. Pani Siemaszko nawiasem mówiąc odmówiła tydzień temu przyjęcia orderu od pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego uważając, że jeżeli prezydent nie może powiedzieć o ludobójstwie to ona nie przyjmie odznaczenia za książkę o ludobójstwie. My dwoje będziemy mówili po raz kolejny o tym, dlaczego Polacy nie mogą zapomnieć o ludobójstwie i dać sobie wmówić, że to była rzeź wołyńska. To bardzo zakłamany zwrot. Rzeź może być np. rzezią kurcząt. Tu natomiast mamy do czynienia z zaplanowanym ludobójstwem. Widzę, że przez najbliższe dni ten temat będzie wałkowany, ale to dobrze, ponieważ wreszcie pamięć narodowa musi być przywrócona. Dostaję ogromną korespondencję na swoją stronę internetową [www.isakowicz.pl] i muszę powiedzieć, że wbrew propagandzie, pisze bardzo dużo ludzi młodych. To bardzo pozytywne. Jest to powrót do korzeni. Tu zachęcam wszystkie organizacje – kresowe, patriotyczne i wiele innych, by myśleć już nie o tym, jak przekonać kolejnego polityka, ale właśnie wrócić do młodzieży. Młodzież jest bardzo pozytywnie nastawiona do historii, choć dla nich te Kresy są takie trochę magiczne, nie za bardzo wiedzą jeszcze, o co chodzi. Z tej ogromnej korespondencji od młodzieży jednak widzę bardzo wiele pozytywnych rzeczy. Myślę, że jest to jakaś droga rozwiązania. My jako społeczność ormiańska biliśmy się z ambasadorem Turcji, by ustawić haczkar – krzyż upamiętniający ludobójstwo Ormian. Chodził on do wszystkich dygnitarzy w Polsce. Ambasador mówił, że to będzie przeszkoda, by polscy żołnierze latali do Iraku. Kardynał Macharski nie ustąpił i oczywiście nic takiego nie nastąpiło. Bardzo dziękuję i cieszę się, że w Legnicy – tej cząstce Kresów przeniesionej w wagonie bydlęcym na zachód taka, piękna uroczystość się odbywa.
Przedstawiciele Forum Młodych Ludowców.




























Nie była zaskoczeniem burza braw, którymi nagrodzili ks. Isakowicza zebrani, jednak wrażenie na mnie zrobiło to, że został okrążony przez ludzi – tak, iż ledwo mógł przejść do wyjścia, a bardzo się spieszył. Prowadzący spotkanie Tadeusz Samborski wspomniał o potrzebie docenienia tej podróży księdza Isakowicza z Krakowa do Legnicy i z powrotem. Opowiedział o swoim zdziwieniu, gdy słyszał Ukraińca w TV, który argumentował na rzecz usprawiedliwienia zbrodni: „Byliśmy na własnej ziemi”. Określił to jako żenujący argument człowieka wychowanego na upowskich broszurach. Ten argument - jak mówił poseł powtórzyła Julia Timoszenko. Jednak nawet zapominając o kwestii, że Polacy byli również na swojej ziemi należałoby uznać, że każdy, kto jest u siebie ma prawo zamordować innych przybyłych na tę ziemię.

Przemówił także Eugeniusz Laszkiewicz, który pochodził ze Słobody Kąkolickiej, leżącej między Rohatyniem a Haliczem. Opowiadał, że pamięta, gdy przyniósł do domu świadectwo po ukończeniu klasy pierwszej szkoły podstawowej, gdzie przeczytał, że urodził się w ZSRR. Zapytał ojca, dlaczego tak jest, przecież jesteśmy Polakami. Nie odpowiedział, a pan Eugeniusz dręczył ojca od tej pory o informacje. Później zaczęła się historia innego typu: zapytałem się rodziców, jak to jest, że w wakacje moi koledzy i koleżanki jeżdżą do wujków i cioć, a ja nie mam żadnych. Nie możesz mieć. Oni wszyscy poginęli. Później okazało się, że zostali wymordowani – 36 osób z mojej rodziny. […] Był taki epizod - kuzynka mojej mamy wyszła za Ukraińca. Pewnego wieczoru ich 17-letni syn przyszedł do ojca i mówi, by nie spał dzisiaj z mamą, bo my przyjdziemy mamę „rizaty”. Ojciec odpowiedział oburzony, że go zarżnie wcześniej. Syn doniósł o tym swojemu dowódcy w UPA i pierwszymi, którzy zostali zamordowani była ta właśnie rodzina. Zamordowano zarówno matkę, jak i ojca. Małżeństw mieszanych było mnóstwo. Ja sam - pierwszą piosenką, którą się nauczyłem była nie „Szła dzieweczka do laseczka” tylko „Rozprychajte chłopczi koni”, ponieważ rodzice ją ciągle śpiewali i bardzo mi się spodobała. […].

Następnie ks. Tadeusz Kisiński z wioski Ślązaki, należącej do parafii Adamy opowiadał o przypadku z 4 kwietnia 1944 r., kiedy jeden z Ukraińców ostrzegł tę polską wioskę, że będzie wymordowana i dzięki temu UPA doznała tam porażki, ponosząc duże straty. Mówił o tej pięknej wiosce Adamy z nowiutkim kościołem, z klasztorem sióstr zakonnych i z kilkudziesięcioma murowanymi już budynkami. Później opuszczoną spalili doszczętnie i rozebrali wszystko, co zostało, mimo, że można było ją zasiedlić. Ksiądz wymieniał okoliczne w jego stronach miejscowości, po których nie został ślad, by w końcu powiedzieć: Warchoły moja szkoła, do której uczęszczałem śladu nie ma. Nawet drzewa owocowe wyrąbano, aby śladu nie było, że tutaj mieszkali Polacy. Kiedy UPA poniosło porażkę, atakując wieś Adamy zabito 20 upowców. Z Polaków zginął Tadziu – partyzant, który z Wołynia przybył do nas. Tam stracił rodziców, których mu zamordowano, a on z pepeszą rosyjską przybył do naszej wioski i tu się schronił. Tadziu, który ocalał na Wołyniu oddał życie broniąc naszej wioski. […] Tata w 1945 roku powiedział mi: nie przeprowadzimy się na zachód, a wschód, przecież Amerykanie nas nie sprzedadzą. Niestety stało się inaczej.

Miłą niespodziankę zrobili uczniowie podstawówek przybyli z rodzicami niosąc sztandary. Były to: szkoła podstawowa im. Ireny Kosmowskiej w Bieniowicach, im. Henryka Sienkiewicza w Kościelcu oraz im. Marii Konopnickiej w Rzeszotarach. Na koniec więzień polityczny z okresu stalinowskiego pan Stanisław Kielicz zagadnął do mnie i nawiązał wierszem do przemilczania zbrodni, przekręcania prawdy o zbrodniach dokonanych przez OUN-UPA, czy wręcz odwracania przysłowiowego „kota ogonem”. Mowa dziś była o politykach w III RP, on zaś nawiązał do przykładu elit czasów PRLu:

Wojtuś, Wojtuś,
Gdzie się podział Twój autorytet
Tak święcie wierzyłeś w centralny komitet
Gdy na wybrzeżu rozruchy i strajki,
Na dobranoc w telewizji uwierz w głupie bajki,
Weź sobie stary worek, przykryj owłosienie,
weź sobie flaszkę Pepsi-Coli,
Ku wschodniej granicy podążaj powoli,
I pytaj o drogę abyś nie pobłądził,
Udaj się do tego, kto cię tak urządził,
Kraj jest tam okropny i miejsca jest wiele,
Tam są Twoi przyjaciele,
Tam się uderz w piersi, powiedz moja wina,
I daj dziesięć rubli za mszę za Lenina,
Kiedy się okaże Twoja skrucha szczera,
Na kremlu dostaniesz posadę portiera,
Będziesz miał ciepły kącik i gorącą strawę,
Wspomnisz jeszcze Polskę, kochaną Warszawę.


Aleksander Szycht

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 625242
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)