23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2008-06-30
O Wołyniu ciszej! I później!
Krótki kurs techniki manipulacji na podstawie małego artykuliku w Gazecie Wyborczej













O sposobach, na jakie Gazeta Wyborcza kształtuje i deformuje rzeczywistość pisało już wielu, zawierając to w swoich artykułach czy polemikach. Najważniejszą i chyba najsłynniejszą publikacją temu poświęconą jest Michnikowszczyzna. Zapis choroby Rafała Ziemkiewicza. Temat uznałbym za stosunkowo znany, ale sprowokował mnie do reakcji króciutki tekst opublikowany w Gazecie O Wołyniu później i ciszej (21 czerwca 2008). Jedyną sprawą godną podziwu w tym miejscu jest to, ile nieprawdy można zmieścić w tak krótkiej wiadomości. Do stałego przedstawiania sprawy ludobójstwa UPA w krzywym zwierciadle, można się przyzwyczaić, czytając Wyborczą. Lecz gdy publikuje się informację rażąco niezgodną z prawdą historyczną , to warto zwrócić na to uwagę.
A oto jaką wiedzę ludziom przekazano w omawianej publikacji:
Wiosną 1943 r. ukraińscy nacjonaliści z OUN-UPA rozpoczęli tzw. akcję antypolską na Wołyniu. Polegała ona na zastraszeniu i zmuszeniu do ucieczki polskiej ludności tych ziem, aby przygotować miejsce pod stworzenie jednolitego etnicznie państwa ukraińskiego. Apogeum przypadło latem 1943 r., gdy jednej nocy zaatakowano kilkadziesiąt polskich wsi.
Cóż, z tego co Wyborcza opublikowała, można się tylko śmiać lub płakać Akcja antypolska to kryptonim operacji ludobójstwa dokonanego na społeczności polskiej przez OUN-UPA. Wygodnie jest w odniesieniu do niej pisać o samym „Wołyniu”. Można wtedy informować „jedynie” o 60 tys. wymordowanych Polaków, a dodatkowe 40 tys. ofiar na innych terytoriach po prostu znika. Daje to najmniej trzy efekty:

1.To niemal połowa ofiar mniej, UPA wydaje się więc już mniej krwawa i dużo łatwiej, sugerując symetrię, jest dobudowywać sztuczną liczbę tzw. polskich odwetów.

2.Zmniejszenie liczby ofiar przyniosłoby i tak korzystne efekty, ale w tym wypadku liczba zamordowanych traci jedno zero. Gazeta hołubi więc Polaków niczym Media Markt, który z równie wielką pasją ucina zera.

3.Pisanie w odniesieniu do rzezi OUN-UPA – „Wołyń” sprawia wrażenie jakoby on był wyjątkiem od reguły. Wynika z tego, że mamy do czynienia z jedną pomyłką UPA, poza tym czytelnik odnosi wrażenie, że to herosi. Tak zresztą sugeruje Paweł Smoleński na łamach Wyborczej (np. 30 marca 2005 lub 2 luty 2008). Dziennikarz pisze tu o lokalnym dowództwie UPA, które wydało ten rozkaz. Mało tego, w sierpniu 1943 to lokalne dowództwo ponoć miało tego żałować [sic!] i chciało powstrzymać mordy, ale najbardziej fanatyczna formacja znana z surowego karania nieposłuszeństwa i zastraszania ludzi, nie panowała już rzekomo nad żywiołem...Jest to oczywiście stek bzdur.

Skoro jednak o zastraszaniu mowa jest kłamstwem, że tzw. „Antypolska akcja” charakteryzowała się zmuszaniem ludności do opuszczenia swoich siedzib. W takim wypadku rzeczywiście „Antypolska akcja” byłaby dosłownie i tylko „Antypolską akcją”, nie zaś kryptonimem UPA, nazywającym delikatnie, okrutne pozbawianie życia dziesiątek tysięcy ludności cywilnej.

Pod wspomnianym kryptonimem, UPA na samym Wołyniu zamordowała 60 tys. Polaków obojga płci, w różnym wieku. Niemal za każdym razem uniemożliwiając im ucieczkę. Celem nie było ani zastraszenie, ani zmuszenie ich do ucieczki. W tym fragmencie tekstu znajduje się trzecie kłamstwo. Jakoby w jedną noc „zaatakowano” kilkadziesiąt wsi. Słowo „zaatakowano” w tłumaczeniu bardziej dobitnym, znaczy „wymordowano mieszkańców z”, ale nie kilkudziesięciu wsi a 160. Praktycznie piszący nie wspomniał nic o pozostałych 100 wsiach. Z liczby trzycyfrowej zrobiła się dwucyfrowa. Nie wspomnę o tym, że zdanie podkreślone jest dziwne, jakby unikało się podania daty 11 lipca tj. momentu kulminacji zbrodnii, która jest jednocześnie rocznicą. Nigdzie zresztą w tekście data rocznicowa nie pada (!), choć wiadomość w Wyborczej dotyczączy rocznicy ludobójstwa. Później widnieje początek zdania: Pięć lat temu w 60 rocznicę mordów... i znów brak daty. Padają za to daty trzech innych wydarzeń: 20 czerwca - poprzedni termin konferencji organizowanej przez IPN; 10 lipca - nowy termin konferencji i znów 20 czerwca - data wydania zbioru artykułów w Wyborczej, jakie pojawiły się na temat tzw. zastraszania i zmuszania polskiej ludności Wołynia do ucieczki. Gdy się czyta omawiany tekst, może się przypomnieć fragment filmu „Pianista” Romana Polańskiego. Chodzi konkretnie o SS-mana, chcącego zniechęcić Żydów do ucieczki oraz nieprzewidzianych działań. Powiedział wtedy, że wszelkie pogłoski jakby Niemcy chcieli Żydów „przesiedlić” (jak wcześniej innych) są nieprawdziwe. Jednak w czasie drugiej wojny światowej, Żydzi zostali przesiedleni do komór gazowych. UPA natomiast chciała zmusić ludność polską do ucieczki w kierunku innego świata i zastraszała polskich cywilów na śmierć.
Działania redaktorów Gazety Wyborczej powodują coraz częstsze protesty wśród ludzi. Na zdjęcieu napis wymalowany farbą u wejścia na Plac Zamkowy.

























Dalej Gazeta Wyborcza wydaje się robić ukłon w kierunku prawdy, ale tylko pozornie:
Podczas napadów na wsie masowo mordowano ich ludność, w tym także kobiety i dzieci. W obronie przed ukraińską partyzantką wspieraną przez miejscowych chłopów polscy mieszkańcy Wołynia stworzyli oddziały lokalnej samoobrony oparte głównie na strukturach 27. Dywizji AK. Z Wołynia polsko-ukraiński konflikt przeniósł się do Galicji wschodniej. W starciach w latach 1943-44 zginęło od 60 do 100 tys. Polaków oraz ok. 20 tys. Ukraińców.

Prawdą jest pierwsze zdanie, ale gdy przeczytamy tekst poniżej, wydaje się, że celem napadu był kto inny, a kobiety i dzieci mordowano niejako przy okazji (tymczasem mordowanie kobiet, dzieci, cywilów było głównym celem). Kłamstwem jest, że mieszkańcy polskich wsi stworzyli samoobrony oparte o struktury 27 wołyńskiej dywizji AK. Było odwrotnie! Żadnych oddziałów AK na Wołyniu w tym czasie nie było, struktury polskiego podziemia na tym terytorium dopiero się zawiązywały. Między słowami możemy wnioskować, że właśnie takie oddziały były głównym celem ataku UPA. Przypomina się wypowiedź jednego z ukraińskich naukowców na seminariach Polska-Ukraina - Trudne pytania jakoby rzeź dokonana na Polakach, była odwetem za działania (jakie?) 27 Wołyńskiej dywizji AK. Tymczasem główna fala mordu miała miejsce w 1943 roku a dywizja powstała w 1944. Było to stwierdzenie kompromitujące, z którego strona ukraińska się z wycofała.

We wspomnianym fragmencie jednak pada jednak liczba 100 tys. ludzi, którzy zginęli, szkoda tylko, że napisano w starciach, co znów sugeruje w najlepszym wypadku tylko nieuniknioną i często niechcianą śmierć cywilów w czasie równorzędnych walk. Najgorsze jest to, że w tych 100 tys., możemy zobaczyć Polaków poległych z bronią w ręku – już nie kobiety i dzieci.

Liczba 20 tys. zabitych Ukraińców, jest albo wyssana z palca, albo również manipuluje się nią zamiennie (pierwsze wyjście). Jeśli chodzi o straty ludności cywilnej Ukraińców –jest to liczba wyjątkowo zawyżona. Nie zdziwiłbym się, gdyby wliczano w tę liczbę poległych upowców, którzy są włączani do statystyk jako ofiary a niewątpliwie cywilami już nie są. Inną rzeczą (drugie wyjście) jest sugestia przypisania na polskie konto ukraińskich ofiar cywilnych, zamordowanych przez UPA (zabitych za ukrywanie Polaków czy choćby odmienne poglądy). Nikt jeszcze dokładnie ich nie policzył, ale jest to liczba jak najbardziej prawdopodobna.
W pierwszej wersji programu IPN zaproponował, aby poświęcono ją "ludobójstwu narodu polskiego przez ukraińskich nacjonalistów". Do udziału nie zaproszono naukowców z Ukrainy. W drugiej wersji programu IPN złagodził słownictwo - np. termin "ludobójstwo" zastąpił "eksterminacją". Zaprosił także historyków ukraińskich.

Znów napotykamy manipulację i zamianę kolejności wydarzeń. Najpierw zaproszono naukowców ukraińskich, potem dokonano skreślenia słowa ludobójstwo wprowadzając ,eksterminacja, dodajmy, że na życzenie obywateli państwa sąsiedniego. Pomimo tego, że od kilku tygodni było wiadomo, iż naukowcy ukraińscy jednak zostaną zaproszeni, Marcin Wojciechowski we wcześniejszym płaczliwym artykule Nie ma jednej pamięci Wołynia (23 kwietnia 2008) po prostu ... napisał, iż tak nie jest.
Tytuł O Wołyniu ciszej i później (choć Gazeta Wyborcza użyła go w innym znaczeniu) ma dla mnie charakter symboliczny, stąd go nieco zmieniłem w swoim artykule. Po pierwsze dlatego, że Wyborcza prawdę o rzeziach UPA wycisza, w zamian zaś funduje artykuły, które nie są zgodne z prawdą. Po drugie często spotykam się z poglądem części środowisk: dajmy Ukraińcom czas, to się zmieni. Fakt, ulegnie zmianie ale na niekorzyść (choć odczytuje się tu inną sugestię), ponieważ liczba kultywujących UPA rośnie.
Gazeta Wyborcza to nadal jeden z najbardziej poczytnych dzienników, a jej logo niemal codziennie rzuca się w oczy. Zdjęcie przedstawia plecak jednego z pasażerów w warszawskim tramwaju - sfotografowany dzięki uprzejmości właściciela.



















Wspomniałem, że tekst w Wyborczej skojarzył mi się z wypowiedzią nazisty. Nie po raz pierwszy i ostatni - Josef Goebbels powiedział kiedyś: Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą., ta maksyma kojarzy mi się z Gazetą Wyborczą. Być może o to chodziło człowiekowi, który namalował napis pod wieżę kościoła Św. Anny, przy schodach prowadzących na Plac Zamkowy: Michnik morduje powtarzaniem. Jednak nie tylko powtarzanie jest tu problemem. Skazać ofiary na niepamięć, to w pewnym sensie zamordować je po raz drugi. Wszak już w starożytności wielcy ludzie uważali, że zapomnienie jest gorsze niż śmierć. My ofiarom tym, zginąć z naszej pamięci nie możemy pozwolić. Pomyśleć, że opisywany przeze mnie artykulik zajmuje pół strony, a zawiera tyle nieprawdy, przemilczeń i manipulacji, że musiałem mu poświęcić cztery razy więcej miejsca.

Aleksander Szycht

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626635
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)