23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2008-04-05
Rzecz o znanym frazesie „Byliśmy nie lepsi”
W jaki sposób pozbyć się brzemienia ludobójstwa spoczywającego na UPA, by móc swobodnie uczynić z członków tej organizacji bohaterów?














Tym trudnym zadaniem parają się niektórzy publicyści rozsławiający lub wybielający zbrodniczą formację. Często zajmują się i jednym i drugim. Dzięki ich wytężonej pracy, pomimo oczywistych faktów, możemy wspominając o zbrodniczości UPA usłyszeć, nawet od lubianych przez nas bliskich znajomych: A „Polacy” byli nie lepsi. Przede wszystkim słysząc słowo „Polacy” możemy domyślić się, że kryje się pod nim jakiś rodzaj formacji militarnej. Zdarza się, że sam wypowiadający ten frazes nie potrafi określić, o jaką formację mu chodzi i co ma konkretnie na myśli. Już sam ten fakt może (nie musi) wskazywać na niski poziom wiedzy. W przypadku, kiedy nawet przyjmiemy, że osoba wypowiadająca te słowa, posiada jakiekolwiek strzępy wiedzy, to z pewnością o logicznym uzasadnieniu wspomnianej „tezy” nie ma co marzyć.
Generalnie głównym zajęciem ani Polaków, ani Ukraińców nie były ludobójcze czystki etniczne. Najprawdopodobniej musi więc chodzić o jakąś podziemną organizację. A jaka była największa polska organizacja? Tak, Armia Krajowa. Słysząc coś takiego część z nas jest zaskoczona, inni dodatkowo się denerwują. Czasami jedno łączy się z drugim. Wewnętrznie wielu odczuwa „burzę” szczególnie, że to np. musiał powiedzieć (wielokrotnie w dobrej wierze) ktoś taki, kogo bardzo lubimy. Jeśli jednak mamy odrobinę większą wiedzę, po zadaniu pytań szczegółowych okazuje się, że szybko potrafimy wyprowadzić kogoś z błędu.

Ukraińska Powstańcza Armia dokonała ludobójstwa nieodłącznie charakteryzującego się masowym okrucieństwem, jakim nie wykazała się żadna inna organizacja w tym czasie i w tej części Europy. Apologeci tej formacji starają się zniwelować zbrodnię na kilka starych, powtarzających się sposobów. Przede wszystkim starają się przekazać, że „Polacy”, „podziemie polskie” (jakiej organizacji by pod tym terminem nie rozumieć), lub nawet Armia Krajowa (sic!) na zachód od Bugu robiła to samo (przykład: Dziennikarz GW Paweł Smoleński piszący, że „polskie pacyfikacje ukraińskich wsi po zachodniej stronie Bugu były nie mniej brutalne”(1)). Czytając takie sformułowania niedoinformowany czytelnik myśli, że AK prowadziła podobną do UPA politykę – mordu i zabijania cywilów, co jest po prostu historyczną bzdurą. AK w odróżnieniu od UPA ani na zachód, ani na wschód od Bugu nie prowadziła polityki ludobójstwa czy nawet polityki szeroko pojętej czystki etnicznej. Nie są dowodem na istnienie takiej polityki kolejno z pasją opisywane przez np. Pawła Smoleńskiego przypadki pojedynczych wiosek ukraińskich, w których zaistniały na przestrzeni lat domniemane lub rzeczywiste elementy wskazujące na zbrodnię wojenną jakichś polskich (w tym komunistycznych!) formacji. Czy to one mają stworzyć równowagę dla wymordowanych jednego tylko dnia (11 lipca 1943) polskich mieszkańców mieszkańców 160 wsi i co najmniej 100 tys. Polaków w ciągu kilku lat (plus wymordowani przez UPA obywatele innych narodowości, w tym ogromna ilość Ukraińców)? Jeśli tak to czy taki pomysł nie wydaje się idiotyczny? Owszem. Czy można coś takiego ludziom wmówić? Niestety również trzeba stwierdzić: Tak. Wytykanie odwetów przy promowaniu milczenia niestety także jest możliwe.

W ten sposób obserwujemy usilne próby porównania polskiego podziemia względem zbrodnii wojennych (nawet AK!) do UPA. Naprzeciw wychodzi Grzegorz Motyka ze swoim słynnym tytułem artykułu o UPA „Ukraińska Armia Krajowa”(2). I tak oto jako niedoświadczeni czytelnicy zaczynamy wierzyć, że UPA skupiająca obrzydliwych zbrodniarzy wojennych to taka ukraińska AK. Armia Krajowa kojarzy się zaś w społeczeństwie z pewnym patosem i martyrologią
Tutaj mamy więc po pierwsze do czynienia z obtaczaniem dobrego imienia Armii Krajowej w błocie, by jak najbardziej obniżyć ją w kierunku dna, na którym znajduje się UPA. Po drugie jesteśmy z kolei świadkami podnoszenia UPA na piedestały, gdy czytamy że „UPA to nie tylko zbrodnie” (tytuł artykułu Marcina Wojciechowskiego w GW(3)). Jeśli nie tylko zbrodnie to patos i martyrologia – beznadziejna walka z okupantem w stylu tej, jaką toczyła na Kresach Armia Krajowa. Tutaj oczywiście są wysuwane antysowieckie zasługi UPA, które w skali porównawczej ze zbrodniami są delikatnie mówiąc więcej niż mierne i nie dają szans, by zasłużyć na imię bohaterów. Najbardziej humorystyczną próbą usilnego porównania i znalezienia usprawiedliwienia dla ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA było stwierdzenie przez jednego z referentów ukraińskich na seminariach Polska – Ukraina; Trudne pytania, iż jednym z powodów rzezi na Wołyniu była działalność (zbrodnicza?) 27 wołyńskiej dywizji AK. Oddział ten najwyraźniej działał na długo przed swoim powstaniem.
Przytaczanie czasów, w których żył Jeremi Wiśniowiecki w celu wyjaśnienia ludobójstwa dokonanego przez UPA wydaje się być tak samo durne jak przywoływanie czasów krzyżowania pierwszych chrześcijan, by móc wyjaśnić Noc Św. Bartłomieja setki lat później.












 
Kolejnym drugim sposobem wyrównania strat jest zwracanie uwagi na polskie odwety na samym Wołyniu i innych ziemiach Kresów południowo-wschodnich. Zdarza się, że na wystawach czy publikacjach, autorzy, którzy chcą wyglądać obiektywnie i uniknąć ataków, przytaczają przeważnie przykłady odwetów, by nie być oskarżonym o subiektywizm i rzekomą antyukraińskość. Ponieważ najważniejsza jest prawda historyczna nie było by nic w tym nadzwyczajnego. Przedstawiane są jednak w sposób charakterystyczny. By całkowicie uniknąć oskarżeń odwety jednak przedstawiane muszą być w ten sposób lub w takiej proporcji, aby skalą przypominały choć trochę przedstawione rzezie dokonywane przez UPA. Niestety To sprawia wrażenie - jeśli nie równości strat, to przynajmniej nasuwa stwierdzenie „i jedni i drudzy mordowali”. Przewinienia UPA i domniemanych innych ludzi i organizacji są więc w domyśle równe. Problem jednak w tym, że skala powinna odzwierciedlać rzeczywiste wydarzenia, w kontekście zaś ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich jest po prostu marginalna.

Apogeum rzezi przypada na 11 lipca. Polacy natomiast nie stworzyli do końca sierpnia 1943 jakichkolwiek lotnych sił partyzanckich zdolnych do akcji. Dopiero po tym miesiącu zaczęły się tworzyć zawiązki oddziałów. Pierwszą zaś liczącą się siłą była 27 wołyńska dywizja AK. To ją jednak zupełnie bezpodstawnie oskarża się o zajmowanie odwetami. Jest tylko jeden mały szkopuł: zarówno 27 Wołyńska DP, jak i cała AK na innych ziemiach Kresów południowo-wschodnich miała według ścisłych rozkazów nie tylko zakaz odwetów na ludności cywilnej. W miarę możliwości należało unikać jakichkolwiek znamion konfliktu polsko-ukraińskiego, czyli także starć z OUN-UPA, a nawet ... podejmować ze zbrodniarzami negocjacje (które były prowadzone we Lwowie). UPA zresztą nie była i być nie mogła na głównym celowniku z powodu zadań przeciwniemieckich. Powód? Polityka – walka o granicę wschodnią. Jakiekolwiek walki polsko-ukraińskie zwiększały możliwość użycia ich jako pretekstu do oderwania wschodnich części Polski, nie tylko dla nacjonalistów ukraińskich, ale także, a może nawet przede wszystkim - Sowietów. Wołyńska dywizja AK nie mogła więc zajmować się przeprowadzaniem odwetów.

Oczywiście wchodzą w grę przypadki pojedyncze, kiedy to wbrew rozkazom, ktoś oszalały z rozpaczy np. po okrutnym zamordowaniu żony i małego dziecka mógł na kimś niekoniecznie winnym dokonać spontanicznego odwetu. Tym bardziej mogło się to przydarzyć niektórym cywilom nad którymi pieczy nie miała AK.

Spróbujmy jednak, choć pobieżnie zastanowić się nad skalą tego zjawiska. Skoro Polaków na Wołyniu przed wojną zamieszkiwało 16% pokazuje to zarówno obraz, jak przytłaczała ich etniczna przewaga ludności ukraińskiej, jak i fakt, że w razie jakiegokolwiek uderzenia nie mieliby szans. Dodajmy do tego, że większość Polaków mieszkała w miastach, a mordowane były głównie polskie wsie. Dysproporcja istniała więc jeszcze większa. Odejmijmy od tego Polaków wywiezionych na zsyłkę przez Sowietów. Szczególnie uwzględnić należy wiejską warstwę przywódczą. Dodajmy do tego element zaskoczenia. Teraz pomyślmy: UPA według naukowców polskich i ukraińskich wymordowała na samym Wołyniu do 60 tys. ludności licząc tylko Polaków. W jakiej skali ta polska ludność cywilna zamieszkująca wieś była w stanie przeprowadzić odwety przeciwko tej niewinnej wiejskiej ukraińskiej ludności cywilnej, która na ogromną skalę z narażeniem życia ukrywała Polaków? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Przywołam jednak magiczne liczby, jakimi są 20-30 tys. strat ukraińskich „szacowane” przez apologetów UPA. Należy zadać pytanie: Czy „Polacy” byli w ogóle w stanie zamordować część ofiar zawartych w tej liczbie? Przy okazji przypomnę terminy używany przez Pawła Smoleńskiego „polsko-ukraińska wojna”, „wojna chłopska na Wołyniu” (Sam Smoleński pisał o liczbie do kilkunastu tys. ofiar odwetów (!), i zaraz obok dodatkowo o „polskich pacyfikacjach po zachodniej stronie Bugu). Termin też może pełnić funkcję wyrównywania strat. Liczba 20-30 tys. zabitych Ukraińców jednak mogła zaistnieć, ale w przypadku jeśli były one z rąk UPA. Organizacja ta zabijała jako zdrajców wszystkich Ukraińców, którzy byli jej przeciwni, mordowała małżeństwa mieszane i karała śmiercią tych, którzy ukrywali Polaków. Skala wymaga jednak zbadania. Tutaj można by dostrzec przypisywanie ukraińskich ofiar UPA polskiemu podziemiu i Polakom w ogóle.

Domniemana i rzekoma polityka „polskich odwetów” na ukraińskiej ludności cywilnej Wołynia oraz innych częściach Kresów przedstawiana jest często jeszcze z innymi wydarzeniami dodatkowo w parze do wyboru:
- Z tak samo nie mającą nic wspólnego z prawdą polityką rzezi polskiego podziemia na zachód od Bugu. Nie są bowiem dowodem na regułę stałej polityki w stylu UPA pojedyncze wioski, o często nie do końca zbadanych lub przedstawionych społecznie okolicznościach, których mieszkańcy padli ofiarą jakichś rozmaitych formacji. Wobec, takich wiosek używany jest termin „polskie pacyfikacje na zachód od Bugu”. Terminu tego używa Smoleński. Bohdan Huk twierdzi, że jest to traktowane jako (!) swoisty „ukraiński Wołyń” w Polsce(4). Ponieważ termin „polskie pacyfikacje” nie rozróżnia organizacji jest to bliskie do ukucia stereotypu ... „Polak – rezun”.
- rzekomo masowe odwety Polaków zwerbowanych do Schutzmannschaften – niemieckiej policji, po dezercji ukraińskich policjantów, którzy w szeregach UPA dokonywali ludobójstwa. Odwety nie mogły być masowe ponieważ nie wszędzie policja ukraińska uciekła oraz cytując za W. i E. Siemaszkami: liczba posterunków i służących w nich Polaków stanowiła małą część obsady całej wołyńskiej Schutzmannschaften(5). W wielu rejonach rekrutacja Polaków do policji niemieckiej nie powiodła się, w niektórych zaś w ogóle jej nie prowadzono. Dla sympatyków UPA również każde działanie wymierzone przeciwko bojówkom upowskim jest uważane za pacyfikację. Polacy z Schutzmannschaften nie tylko oskarżani o pacyfikacje w przypadku działań, które nimi nie były, ale również o pacyfikacje dokonane przez Niemców, w których w ogóle nie uczestniczyli(6).
- rzekomo niezwykle okrutną polityką II RP („okrutniejszą” widoczniej niż sowiecka na Ukrainie związana m.in. z wielkim głodem, bo na Ukrainie sowieckiej rzezi Polaków w czasie II WŚ nie było)
- Akcją Wisła, która choć de facto była przesiedleniem (spowodowanym zresztą działaniami UPA) jest uważana za znacznie większą hańbę i przewinę Polaków, niż same rzezie na Polakach - neutralizowane właśnie na wymienione tu sposoby.
- Przedstawianiem likwidacji przez AK kolaborantów – np. „szmalcowników”, wydających Żydów, czy Polaków lub Ukraińców ukrywających Żydów w ręce Gestapo jako … akcję antyukraińską (!). Dlaczego? Niestety AK „miała pecha” zwalczać kolaborantów bez względu na narodowość niezależnie czy to Polak czy Ukrainiec, a że na Chełmszczyźnie kolaborantów narodowości ukraińskiej było więcej niż polskiej – jest to przerabiane na „masowe mordy” ludności ukraińskiej (sic!).

To wszystko stwarzać ma wrażenie nie tylko, że „Polacy” byli nie lepsi, ale i dużo gorsi. Można odnieść wrażenie, że te rzezie to raczej dość skromny odwet UPA za liczne polskie niegodziwości. Potwierdza to też inny zabieg propagandowy:
Apologetom UPA trudno przyznać, że akcja Wisła była prostym wynikiem działalności tej organizacji. Za to uparcie wskazują na rzekomo wystarczające polskie przewiny w międzywojniu, nawet jeśli nie usprawiedliwiające, to tłumaczące ludobójstwo. Można też usłyszeć, że gdyby badać kto zaczął - należałoby się cofnąć do czasów Bohdana Chmielnickiego i „licznych” polskich okrucieństw w trakcie dziejów. Brzmi to dosyć niedorzecznie, ale rozpuszczanie przewin UPA w morzu setek lat historii czasami okrutnej to kolejny sposób, by zatrzeć wrażenie zbrodni. Bo przecież wyczyny UPA w porównaniu z niektórymi wodzami to ... standard. Ciekawostką jest to, że choć właśnie wojska Chmielnickiego „były nie lepsze”, tutaj często nie ma mowy o obustronnych rzeziach lub polskich odwetach. Przytaczanie tych czasów wydaje się być tak samo durne jak przywoływanie czasów krzyżowania pierwszych chrześcijan, by móc wyjaśnić Noc Św. Bartłomieja setki lat później.

Pokażmy teraz fragment wywiadu opublikowanego w Dzienniku(7) i wypowiedź ukraińskiego literata Mykoły Riabczuka, który spełnia niektóre z wymienionych tu standardów przekazywania informacji o UPA:
W dodatku - co gorsza - zdarza się, że dywizja SS-Galizien wymieniana jest w jednym szeregu z takimi organizacjami jak UPA, które z Niemcami nie współpracowały. Powtarzanie takich rzeczy trzeba uznać za skutki propagandy sowieckiej.
Filip Memches: Ale dla Polaków nie ma znaczenia, z kim UPA współpracowała. Istotne jest samo to, że z jej rąk - chociażby na Wołyniu - ginęła polska ludność cywilna.

Mykoła Riabczuk: Kombatanci UPA twierdzą, że nie walczyli z ludnością cywilną, tylko z Armią Krajową. Chociaż sądzę, ze brali - przynajmniej częściowo - udział w czystkach etnicznych na Wołyniu, podobnie jak AK pacyfikowała ludność ukraińską po drugiej stronie Bugu. Nie możemy tego usprawiedliwiać, było to oczywiście szaleństwo obu stron, w rodzaju masakr w Bośni. Ale potępiając politykę UPA, musimy potępiać też politykę rządu polskiego, który prowadził kolonizację ziem ukraińskich przez osadnictwo, czyniąc z ludności cywilnej zakładników ewentualnych konfliktów etnicznych. Porównałbym to z polityką budowania osiedli izraelskich na terenach Palestyńczyków. Trudno oczekiwać, że coś takiego przyniesie dobre owoce. Podkreślam, że należy potępiać zbrodnie przeciw cywilom. Ale proszę też Polaków o zrozumienie, że Ukraińcy nie gloryfikują walk UPA z nimi. Szanują UPA przede wszystkim jako antysowiecką formację walczącą o niepodległą Ukrainę.

„UPA brała udział” jest trochę ironicznym wyrażeniem. Rzekłbym, że nawet rzezie organizowała. Co „najmniej częściowo” brzmi o tyle śmiesznie, że drugą część eksterminacji w 1943 r. na Wołyniu nie wiadomo kto wykonywał, jeśli nie robili tego ukraińscy nacjonaliści. Być może ta druga grupa tysięcy ludzi popełniła zbiorowe samobójstwo. Ktoś odebrał sobie życie dwukrotnym strzałem w głowę lub zadał sobie kilkanaście ciosów bagnetem. Gorszych sposobów „samobójczych” śmierci, poprzedzonych samookaleczeniem się i innymi torturami nie opiszę, by nie zarzucono mi „epatowania okrucieństwem”. Oczywiście można „zapewne” wyjaśnić także śmierć najmłodszych, w ten sposób powołując się na przykład małych zamachowców samobójców, przy okazji kiedy Riabczuk porównuje stosunki polsko-ukraińskie do izraelsko-palestyńskich. Wypowiedź jego jest jednak dosyć typowa, jeśli chodzi o ludzi uznających tzw. „bohaterstwo” UPA. Pomyślmy o tym wszystkim, gdy ktoś w naszym towarzystwie następnym razem powie „My” lub „Polacy” „byliśmy/byli nie lepsi”. Bądźmy wyrozumiali dla naszych polskich czy ukraińskich przyjaciół. Spokojnie tłumaczmy to tym, którzy coś takiego powiedzą – oni w pewnym sensie też są ofiarami ideologii UPA.

Aleksander Szycht

(1) 30 marca 2005 GW

(2) Wprost, nr 40/2002

(3) Gazeta W wyborcza 18.10.2006

(4) B. Huk, Masowy mord na ludności ukraińskiej we wsi Piskorowice 17 kwietnia 1945, Warszawa 2007 s. 6.

(5) W. i E. Siemaszkowie, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945 t.II., Warszawa 2000, s. 1074-1078.

(6) Tamże.

(7) Dziennik, sobota 28 kwiecień 2007

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626598
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)