23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2008-03-15
Kto mordował Cyganka czy UPA?
Takie zbrodnie dokonywane przez UPA to fakt historyczny. Jak było naprawdę ze sprawą słynnej fotografii w odniesieniu do pomnika ofiar OUN-UPA na Kresach?
Martwe dzieci Cyganki
Kwestia wstrząsającego zdjęcia

Historia ta zaczęła się po wybuchu wojny we wrześniu 1939 i mało kto przypuszczał wtedy, że jej reminiscencje odczuje się niemal 70 lat później w roku 2007...
Wówczas dwaj kilkunastoletni chłopcy, synowie nauczyciela z Jasionowa (pow. Brody), którzy uczyli się we Lwowie i mieszkali na stancji, postanowili wrócić do domu rodziców. Najwidoczniej bali się pozostawać w mieście, gdzie byli zapewne świadkami gorączkowych przygotowań Wojska Polskiego do obrony miasta. Było ono ważnym, polskim bastionem, nie tylko w tym regionie, ale przede wszystkim w skali ogólnopolskiej. Miało pierwszorzędne znaczenie dla kraju w wielu dziedzinach, zaraz po samej stolicy, dopiero co odrodzonej II Rzeczypospolitej. Nic dziwnego, że niemal natychmiast stało się celem bombardowań Luftwaffe i marszu oddziałów Wehrmachtu. Całkiem przypadkiem można było zostać rannym. Wszystko zaś łącznie z patriotyczną atmosferą w mieście wskazywało, że walka będzie zaciekła i lwowianie łatwo się nie poddadzą. Dziś już wiemy, że obu chłopcom udało się opuścić Lwów. Do domu nigdy jednak nie dotarli.
„Po kilku tygodniach znaleziono w lesie ich rozkładające się ciała. Zostali bestialsko zamordowani. Pozbawieni szkolnych mundurków, skrępowani i przywiązani do drzewa, w sposób uniemożliwiający jakikolwiek ruch. Obu wycięto języki. Można sobie wyobrazić, w jakich męczarniach zginęli ci chłopcy”(1). Podejrzana była Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, która zabijała już przed wojną nawet Polaków i Ukraińców dążących do pojednania. Ten mord charakterystyczny w swej formie był swoistą zapowiedzią pewnego rodzaju wydarzeń.
Projekt pomnika pomordowanych przez OUN-UPA po poprawkach, nie mający już nic wspólnego ze zdjęciem zamordowanych cygańskich dzieci.


Przenieśmy się jednak do roku 1943, zanim jeszcze nastąpiła kulminacja rzezi dokonanej przez OUN-UPA w lipcu. Przed 13-14 kwietnia został zamordowany Józef Ejsmont (gm. Stepań, pow. Kostopol). Przywiązanemu do drzewa obcięto język, wydłubano oczy i przecięto go piłą(2). W okolicach Małyńska został również zamordowany miejscowy nauczyciel (gm. Berezne, pow. Kostopol), którego kilka dni dręczono przywiązanego do drzewa(3). W ten sam sposób zamęczono mieszkańców wsi Medwedówka (pow. Kostopol) Teofilię Bagińską i Celestyna Bagińskiego(4). Dokładnie jak w pierwszym przypadku, w kwietniu we wsi Chorupań (pow. Dubno) nacjonaliści ukraińscy zamordowali miejscową nauczycielkę - Polkę lat ok. 40, której wcześniej gwarantowano bezpieczeństwo. Przywiązali ją do słupa i żywcem spalili(5). Również wiosną tego roku (wieś Kołodno, pow. Krzemieniec) banderowcy rozstrzelali 4 mężczyzn: 2 Polaków i 2 Rosjan – zbiegłych jeńców. Ciała drutem kolczastym przywiązano do słupów telegraficznych. Nad trupami zawieszono napis: „To wykonała armia ukraińska jako przestrogę dla wszystkich, którzy chcieliby działać przeciw niej [...]”(6). W Janowej Dolinie (pow. Kostopol) spora część złapanych Polaków została przywiązana do drzew i albo pozbawiona członków, albo spalona(7). W miasteczku Korytnica (pow. Włodzimierz Wołyński) w trakcie strzelaniny Polacy uwolnili kapitana sowieckiego, którego upowcy przywiązali do słupa drutem kolczastym i bili do utraty przytomności(8). 18 czerwca 1943 roku (kolonia Marianówka, pow. Łuck) upowcy spalili 20 opuszczonych gospodarstw i zamordowali 3 starsze osoby, które pozostały – Józefa Dąbrowskiego, któremu odrąbano rękę, żonę Józefę, której obcięto pierś. Syn znalazł ich skrępowanych drutem kolczastym i powieszonych głowami w dół w studni. Obok znaleziono również niezidentyfikowaną osobę przywiązaną do drzewa drutem kolczastym głową w dół(9).

Po tych wydarzeniach i masowych rzeziach, jakich tutaj nie opisujemy, nastąpiła największa fala ludobójstwa w lipcu, kiedy tylko jednego dnia (w niedzielę 11 lipca 1943) wymordowano ponad 160 wiosek i ponad 15 tys. ludzi. Nie zagłębiając się w te wydarzenia, należy podkreślić, że podobne do opisywanych przypadków napotykano również później. W miasteczku Mizocz (pow. Zdołbunów) na początku sierpnia 1943 członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii zamordowali Eugenię (lub Genowefę) Brodowską lat 14, jej matkę poważnie zranili. Obok do słupa przywiązali powrozami niejaką Zielińską i zakłuli ją nożami(10). W tym samym roku (wieś Werba, pow. Dubno) zamordowano Ukraińców Gontę i Cetnykewicza, którzy byli pracownikami tzw. Rejonowej Uprawy. Zmuszono ich do wstąpienia w szeregi UPA. Ci jednak po jakimś czasie powrócili do pracy. Obu przywiązano drutem kolczastym za szyję do słupów i przyczepiono tabliczkę: „Za zdradę Ukrainy”. Obaj wykrwawili się na śmierć(11). Takie przypadki okrucieństwa miały miejsce aż do zlikwidowania OUN-UPA w drugiej połowie lat 40. Opowiedzmy jednak o jeszcze jednym. Według wspomnień Henryka Mielcarka żołnierza WP, wyszukanych w Archiwum Wschodnim ośrodka KARTA, latem 1946 w Bieszczadach znaleziono zwłoki, znajdujące się w miejscu kaźni najpóźniej od zimy. Trup był rozebrany i przywiązany drutem do pnia drzewa. Przypuszczalnie był to jeden z zaginionych żołnierzy WP wysłanych po furaż dla koni(12).
Zdjęcie z przedwojennego rocznika psychiatrycznego.


Spora część opisów tortur fundowanych ofiarom przed śmiercią została tu pominięta. Śmierć zadana przez UPA przynajmniej 100 tys. bezbronnym ludziom, licząc wyłącznie Polaków, miała różne okrutne oblicza, ale ten wspomniany sposób powtarzał się. Nie będę wymieniał rozmaitych wyrafinowanych sposobów zadawania śmierci, nieraz bardziej wstrząsających niż przypadki podane wyżej, którymi UPA traktowała powszechnie swe ofiary. Są one podane w wielu publikacjach. Zaznaczyć jednak muszę, że najbardziej wstrząsało świadkami wydarzeń, którzy uszli z życiem równie okrutne traktowanie przez wojaków UPA małych dzieci. Te wszystkie aspekty ludobójstwa banderowskiego (okrucieństwo i bezwzględność nawet w stosunku do dzieci) miał wyrażać pomnik, który stanąłby na pl. Grzybowskim w Warszawie, z inicjatywy Kresowego Ruchu Patriotycznego. Wśród bowiem tych kresowian, którzy przeżyli masakry, wykrystalizowały się dwa symbole związane z UPA. Pierwszy to symbol bezwzględności tej organizacji, przejawiający się w nie okazywaniu litości dzieciom i drugi - okrucieństwa, czyli ofiary przymocowane do drzewa. Po latach trwania politycznej poprawności wobec ZSRR, ta sama polityczna poprawność została odziedziczona w III RP wobec nacjonalistów ukraińskich, w zachodnich obwodach państwa ukraińskiego, w Polsce i na Zachodzie. Przebijała się jednak przez nią wolność słowa i wszelkie prawa obywatelskie. Choć wraz z upadkiem PRL-u nadeszła wolność, nie zostało przerwane programowe milczenie w sprawie zbrodni OUN-UPA, lecz zyskana swoboda działań umożliwiła dość żmudną walkę o przerwanie tej sztucznej kurtyny i dała możliwość publikacji książkowych. Pojawiły się w nich autentyczne zdjęcia miejsc masakr. Pomiędzy nimi było to jedno, które odnosi się do innego wydarzenia, a jest przedmiotem zainteresowań artykułu.

Zdjęcie do złudzenia przypominało popularną metodę zabijania przez OUN-UPA. Ponieważ w brutalny sposób banderowcy traktowali również najmłodszych, zostało ono natychmiast skojarzone ze zbrodniami. Jeśli przyjrzymy się fotografii dokładnie, to dostrzeżemy, że zagięcia na fotografii pozornie przypominają drut kolczasty. Ten właśnie element mógł upewnić, że zdjęcie przedstawia wspomniane zbrodnie UPA z czasów wojny. Oczywiście, jak się później miało okazać, przedstawiało ono równie autentyczne, tyle że inne wydarzenie jeszcze sprzed wojny. Dowiódł tego Dariusz Stola i Ada Rutkowska, publikując wyniki swoich badań w „Rzeczpospolitej” (19 maj 2007), wykazując, że przypadek mordu wraz z fotografią zawarty był w przedwojennym „Roczniku Psychiatrycznym”(patrz fot. 1).

Kto, kiedy i gdzie dodał to zdjęcie do tych przedstawiających rzezie OUN-UPA, dziś - nie wiadomo. Pomylić się w tej kwestii było bardzo łatwo. Nie ma co oczywiście winić środowisk kresowych. Trudno przypuszczać, by starzy weterani mieli rozeznanie w przedwojennej literaturze psychiatrycznej. Posiadali za to traumatyczne doświadczenia – informacje oraz obrazy z pamięci związane z tragiczną przeszłością – krwawą działalnością bojówek banderowskich. O „wianuszkach z dzieci” albo ludziach przywiązywanych do drzewa i mordowanych z dziećmi włącznie słyszał chyba każdy weteran rodem z Kresów Południowo – Wschodnich. Niejednokrotnie widzieli również na własne oczy jeden z takich przypadków. Takich wspomnień trudno się pozbyć. Fotografia zaś, nawet teraz, gdy wiadomo, że przedstawia inne wydarzenie, doskonale odzwierciedla charakter działań UPA, a zwłaszcza tego konkretnego typu. Rzekłbym nawet, że trudno się dziwić omyłce w interpretacji treści tego zdjęcia, jako przedstawiającej inne wydarzenie.

Forma pomnika

Dla Kresowian pomnik nie był jedynie formą upamiętnienia, lecz również krzykiem rozpaczy wobec milczenia polskich elit na temat zbrodni nacjonalistów ukraińskich, a szczególnie w sytuacji braku reakcji władz na praktykę wynoszenia morderców ich rodzin na piedestały. Samo przemilczanie i zmuszanie Kresowian by o zbrodniach nie mówili było i jest bolesne. Co mogą powiedzieć, gdy dodatkowo „heroiczne czyny” morderców z UPA się sławi? Nadmienić trzeba o istnieniu przeświadczenia u wielu ludzi, że takie okrucieństwa w skali masowej nie mogły zdarzyć się naprawdę. Sądzę, że w czasach gloryfikacji zbrodniarzy, kresowiacy chcieli mieć pomnik, który pokazałby charakter działań OUN-UPA, by w społeczeństwie nie mówiono: „UPA robiła dobrą antykomunistyczną robotę, choć popełniała błędy”. Symbol dzieci przywiązanych do drzewa wydawał się symbolem uniwersalnym, a zdjęcie doskonale nadawało się by przedstawić wyobrażenie zbrodni OUN-UPA.

Dokładnie taki sam symbol został wykorzystany przez brytyjską grupę Cranberries w 1994 roku w teledysku do słynnej piosenki „Zombies”, firmującej album pod tym samym tytułem (patrz fot. 2,3,4,5).



Powyżej zdjęcia 2-5.

Kapela w ostatniej minucie teledysku pokazała małe ofiary przymocowane naokoło słupa w formie krzyża w tym samym stylu (!)(13).W ten sposób artyści skompromitowali terrorystyczną organizację, jaką jest IRA, ale nikomu nie przyszło do głowy, by stawać po stronie terrorystów i atakować teledysk. „Zombie” zdobył nagrodę MTV w kategorii najlepszej piosenki 1995 roku. Zauważmy przy tym, że o ile ilustracja do „Zombies” była tylko protestem przeciwko zamachom bombowym IRA, w których giną niewinne istoty, jest jednak zasadnicza różnica: o ile w odniesieniu do IRA, przedstawiona w teledysku forma była wyłącznie symbolem, o tyle UPA takie rzeczy wykonywała często i to dosłownie, nie w przenośni.

Projektów było więcej

Członkowie Komitetu Budowy Pomnika dostali trzy projekty, wszystkie oparte o ten sam wzorzec z dziećmi przywiązanymi drutem kolczastym do drzewa. Jeśli chodzi o samo zdjęcie z projektem związane - nic nie wskazywało, że może przedstawiać inne wydarzenie. Dwa z trzech projektów były dość wiernymi kopiami zdjęcia.
Jeden z projektow pomnika fot. 6 i 7.




Oba posiadały wyraźny motyw drutu kolczastego, co mogły sugerować nie tylko załamania na zdjęciu, ale i autentyczne historie, choćby te, które tutaj przytoczono. Jeden z projektów posiadał zarysy drutu, mogące też być interpretowane jako powróz (patrz fot. 6,7).
Fot. 8.


Drugi miał wyraźny motyw drutu kolczastego (patrz fot. 8). Paradoksalnie właśnie te projekty niemal wiernie odwzorowujące zdjęcie zostały natychmiast przez Komitet odrzucone. Pierwszy z powodu swojego realizmu i ogromnej drastyczności. Drugi również został uznany za nieco zbyt drastyczny, natomiast jego główną wadą była również pewna ponurość. Intencją kresowian nie było bowiem szpecenie ulicy, lecz nadanie pomnikowi wyraźnej formy zwracającej na siebie uwagę, pokazującej charakter działań UPA, ale jednak nie odpychającej przeciętnego przechodnia. Został więc przyjęty projekt trzeci (patrz fot. 9,10) - czysto symboliczny.
Fot. 9.


Fot. 10.



Pomniki naturalistyczne na świecie

Dwójka z czworga dzieci na projekcie pomnika ofiar UPA jest fragmentem nieco naturalistycznym. Podobne pomniki powstawały już wcześniej, nie zawsze przeszkadzało to dziennikom takim jak „Wyborcza”. Weźmy pod uwagę pomnik w Baltimore odsłonięty 19 listopada 2000 (patrz fot. 11), tam Polonia Amerykańska uczciła ofiary Katynia i pomordowanych na Wschodzie. Na tym monumencie również wyraźnie dwójka ludzi jest powieszona, w środku zaś stoi trzech skrępowanych sznurem oficerów polskich. Oczywiście pomnik niewątpliwie może kogoś przerazić, ale niewątpliwie nie pozwoli przechodniom przejść obojętnie i zapomnieć. Interpretacje są także różne. Jedna z nich to „płomień wolności” tak jak omawiane „drzewo prawdy”.

Fot. 11. Rzeźba autorstwa Andrzeja Pityńskiego.


Podobnie przerażające jest upamiętnienie katyńskie w Canberra w Australii, odsłonięte 20 września 1980. Przedstawia trupy w stanie rozkładu, podbarwione ciepłym kolorem, jakby krwią (patrz fot. 12).

Fot. 12.


Można stwierdzić, że treści brutalne prezentuje żołnierz przebijany bagnetem, czyli słynny Pomnik Katyński w Jersey (patrz fot. 13). Spójrzmy również na pomnik holocaustu w San Francisco, jest analogicznie po prostu zatrważający, ale i piękny (patrz fot. 14). Co natomiast o nim nie powiedzieć, to trzeba przyznać, że bardzo wiernie oddaje wydarzenia i faktycznie jest przestrogą dla przyszłych pokoleń.

Fot. 13.Rzeźba autorstwa Andrzeja Pityńskiego.



Fot. 14.



Nieco mniej brutalny, lecz również przerażający w formie jest pomnik ofiar II wojny światowej w Moskwie. Przedstawia idących wychudzonych, nagich ludzi, można by pomyśleć, że przesuwających się w kolejce do komory gazowej (patrz fot. 15).
Fot. 15.



Wreszcie najbardziej chyba przerażającym pomnikiem ze wszystkich tu wymienionych jest właśnie ten u ukraińskich sąsiadów (!) i właśnie na Wołyniu (!), a konkretnie we Włodzimierzu Wołyńskim. Jest to pomnik jeńców sowieckich zamęczonych w tym mieście (patrz fot. 16). Przedstawia wychudzoną, makabryczną wręcz postać pomiędzy metalowymi palami przywiązaną do nich właśnie drutem kolczastym (!). Czyż nie przypomina on wyraźnie przytaczanego wcześniej wypadku – omal nie zamordowanego oficera czerwonoarmisty (!) uwolnionego przez Polaków? Przypadek ten miał miejsce we Włodzimierzu Wołyńskim (!). Cóż za zbieg okoliczności! Zbadać by warto na ile wymienione pomniki były przedmiotem krytyki „Gazety Wyborczej”...
Fot. 16.



„Gazeta Wyborcza” w ataku

Wspomniany element „naturalizmu” dał jednak natychmiast pretekst „Gazecie Wyborczej” do ostrzału. Przytaczany dziennik prawdopodobnie mógłby zaatakować pomnik prędzej czy później, gdyż jego linia politycznej poprawności jest dosyć znana. Mianowicie artykuły tam zamieszczane zwykły wybitnie subiektywnie i wybiórczo pokazywać historię związaną z rzeziami, na korzyść środowisk nacjonalistów ukraińskich i apologetów UPA. Sprawy najczęściej wyrywane tam są z kontekstu i tak odpowiednio przygotowany materiał jest komentowany. „Gazeta” jest także znana z prób stworzenia wrażeń symetrii zbrodni po stronie polskiej, prawdopodobnie by przypadkiem nie myśleć, że UPA w swojej brutalności i jej masowości była wyjątkowa. „Gazeta” promuje raczej hasło „UPA to nie tylko zbrodnie”, które było tytułem artykułu Marcina Wojciechowskiego w dniu 18.10.2006. Wszelkie sprawy negatywnie i dobitnie ukazujące działalność UPA, zdają się być Gazecie Wyborczej nie na rękę ( np. artykuł Pawła Smoleńskiego 30 marca 2005). 27 lutego 2007 „Gazeta” publikuje artykuł Michała Wojtczuka, „Czy w stolicy stanie makabryczny pomnik ofiar UPA?”. Widzimy jak pomnik „staje się” wręcz makabryczny. Jakiegoż dramatyzmu nadaje sprawie to słowo, użyte jakby przyjęty był jakiś inny z pozostałych projektów. Wspomniany artykuł został jeszcze zdublowany poprzez przedruk w Metrze, bezpłatnym dzienniku tej samej firmy. Pomnik opisany jest jako makabryczny, bez wyjaśnienia oczywiście, że takie „makabryczne” metody zabijania przez Ukraińską Powstańczą Armię były stosowane powszechnie. Sama „makabryczność” tej wybielanej przez Gazetę na wspomniany sposób organizacji nie zdawała się nigdy robić na większości dziennikarzy GW aż tak „makabrycznego” wrażenia. Zrobił je dopiero symboliczny pomnik, nieprzedstawiający jednak widoku do końca realistycznie, lecz bardziej symbolicznie. Oczywiście „Wyborcza”, zacytowała człowieka, który uważa, że projekt pomnika uderza w dobre stosunki z Ukrainą.

Przypomina to niektóre aspekty kampanii Ernsta Zuendel’a organizującego bojkot filmu „Lista Schindlera” jako propagującego nienawiść do współczesnych Niemców, ukazującego brutalność, eksponującego widok nagich kobiet i przekręcającego prawdę historyczną (poniżej skan artykułu).
„Kampania negacjonisty Ernsta Zuendel’a”


„Gazeta” w zasadzie nie zaprzecza zbrodniom UPA. Rzeź na Wołyniu przedstawiana jest jednak w różnych dziwnych kontekstach. Przykładem może być stwierdzenie, że ofiary na Wołyniu to ofiary „okrucieństwa polsko-ukraińskiej wojny” (30 marca 2005). Przy tym użycie wyrażenia „wojna polsko-ukraińska” może sugerować symetrię zbrodni po stronie polskiej i w kontekście Wołynia społeczną reakcję w stylu: „rżnęli masowo i jedni i drudzy”, co jest historycznym fałszem i zaprzeczeniem prawdzie. We wspominanym archiwalnym artykule Pawła Smoleńskiego autor określa ludobójstwo na Wołyniu mianem „antypolskiego terroru”. Tutaj istnieje kolejne nagięcie prawdy. Słowo „terror” bowiem nie równa się terminowi „rzeź”. Sam Smoleński stosuje zresztą podobny argument czy też raczej sformułowanie jak Zuendel, tyle że - w odniesieniu do wystawy obrazów przedstawiających rzeź wołyńską. Tekst swój tytułuje jako „Epatowanie okrucieństwem i prawda historii”. Samo nadmierne propagowanie sprawy „fałszywego zdjęcia” (o którym napisano dalej) przez Wyborczą niewątpliwie zwiększa szeregi negujących rzeź wołyńską. Podawanie zaś rzezi w innym charakterze niż ona występowała neguje jej charakter w ogóle. Dzień po swoim poprzednim artykule atakującym pomnik Michał Wojtczuk „znów nadaje” (28.02.2007). Możemy przeczytać telefoniczną rozmowę z Marianem Koniecznym. Zacytujmy słowa Wojtczuka: „Jest to niesłychanie drastyczny pomnik [...] Na pomniku są trupy dzieci! Chciałby je Pan codziennie mijać na ulicy? [...] Sam Pan mówi straszne [rzeczy] To dlaczego chce Pan dziś epatować tymi potwornościami?”. Wydaje mi się, że tego dziennikarza, jak i kilku innych cechuje dosyć charakterystyczna postawa. Pomnik i wszelkie sprawy związane z przypominaniem okrucieństwa UPA budzą w nich emocje dużo większe niż samo okrucieństwo UPA. Makabryczność czynów UPA wydaje się nie mieć dla nich aż takiego znaczenia, gdy biorą pod uwagę powiedzmy „narodowowyzwoleńczy” [sic!] charakter tej formacji. „GW” publikuje także (01.03.2007) artykuł pt. „Ukraińcy o pomniku ofiar UPA”: „Gazeta” podaje, że pomysł postawienia pomnika nie podoba się publicyście jednej z ukraińskich gazet, który nazywa to „skandalem”. Ja sam nie bardzo wiem, czy chodziło o formę („Gazeta” znów ją opisuje) czy o pomysł postawienia samego pomnika (krytyka wspomnianego publicysty ukraińskiego). Sam tekst nosi tytuł „Rozdrapywanie ran”. W tym samym tekście dla przeciwwagi czytamy o pomniku pomordowanych Ukraińców w Pawłokomie i rocznicy Akcji „Wisła”. Oczywiście upamiętnieniom tych dwóch wydarzeń nie jest nadany negatywny kontekst. Na tym nie koniec, możemy przeczytać w „Wyborczej” jeszcze jeden tekst pt. „Drażliwy pomnik” (02.03.2007). 30-40 procent tekstu jest znów powtórzeniem negatywnej opinii o projekcie pomnika, reszta to po raz kolejny informacja, jak bardzo projekt nie podoba się publicyście. Kilka dni później (07.03.2007) „Gazeta” publikuje w ramach opinii czytelników ironiczny tekst „Ten pomnik jest za spokojny”. Zacytujmy końcowy fragment, pokazując w jaki sposób „czytelnik” zwraca się do autora projektu Mariana Koniecznego: „Panie Profesorze – pomnik jeszcze nie odlany, może by coś poprawić. Dzieciątkom wydłubać oczka, przyciąć jedną ze zwisających stópek. Trzeba wstrząsnąć narodem. Polityka historyczna tego wymaga. Nuże! Do pracy!”. Wkrótce możemy też zobaczyć wydrukowany z podpisami znanych osób apel do Przewodniczącego Rady Miasta Stołecznego Warszawy Lecha Jaworskiego (13.03.2007) przeciwko projektowi pomnika. Zwracają na siebie uwagę podpisy dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Miesiąc później (17.04.2007) „Wyborcza” znowu przypomina o sprawie. Po raz kolejny możemy przeczytać opis pomnika i znaleźć informację o podpisujących się pod apelem wymienionych już wcześniej. Znajdujemy jeszcze wzmiankę o spotkaniu się przedstawicieli sygnatariuszy z Andrzejem Przewoźnikiem. Ogólnie jednak tekst podsumować można wyrażeniem „nihil novi”. „Wyborcza” atakuje projekt pomnika co najmniej 7-krotnie (!), jeszcze przed publikacją artykułu Dariusza Stoli i Ady Rutkowskiej.

Odkrycie Dariusza Stoli i Ady Rutkowskiej

19 maja 2007 r. wspomniani autorzy drukują wnikliwy i de facto bardzo ciekawy artykuł w „Rzeczpospolitej” na temat swojego odkrycia: to najbardziej popularne ze wszystkich przedstawiających ofiary rzezi UPA zdjęcie pokazuje inne wydarzenie – dzieci zamordowane przez swoją matkę Cygankę w nocy z 11 na 12 grudnia 1923. Intencje autorów, tak jak członków Komitetu były szlachetne: podanie prawdy historycznej do wiadomości społecznej. Stola i Rutkowska z klasą przeprosili za opublikowanie drastycznego materiału, stwierdzając, że takie zdjęcia nie powinny ukazywać się w prasie. Trudno odmówić słuszności takiemu stwierdzeniu. Przytoczyć należy jeszcze fragmenty ich artykułu [podkreślenia A.S.]: „Trzeba podkreślić, że choć przedstawione obok zdjęcia są fałszywym dowodem zbrodni popełnionych na Polakach przez UPA, jest wystarczająco wiele innych wiarygodnych dowodów tych zbrodni: dokumentów i relacji polskich, ukraińskich czy niemieckich opisujących tysiące mordów na bezbronnych cywilach różnej płci i wieku, zbiorowych mogił kryjących szczątki ofiar, a także zdjęć równie przerażających jak obraz powieszonych dzieci. [...] Dla historyka XX w. odpowiedź na pytanie, czy pamiętać i upamiętniać te wydarzenia i ich ofiary, jest oczywista: należy im się szacunek i pamięć. Naród to wspólnota pamięci i zapomnienia, ale nie sądzimy by „polityka zapomnienia” pomagała pojednaniu między ludźmi i narodami. Ważne wydarzenia z przeszłości należy przypominać i upamiętniać, nawet, jeśli jest to trudne i bolesne. Pytaniem otwartym i niełatwym jest kwestia, jak to czynić. Mamy nadzieję, że przypadek fałszywego pomnika będzie przypominał o potrzebie współpracy na tym polu obrońców Pamięci i rzeczników Prawdy.”. Nie ma wątpliwości, że UPA dokonywała masowych okrucieństw w tym stylu, będąc najbardziej krwawą pod tym względem organizacją w tej części Europy. Zdjęcie w roczniku psychiatrycznym z 1928 roku nie zaskoczyło wszystkich chyba w jednym tylko aspekcie. Mając na myśli oryginalne „wyczyny” UPA, wielu ludzi z pewnością musiało jeszcze wcześniej pomyśleć o ich autorach „To musieli być psychopaci!!!”. Praktycznie większość weteranów UPA, która brała udział w mordach, powinna tkwić w rocznikach psychiatrycznych, jak owa szalona matka, nie zaś na piedestałach kombatanckich. Niestety na razie istnieje praktyka wynoszenia ich jako bohaterów narodowych, oficjalnych kombatantów, czemu psychicznie zdrowy ogół polskich elit winien się sprzeciwić.

Gazeta Wyborcza i fala entuzjazmu

Jak się miało okazać wkrótce, „Wyborcza” zdobyła pretekst by znów przedstawić nie jeden a całą serię artykułów krytycznych, gdy wyszło na jaw, że jest to czyn oszalałej Cyganki, a nie, jak można by ironicznie zinterpretować po lekturze niektórych artykułów „Gazety” - „wspaniałej, narodowowyzwoleńczej formacji”, której mianem szczyci się UPA. Odkąd sprawa wynikła, fotografia rzeczywiście służy promocji UPA, nie zaś jej kompromitacji. Sugeruje nawet niektórym „jak liczne mogą być fałszerstwa dowodów na zbrodnie tej „wspaniałej” organizacji”. Byłby to z pewnością obraz popularyzowany wbrew intencjom autorów przełomowego artykułu, gdy się spojrzy na wcześniejszy cytat.

3 dni po artykule w Rzeczpospolitej pojawia się na ten temat 22 maja 2007 tekst w „Wyborczej”. Osobiście nie znalazłem ani w nim, ani w żadnym innym choćby najmniejszej wzmianki w stylu, „Przepraszamy to zdjęcie jest drastyczne, ale musimy je opublikować”(w odróżnieniu od artykułu w „Rz”). Wrażliwość w Wyborczej okazywana jest więc…wybiórczo, w zależności od potrzeby chwili. Artykuł napisali Jan Fusiecki i znany skądinąd Michał Wojtczuk. U wszystkich apologetów UPA, czy nawet przeciwników upamiętnienia sprawa wywołała falę entuzjazmu. Podziwiać też należy energię, z jaką „Gazeta Wyborcza” propagowała sprawę wymienionej fotografii. Sprawie zdjęcia „Gazeta” poświęciła tym razem co najmniej 5 (!) (22 maja, 2 czerwca, 11,17 lipca i 20 grudnia 2007 r.) artykułów. Widać dużą dbałość, by jak najmniej osób w społeczeństwie przegapiło tą („dobrą?”) nowinę. Nie wliczam tu publikacji poświęconych krytyce pomnika, zanim wyjaśniło się pochodzenie zdjęcia. Nawet po modyfikacji pomnika nadal pisano o wspomnianym zdjęciu. W innym artykule natomiast stwierdzono wręcz „Szał Dolińskiej ma zostać uwieczniony - w centrum Warszawy - przez Mariana Koniecznego, autora kilkunastu pomników, z których najgłośniejszy to Nike.”. Ciągle i uparcie projekt pomnika przypisywano do zdjęcia, nie zważając na ogromne okrucieństwo UPA przejawiające się dokładnie w tym stylu. Można by powiedzieć, że Komitet Budowy Pomnika Pomordowanych przez UPA to „Komitet Budowy Pomnika Szaleństw Cyganki”. Obawiam się jednak, że nie znajdzie się wystarczająca ilość „zbrodniczych Cyganów”, by to im przypisać mord najmniej 100 tys. polskiej ludności. Istnieje już bowiem od dawna praktyka przypisywania ludobójstwa Sowietom i Niemcom w przebraniach UPA, ba! Eugeniusz Misiło, stwierdził nawet, że porwanie Polaków z Pawłokomy, to też dzieło tak naprawdę NKWD(14), ale samej „pacyfikacji” dokonali już wyłącznie Polacy i nikt się za nich nie przebierał. Sprawa zdjęcia przedstawiana przez „Wyborczą” doskonale się w tą politykę wpisuje. Po pierwszym artykule o sprawie zdjęcia „Gazeta” publikuje inny, zawierający historię zbrodni Cyganki (17.07.2007) (- trzeba przyznać, że bardzo ciekawy), a także wywiad z Grzegorzem Motyką (02.06.2007) oraz artykuł o tytule: „Na pomniku obok dzieci powiesili jeszcze kobietę” [!] (12.07.2007). Gazeta donosi, że główna różnica to nagie piersi powieszonej matki. Każdy z pozostałych trzech artykułów stanowił okazję by przypomnieć o zdjęciu. Ów wspomniany ciekawy artykuł o zbrodni przedstawia nawet fragment mówiący o rzeziach UPA, co jak na publikację, w „Wyborczej” jest niesamowite. Niebywały jak na „Gazetę” jest również cień konserwatyzmu w jednym ze wspomnianych artykułów, odnoszących się do nagich piersi powieszonej matki. Nie zostały one jednak pokazane jako odcięte, co było często przez upowców praktykowane. Kilka miesięcy później (publikacja 02.02.2008) Paweł Smoleński zacznie wywiad z Jarosławem Kalinowskim od wymienienia jednego przypadku Ukrainki z „oderżniętą” (op. cit.) piersią… Powodem wspomnianego konserwatyzmu są być może inni autorzy tych dwu artykułów. Trzeba wspomnieć o czwartym artykule, wywiadzie Marcina Wojciechowskiego, a raczej o ironicznym tytule tekstu: „Nasi cierpień nie zadają”. Później możemy poczytać sobie artykuł o nominacjach do nagrody Wyborczej „Stołka” i antynagrody „Nogi od Stołka” (20.12.2007). Ta druga została przyznana autorowi projektu pomnika ofiar UPA. Gazeta po raz kolejny oburza się, że projekt nie uległ zbyt wielkim zmianom i artysta dodał martwą kobietę z gołym biustem.

Paradoksalnie, gdy Danuta Skalska ośmieliła się skrytykować w radiu na łamach „Lwowskiej Fali” najpierw projekt pomnika Stefana Bandery (a później sam monument), przywódcy zbrodniczej organizacji, której dziełem było ludobójstwo Polaków, naraziła się natychmiast na szarżę Gazety Wyborczej (18.01.2008). Atak w sumie był reakcją na całokształt działań Pani Danuty w ramach „Lwowskiej fali”, również za krytykowanie odznaczeń członków zbrodniczej organizacji, których autor Michał Smolorz, odnoszę wrażenie określił z cieniem sympatii mianem „sędziwych kombatantów”. Atak Smolorza, był również karą za krytykę w wykonaniu Skalskiej, której dokonała wobec tych księży greckokatolickich, którzy święcą pomniki zbrodniarzy. W całokształcie działań Pani Danuty Skalskiej nie dostrzegł jednak autor charytatywnej roli, jaką spełnia niosąc pomoc dla biednych ludzi żyjących na Ukrainie. Jednakowoż, oceniając działalność Pani Skalskiej na antenie, Smolorz określił ją, parafrazując jako „Lwowską falę nienawiści”. Jego artykuł sparafrazować mogę jako „Wybiórczą falę głupoty” czy też „Falę wybiórczej głupoty”.

„Autentyczne” zdjęcie

Fot. 17.



Kto umieścił omawiane zdjęcie pośród innych - tych przedstawiających masakry UPA - dziś nie wiadomo. Czy zostało to zrobione celowo, również trudno powiedzieć. Jeśli zrobił to ktoś z kresowiaków, wtedy z całą pewnością należy przypuszczać, że była to po prostu pomyłka. Nikt nie „firmowałby” tego zdjęcia przedstawiającego inne wydarzenie, mając tyle różnych autentycznych fotografii i innych dowodów do wyboru, będąc świadomym ewentualnych konsekwencji, chyba, że była to osoba, która kresowiankom chciała zaszkodzić. Podobna wpadka ze zdjęciem zdarzyła się organizacji Yad Vashem rok wcześniej. 12 maja 2006 „Dziennik Polski” opublikował rewelacje o tym jak Yad Vashem użyło fotografii przedstawiającej tzw. „Krwawą Środę” w Olkuszu, tj. rozstrzelanie polskich mieszkańców tego miasta w kontekście holocaustu (patrz fot. 17). Tymczasem, ofiary na zdjęciu to nie Żydzi a Polacy rozstrzelani 31 lipca 1940. Zdjęcie tkwiło podpisane w ten sposób przez 8 lat w Biuletynie Yad Vashem. Ciekawa byłaby tylko kwestia: czy przez ten czas stało się symbolem holocaustu olkuskich Żydów? Jedno jest pewne:
Wyborcza nie interesowała się tym tak, jak zdjęciem morderstwa Cyganki i nie deptała po piętach zaciekle Yad Vashem, tak jak kresowemu komitetowi.

Fot. 18.


Jeszcze lepiej jest ze słynnym zdjęciem czterech amerykańskich żołnierzy wbijających flagę na Iwo Jimie. Opowiada o tym film Clinta Eastwooda „Sztandar Chwały”. Przez cały film ma się tam do czynienia z wątkami i pytaniami: Czy Ci sfotografowani żołnierze byli pierwszymi, którzy flagę umieszczali, czy byli jacyś inni, zaś prasa utrwaliła tych drugich - jako pierwszych, czy wszyscy byli tymi sfotografowanymi, czy któryś żołnierz był „podmieniony” itp. (patrz fot. 18).

Dla potrzeb tego wydarzenia przekształciliśmy nieco słowa Stanisława Michalkiewicza, aby odnosiły się do zdjęcia z Iwo Jimy: „Nawet jeśli nie jest to prawda co do konkretnego przypadku, jest to prawda o zjawisku […] Nawet jeżeli w szczególe jest to nieprawda, to w ogóle – prawda. Tego typu akcja zdarzyła się na Iwo Jimie.” Słowa te padły oczywiście w innym kontekście - projektu pomnika pomordowanych przez UPA i jego związków ze zdjęciem. Nie wiadomo, ilu dziennikarzy Gazety Wyborczej je zrozumiało.

Fot. 19.



Trochę śmieszne, że pomimo zmiany w projekcie pomnika - dla GW nadal nie będzie on związany z symboliką zbrodni UPA, a zawsze z „szałem Dolińskiej” (Proszę ocenić samemu, na ile poprawiona wersja pomnika wygląda na „szał Dolińskiej” – patrz fot. 19). Teraz, po latach wiem, że w czasach swej wczesnej młodości, gdy widziałem teledysk Cranberries – „Zombies”, to oglądałem „szał Dolińskiej”. Być może to właśnie to ostatnie „wydarzenie” irlandzki zespół chciał utrwalić, nie zaś symbolikę okrutnych ofiar wśród dzieci w Belfaście? Wypadałoby zatem, aby sam zespół również dowiedział się od „Wyborczej”, co naprawdę chciał przekazać tym fragmentem teledysku. Gdyby jednak sprawy ze zdjęciem nie było, prawdopodobnie głównym argumentem „Wyborczej” przeciw pomnikowi pozostałaby jego drastyczność. Redakcja tej gazety opublikowała łącznie co najmniej 12 artykułów atakujących projekt pomnika pomordowanym przez OUN-UPA. Złośliwi mówią, że nawet jeśli w centralnym miejscu Warszawy miałby stanąć tylko kloc z trawy, poświęcony wołyńskiej rzezi 100 tys. Polaków, „Gazeta” również określiłaby go jako makabryczny, o ile tylko byłoby na nim napisane dokładnie kto i kogo zabijał, bez cienia symetrii. Nie wiem sam, na ile definitywnie można się z tym stwierdzeniem zgodzić, jednak zdawać by się mogło, że właśnie tylko pomnik niezwracający na siebie uwagi w formie kamienia, tablicy czy przytaczanego kloca i w nieatrakcyjnym miejscu mógłby zadowolić „Gazetę Wyborczą”. Jak jest jednak rzeczywiście, wiedzą chyba tylko w niebiosach. I może w redakcji przy ul. Czerskiej 8/10...

Aleksander Szycht

1) S. Żuk, Skrawek piekła na Podolu, Warszawa 2007, s. 23-24.

2) W. i E. Siemaszkowie, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, T1, Warszawa 2000, s. 811.

3) Tamże, s. 322.

4) Tamże, s. 270.

5) Tamże, s. 85.

6) Tamże, s. 434.

7) Tamże, s. 234.

8) Tamże, s. 844.

9) Tamże, s. 543.

10) L. Kulińska, Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich, T 1, Kraków 2002, s. 378, Wzmianka pochodzi z wykazu materiałów RGO Lwów sporządzony w Komitecie Wołyńskim tzw. "Księga Zielona" i "Księga Brunatna" przez Urszulę Szumską w roku 1944. Ossolineum ,dział rękopisów sygn.16274.

11) Ludobójstwo..., s. 114.

12) AWII/3332.

13 ) http://pl.youtube.com/watch?v=HJEySrDerj0

14) E. Misiło, Prowokacja Pawłokomska, Wprost 21 maja 2006, s. 88.

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626652
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)