12 grudnia 2017 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2013-06-15
Komisja „waży” prawdę o ludobójstwie
Posiedzenie Komisji Kultury 12 czerwca obradującej nad uchwałą ku czci ofiar banderowskiego ludobójstwa obfitowało w zaciętą dyskusję, a głosy rozłożone były prawie równo.
Eksperci specjalizujący się w omawianej dziedzinie nie zostali na obrady zaproszeni, choć przewodnicząca Komisji Kultury i Środków Przekazu posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska paradoksalnie stale się na takowych powoływała oraz akcentowała ich obecność. Zapytana, dlaczego na sali ich nie ma, a zamiast są ludzie, którzy sprawą zajmują się wyłącznie okazyjnie - z rozbrajającą szczerością odparła, że zaproszono ekspertów, którzy są w stanie wyważyć racje historyczne i polityczne (!). Nie było na sali choćby prof. Ryszarda Szawłowskiego, znanego w Europie specjalisty od prawa międzynarodowego, który nie tylko omawianym problemem się pasjonuje, ale jest znawcą terminu ludobójstwa w prawie międzynarodowym czy losów jego twórcy Rafała Lemkina.
Zaproszony został po prostu jego młodszy kolega po fachu, prof. Ireneusz Kamiński. Nie było profesorów Bogusława Pazia, Bogumiła Grotta, Czesława Partacza i wielu innych uczonych. Obradom towarzyszył za to Andrzej Kunert sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który wsławił się ostatnio w środowiskach kresowych, delikatnie mówiąc bardzo kontrowersyjną moralnie postawą, w kwestii pomnika pomordowanych przez OUN-UPA. Otóż rozmawiając na organizowanym przez siebie spotkaniu w kwestii wspomnianego upamiętnienia o które Kresowianie przez lata walczyli postawił ich przed faktem dokonanym oczekując akceptacji swoich niekorzystnych w tym względzie na rozlicznych płaszczyznach decyzji i na to też usiłował naciskać. Pomnik ofiar ludobójstwa, który postanowił nagle wbrew woli Kresowian ufundować reprezentant ROPWiM idzie w przeciwną stronę - praktycznie względem wszystkich postulatów Kresowian tj. miejsca, treści i formy. Miejsce ma być takie, że mało kto dowie się o istnieniu pomnika, forma będzie mało atrakcyjna i nie zwracająca na siebie uwagi, treść napisu pod nazwami miejscowości w których mordowano nie była z środowiskami kresowymi konsultowana.

Jako ekspert został też zaproszony historyk i dyrektor Biura Prezesa IPN dr Krzysztof Persak, który nie para się tym problemem, lecz posiada po prostu pewien ograniczony zasób wiedzy i nie jest w środowisku specjalistów w ogóle znany. Sam IPN nie ma w Warszawie po odejściu prof. Grzegorza Motyki, żadnego oficjalnego specjalisty w tej materii (!). W naukowym środowisku powtarza się półgębkiem opinie, iż żaden polski uczony, który „siedział w temacie” na tyle długo, że poznał nacjonalizm ukraiński oraz jego dokonania nie zostanie przez instytut zatrudniony jako taki który opinii w różnych kwestiach nie potrafi wyważać. Jak wspomniał dr Persak zamiar ludobójczy istniał w przypadku Wołynia, natomiast w Galicji Wschodniej mamy do czynienia z masowymi mordami i w tym przypadku zamiar można rekonstruować poprzez analizę faktów, a nie poprzez zamiar wyrażony w postaci jakiegoś rozkazu. Wydaje się zatem, że określenie zbrodni o znamionach ludobójstwa oddaje tę zniuansowaną sytuację.. Dawid Irving, brytyjski historyk i negacjonista holocaustu, powoływał się ciągle na brak rozkazu Hitlera w materii mordowania Żydów, toteż kwestia rozkazu nie ma w ogóle decydującego znaczenia. Właśnie taki argument wykorzystują nacjonaliści ukraińscy.

Krzysztof Kunert oraz Ireneusz Kamiński wyjątkowo cynicznie powoływali się, że termin "ludobójstwo" określa konwencja ONZ z 9 grudnia 1948 r., której art. 2 definiuje ludobójstwo jako czyn "dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych. Nie chcieli jednak udowadniać, że termin ten jest słuszny, ale wręcz odwrotnie (sic!). Jest ponad miarę udowodnione, że nacjonaliści ukraińscy ewidentnie mieli taki zamiar, napadając nawet na tę ludność cywilną, która czekała na pociąg ekspatriacyjny na „Ziemie Odzyskane”. Są też dokumenty mówiące, że przegonienie miejscowych Polaków nic nie da, ponieważ zawsze mogą próbować wrócić „po swoje”. Zresztą propagandowe ulotki, po których szybko następował atak i które nie dawały szans na spakowanie większej ilości dobytku (o ile ktoś zdecydował się natychmiast po przeczytaniu uciekać zostawiając dorobek pokoleń) zostały najwyraźniej uznane przez dr Krzysztofa Persaka uznane za fakt mający duże znaczenie (sic!). Na Wołyniu takich ulotek jak wspomniał nie było w ogóle, choć i w odniesieniu do tego terytorium pojawiają się wśród nacjonalistów ukraińskich tragikomiczne opinie, że chodziło o wypchnięcie Polaków z „ukraińskiej” ziemi.

W obronie faktów stanęli posłowie reprezentujący różne partie polityczne, nie tylko opozycyjne, ale także koalicjanta PSL i co znamienne poseł Platformy Obywatelskiej, Michał Jaros, który, ze względów moralnych w płomiennym przemówieniu nie zgodził się z przewodniczącym klubu swojej partii.

Dziwnie wyglądał głos przewodniczącej Iwony Śledzińskiej- Katarasińskiej, która być może nie do końca wiedziała, że dla Kresowian to co mówi może zabrzmieć szyderczo : Celem nadrzędnym jest oddanie hołdu ofiarom tych wydarzeń na Wołyniu, to jest coś czego te środowiska i jeszcze żyjące rodziny, jeśli nawet nie bezpośredni uczestnicy, choć tacy też żyją – przez wiele wiele lat nie mogły się doczekać. W samej treści takim przełomowym momentem jest to, że nadaliśmy nazwę - nazwę własną – Zbrodni Wołyńskiej. Rodziny ofiar przez wiele lat czekały na to przeciwko czemu głosowała pani przewodnicząca i to jest swoisty paradoks. Ponadto względem ścisłości, jeśli jako obowiązujący zaczyna wdrażać się ustalony przez panią Ewę Siemaszko termin Ludobójstwa Wołyńsko-Małopolskiego, w formie wyważonej prawdy winien brzmieć Zbrodnia Wołyńsko-Małopolska. Nikt jednak pani Siemaszko, specjalistki nawet przez IPN uznanej nie zaprosił.

W podobnym tonie pani przewodnicząca mówiła dalej: Wyrażamy szacunek dla tych rodzin i organizacji które przez cale dziesięciolecia walczyły o prawdę o Wołyniu i myślę, że gdyby nie ich wytrwałość to być może jeszcze dłużej dochodzilibyśmy do tej prawdy o Zbrodni Wołyńskiej, ale także wiemy że są Ukraińcy którzy pomagają w dokumentowaniu ofiar . Rodziny potraktują brak Dnia Pamięci, jako brak szacunku i głosowanie pani poseł oraz wielu jej partyjnych kolegów dowodzi, że tym ludziom dożywającym swoich dni potrzebna jest po tylu latach dalsza wytrwałość, a wypowiedzieć „tej prawdy” ze względu na nietrafnie pojęte racje polityczne niektórzy posłowie nie chcą. Paradoksalnie biorąc pod uwagę wiele środowisk ukraińskich posłowie chcący tonować treść boją się urazić i zaszkodzić – tym - rosnącym w siłę środowiskom, które są antypolskie i nawołują nawet do rewizji granic.

Głosy polemiki na Sali obrad

Dlaczego zniknął Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian i termin „ludobójstwo”, pytała jedna z posłanek. Przewodnicząca odpowiadała: Nie chcę wyręczać naszych ekspertów…Kresy to ogromne terytorium, tak jak powiedział pan profesor Kunert, połowa terytorium II Rzeczypospolitej i tych kresów nie można ograniczyć do Wołynia i Wschodniej Galicji […] Początek ta pożoga która ogarnęła Kresy, miała miejsce 17 września. Dodała też, że posłowie myśleli o odrębnej uchwale która mogła objąć całe Kresy II RP– czyli de facto takiej, która „utopi” banderowskie ludobójstwo, w zbrodniach przez społeczeństwo przecież znanych i pamiętanych: niemieckich i sowieckich. Stanie się tak pomimo, że było ono naprawdę wyjątkowe w swoim - przebiegu, okrucieństwie oraz współczesnym traktowaniu sprawców.

Nasza rola jest rolą naświetlania stosunków polsko-ukraińskich takich a nie innych decyzji, które oczywiście są decyzjami Państwa – Z punktu widzenia stosunków polsko-ukraińskich byłoby z jednej strony postawienie w prawdzie tej zbrodni, z drugiej strony, zmierzanie poprzez tą prawdę ku pojednaniu. - mówiła. Pani poseł Katarsińska, nie zdaje sobie jednak sprawy, że pojednanie nie nastąpi nigdy, jeśli sprawcy będą kultywowani przez te same środowiska, które są zadowolone z efektów ich ludobójczych działań, bo prawda o tym co zrobili i czym grozi ich zbrodnicza ideologia - będzie dawkowana. Jest to wręcz zachęta do dalszego posługiwania się metodami masowych brutalnych mordów, ponieważ parlamentarzyści narodu mordowanego w razie czego są w stanie tę prawdę dawkować, by nie zaszkodzić w procesie zaszczepiania u młodych ludzi z Ukrainy postaw morderców osiągających cel bez względu na moralne koszta.

Duże wzburzenie spowodowało wystąpienie przedstawicielki MSZ pani minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz: Dla strony ukraińskiej połączenie daty apogeum Zbrodni Wołyńskiej z Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian byłoby niezwykle trudne do przyjęcia nie tylko ze względów na zakres geograficzny ale także na to, że męczeństwo kresowian wynikało zarówno ze Zbrodni Wołyńskiej, jak i z szeregów innych zbrodni dokonanych w tym obszarze - przez różnych aktorów, w tym dwa totalitaryzmy. […] Dla strony ukraińskiej takie połączenie nie mogłoby być niezrozumiałe i takie połączenie niekoniecznie musiałoby zmierzać w kierunku pojednania […] wczorajsza dyskusja wzbudza w ministerstwie najwyższe uznanie jeśli chodzi o konstruktywność […]. To były słowa pani minister, która jakby nie zważała na to, że nieprzeszkadzanie w umacnianiu się środowisk nienawidzących Polaków i mówiących o potrzebie rewizji granic na korzyść Ukrainy raczej przeszkodzi pojednaniu niż go nie zakłóci. Środowiska te posługują się głównie kultem „bohaterów” UPA i nie chcą by wspominać o tym, że ich głównym zajęciem było mordowanie.

Poseł Kazimierz Ziobro z SP, komentując przedmówczynię powiedział Zacznę od tego pani minister że nam chodzi o sprawę polską a nie sprawę ukraińską – […] żeby co roku do tego tematu nie wracać ale by wszyscy mogli oddać cześć ofiarom […]

Wicemarszałek Franciszek Stefaniuk, obalił argument związany z zasięgiem geograficznym zbrodni, a nazwą Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian:Skoro zaistniał problem dotyczący Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian z uzasadnieniem, że Kresy to bardzo, szerokie terytorium i można się z tym zgodzić…Natomiast uważam że 11 lipca powinien być zaakcentowany ponieważ to był dzień największego natężenia ludobójstwa na Wołyniu. Jeśli mówimy że Kresy to szerokie pojęcie -11 lipca można określić innym terminem np. „Dzień Pamięci Zbrodni Ludobójstwa OUN UPA” – czy Zbrodni Wołyńskiej […] to jest potrzebne żeby pamiętać. […] Jeśli w materiale ministerstwa mamy, że na samym Wołyniu bez Małopolski Wschodniej, z ogólnej liczby 1150 wiejskich osad polskich w których znajdowało się 31 tysięcy zagród – oddziały ukraińskie zniszczyły 1048 osiedli i 26 tys 167 zagród… – […] Dziś gdy z młodym pokoleniem rozmawiam, oni nie wiedzą o co chodzi […] We wszystkich kulturach jest tak, że ofiarom należy się szacunek a zbrodniarzom potępienie […] Sejm nie obciąża narodu ukraińskiego lecz wskazane formacje zbrojne – jeśli ktoś z cywilizowanych obywateli państwa ukraińskiego utożsamia się z tymi formacjami musi ponieść ten koszt moralny, bo kosztu materialnego już nikt nie poniesie […]

Poseł Tadeusz Iwiński z SLD zaczął natomiast wypowiadać się tak jakby nie rozumiał specyfiki problemu. Według mnie rzeczywiście kwestia ustalenia dnia, w sytuacji gdy nie mamy formalnego dnia pamięci ofiar inwazji hitlerowskiej, czy tego co się stało efektem paktu Ribentrop Mołotow – w moim przekonaniu tentekst[bez słowa ludobójstwo i Dnia Męczeństwa] spełnia większość kryteriów i oczekiwań […]. Poseł Iwiński jak gdyby nie dostrzegał daty 1 września i 17 września, które są ogólnie znane. Paradoksalnie jednak, nie bez racji zauważył, że Pierwszy akapit [mówiący o zbrodniach banderowskich podczas rządów obu okupantów]stanowi jakiś motyw usprawiedliwienia tych zbrodni(ostatnie zdanie akapitu)[…]

Jeden z posłów: […] Pytanie retoryczne do MSZ Czy Ministerstwo interweniuje na Ukrainie, czy skutecznie interweniuje w sprawie wzniesienia tam kilkudziesięciu pomników pamięci UPA, czyli właśnie tych oddziałów które dokonywały zbrodni na Polakach i to na tych ziemiach, gdzie tamtejszym Ukraińcom bardziej zależy na wejściu do Unii Europejskiej, niż na wschodnim a jakoś na Ukrainie się tym nie przejmują, ani tym co czują Polacy, tym kontekstem międzynarodowym, europejskim tylko dalej realizują swoje koncepcje. MSZ powinno być bardziej nastawione w tym kierunku, niż co do interweniowania w kwestii zapisów treści uchwały sejmu RP.

Przewodniczący Klubu PO Rafał Grupiński, zupełnie nie dostrzegł lub dostrzec nie chciał, że argument terytorialny dotyczący zasięgu terytorialnego został obalony:[…] Musimy pamiętać, że za naszymi intencjami kryje się po pierwsze kwestia wrażliwości nas samych na to co jest ważne w hierarchii wydarzeń jeśli chodzi o męczeństwo Kresów i Kresowian i trzeba pamiętać, że śmierć głównie Kresowian w łagrach i na Syberii i na Kołymie jest zbrodnią wielokrotnie większą [tu chyba prywatna ocena posła] niż Zbrodnia Wołyńska i nie widzę powodu dla którego akurat ten dzień mielibyśmy przypisywać w ten sposób […]. Obywatele żydowscy byli skupieni w większości na terenach kresowych i stamtąd wywożeni do obozów śmierci. Nie mamy dnia pamięci ofiar faszyzmu (sic!), nie mamy dnia pamięci ofiar zbrodni sowieckich [Nieprawda, jest Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej], nie mamy tego rodzaju dni pamięci [Nieprawda, są inne choćby Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych] i trudno byłoby zrozumieć stronie ukraińskiej [Dlaczego ciągle myślimy o wrażliwości strony ukraińskiej, a właściwie wyłącznie apologetów morderców a nie o wrażliwości rodzin od 100 do 200 tys. ofiar!], że jeśli akurat chodzi o bezmiar … nie mamy dnia pamięci ofiar holocaustu [Manipulacja? Jest obchodzony choćby dzień powstania w getcie, a sprawa holocaustu na świecie jest ogólnie znaną – ludobójstwo OUN nie jest dobrze znane w samym kraju ofiar.],a to blisko trzy miliony ofiar – trudno będzie stronie ukraińskiej przyjąć to, [dlaczego znów interesuje nas strona ukraińska – rozumiana, a konkretnie nacjonaliści, którym nadaje się rangę ukraińskiej strony?] i to trzeba zrozumieć, że akurat tej zbrodni bez wątpienia za którą ponosi odpowiedzialność Ukraina i jej polityka w czasach okupacji [Sic! Podczas okupacji nie istniała Ukraina, jako państwo i nie mogła prowadzić polityki, istniały natomiast zbrodnicze organizacje pretendujące do utworzenia Ukrainy, rządzenia nią na wyłączność i mordujące konkurentów, tak jak ofiary polskie] staje się takim dniem symbolicznym męczeństwa wszystkich Kresowian, bo jeśli mamy na myśli męczeństwo Kresowian to mi staje w pamięci raczej całe męczeństwo XIX wieczne w kajdanach na Syberię i nie wolno moim zdaniem zawężać męczeństwa Kresowian do tej daty, bo zapominamy jak ogromne cierpienia ponoszono tam przez 150 lat, a nie akurat w czasie rzezi wołyńskiej. […] Nie możemy wpychać naszego sąsiada w objęcia tego państwa które było głównym naszym zaborcą i rozbierało Polskę 17 września. [Poseł właśnie promując nieurażanie banderowców nieświadomie promuje wpychanie zrozpaczonych niebanderowskich Ukraińców w ramiona wspominanego przez siebie państwa] Tu mnożenie przymiotników nie służy na pewno tej sprawie. Jeśli chcemy by podobne dramaty nie zdarzyły się w przyszłości to nie popełniajmy tego rodzaju politycznego błędu. […] [Sic!]. Wręcz odwrotnie, jeśli chcemy aby podobne ludobójstwa nie zdarzały się w przyszłości, nie można przejmować się urażaniem ludzi, którzy promują ich sprawców. Dalej poseł mówił o Stanisławie Srokowskim i mówił pozytywnie o jego książce mówiąc o temacie Ukraińców ratujących Polaków. Stanisław Srokowski będzie zszokowany i zrozpaczony, że ktoś mówiący tak od rzeczy powoływał się na niego, gdy tylko ten tekst do pisarza dotrze.

Poseł Tyszkiewicz chciał […] Aby było wspólne stanowisko dla środowisk kresowych, które o prawdę o Wołyniu walczyły przez kilkadziesiąt lat, aby było to wspólne stanowisko wysokiej izby. […]My przyjmujemy stanowisko instytucji politycznej i będzie traktowane jako polityczne, a nie stanowisko historyczne czy jakiejkolwiek bądź inne. […] Z jednej strony aby powiedzieć, prawdę, a drugiej [przyjmujemy odpowiedzialność] za stosunki polsko ukraińskie – musimy te dwa cele zważyć. […]Pytanie retoryczne dla kolegów: Czy użycie ostrych sformułowań zwiększy nastroje nacjonalistyczne na Ukrainie czy zmniejszy? Użycie ostrych sformułowań z pewnością uderzy w środowiska nacjonalistyczne, które sieją nienawiść do Polaków bez przeszkód i po początkowym ich wzburzeniu te ostre sformułowania zaczną przeszkadzać w zwiększaniu nastrojów nacjonalistycznych. Nastroje więc na dłuższy dystans zostaną zmniejszone. Poseł oczekiwałby odwrotnej odpowiedzi, opartej na swoim bardzo powierzchownym postrzeganiu problemu.Jest akcja, jest reakcja. Taki strach przed reakcją odwetową wielokrotnie przynosił korzyści głowom państw totalitarnych, którzy nie mieli zahamowań.

Andrzej Kunert, sekretarz ROPWiM miał wyjątkowo długie wystąpienie, które pochłonęło najwięcej czasu, a było ono, jedną wielką obroną nieużywania słowa „ludobójstwo” i ustanawiania Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni. Mówił o działaniach ROPWiM. To są działania na terenie obcych suwerennych państw i my musimy to brać pod uwagę zarówno system prawny tam obowiązujący, jak i lojalnie współdziałać z władzami miejscowymi, nie tylko dlatego, że szanujemy fakt że są to osobne państwa, ale dlatego, że nam zależy, na utrzymaniu chwiejnej równowagi […] co będzie w efekcie co będzie z reakcją […]Swoboda wyraziła zgodę na wybudowanie przez nas cmentarza wojennego we Lwowie. Patrząc na martyrologię cierpienia polskie męczeństwo – mamy tylko jedyny taki dzień – Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, nie mamy do tej pory dnia pamięci ofiar zbrodni obu agresorów okupantów niemieckich i sowieckich […] Oczywiście minister Kunert wie, że te zbrodnie są doskonale znane i mamy różne daty takie jak 1, 17 września, 1 sierpnia, dzień katyński, a ludobójstwo jest faktem nieznanym fałszowanym i jedynym, gdzie w takiej skali kultywuje się sprawców. Jednak jego wystąpienie jest doskonałą ilustracją podejścia do sprawy stawiania pomnika, który to postawiony w jego koncepcji będzie ideą spaloną.

Aleksander Szycht: Chciałem się odnieść do wszystkich uwag, przede wszystkim do pana posła Grupińskiego. Pan marszałek Stefaniuk wyraźnie powiedział, że nazwę Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian można zmienić. Natomiast pan poseł nadal podnosił ten problem. Nie wiem jaki jest tego cel skorośmy już wyjaśnili, że nazwa może być zmieniona. Można nieuchwalenie tego dnia usprawiedliwiać setkami rozmaitych zbrodni z Polski i całego świata, tylko co to ma w ogóle wspólnego z tym tematem - nic mam wrażenie. Natomiast chciałem tu zadać pytanie [względem tego] co pan poseł wcześniej już mówił. My tak bardzo przejmujemy się stosunkami z Ukrainą i pytanie jest takie: Czy Ukraińcy, a w zasadzie nie Ukraińcy, tylko nacjonaliści ukraińscy przejmują się stosunkami z Polską stawiając kilkadziesiąt upamiętnień [morderców Polaków] w miastach i miasteczkach ukraińskich, zwłaszcza na Zachodniej Ukrainie, czy przejmują się stosunkami z nami? Nie przejmują się nimi w ogóle i są to upamiętnienia, nie takie jak państwo planują [chodzi o ministra Kunerta] w podrzędnej dzielnicy [miałem na myśli zwrot podrzędna część miasta], tylko w centrum. Mam w pamięci naszą wspólną [z ministrem Kunertem] dyskusję kiedy rodziny ofiar postulowały by ten pomnik był bardziej w centrum. Nie wchodzę tu oczywiście w tę sprawę, jakie były nasze argumenty – tylko tam są pomniki w centrum, tutaj tych pomników nie ma. Odnoszę wrażenie, że my się boimy jednego słowa „ludobójstwo”. Tam jest postawionych kilkadziesiąt pomników, są marsze nazistowskie i Swoboda która się zgodziła na te działania [ROPWiM w kwestii zbudowania jednego z cmentarzy we Lwowie] jest ugrupowaniem nazistowskim. Chciałem tutaj jednocześnie zadać takie pytanie retoryczne, ponieważ cały czas mówimy tutaj by nie urażać Ukrainy. Czy my chcemy tę prawdę za coś oddać, sprzedawać, czy my tego właśnie chcemy? Sprzedać za coś, tj. za dobre stosunki? Te dobre stosunki to jest po prostu mrzonka, ponieważ my swoim milczeniem i nienazywaniem zbrodni po imieniu doprowadziliśmy do tego, że nacjonaliści ukraińscy czują się kompletnie nieskrępowani. Oczywiście szanuję negocjacje ROPWiM w różnych krajach. Rozumiem, że trzeba się liczyć z tamtejszymi władzami, z tamtejszymi poglądami, z tamtejszym prawem, ale weźmy pod uwagę, że my tutaj z tą uchwałą jesteśmy w końcu u siebie. Jeżeli MSZ nie chce się wtrącać w te kilkadziesiąt pomników i nie było żadnych interwencji, postawię tezę, że nie było, to dlaczego, mamy się przejmować w jednej uchwale jednym słowem „ludobójstwo”. Czy my się tego boimy, bo uważam, że nieużycie tego słowa to jest duży błąd o znamionach braku odwagi [ironia odnosząca się do sformułowania w uchwale] i tak bym to ujął w tym momencie. Nie będę wspominał o tym, że nacjonaliści ukraińscy wydają tutaj książki, chwalące OUN-UPA, czyli zbrodniarzy, że były organizowane marsze w Przemyślu z udziałem weteranów tejże zbrodniczej organizacji, że jest projekt nazwania ulicy imieniem człowieka, który był kapelanem SS Galizien. Są pogrzeby [tu już mowa o terytoriach za miedzą], gdzie salwy honorowe oddają ludzie w mundurach SSmanów galicyjskich z trupimi czaszkami. My to wszystko ignorujemy. Pytanie czy dobrze, że to ignorujemy. Czy dobrze, że się nie wtrącamy? Może byśmy na swoim terytorium zrobili chociaż jedną rzecz, aby usatysfakcjonować rodziny ofiar. Nie róbmy nic wbrew woli rodzin ofiar, ponieważ z boku wygląda to tak jakbyśmy chcieli uszczęśliwiać rodziny ofiar na siłę. Rodziny ofiar postulują o słowo ludobójstwo, ten Dzień Pamięci Męczeństwa, jakkolwiek by go zwać – jak go Państwo nazwiecie to jest zupełnie inna sprawa. Wbrew rodzinom Kresowian będziecie to Państwo robić, mówiąc jednocześnie „Dziękujemy” w tej uchwale, za to że [rodziny ofiar] upamiętniają i wspominając, że nie mogli o tym mówić, a jednocześnie nie nazywamy tego o co postulują. Sformułowanie „czystka etniczna o znamionach ludobójczych”, już się pojawiało w sejmie – to nie jest pierwszy raz. Uchwała taka była w 66 rocznicę. Sejm też wyraził się, wyraźnie - posłowie uchwalili, że ta zbrodnia wymaga przywrócenia do pamięci narodu polskiego, tutaj też się takie wyrażenie pojawiło. Jeśli to robimy to nie hamujmy tych spraw [tj. rozchodzenia się prawdy]. Zastanówmy się dla kogo przygotowujemy tę uchwałę, czy robimy to dla rodzin ofiar, czy ciągle się będziemy na to oglądać, czy Ukraińców chcemy obrazić? Czy jesteśmy u siebie w kraju, czy cały czas będziemy się oglądać oczywiście jednostronnie, bo oni się na nas nie oglądają? Wobec tych licznych marszów nazistowskich, które są organizowane na Ukrainie i wobec tego naszego zastanawiania się i tego że się trzęsiemy czy się Ukraińcy obrażą, czy ich nie obciążymy… To mi przypomina czasy premiera Chamberlaina i politykę karmienia krokodyla. Weźmy to pod uwagę. Jeszcze jedna ostatnia kwestia – mam pytanie. Dlaczego nie zostali zaproszeni specjaliści, którzy się tym problemem zajmują. Są tu specjaliści, owszem, którzy zajmują się tą sprawą w jakiejś części. Nie widzę tu jednak prof. Bogusława Pazia, prof. Czesława Partacza, prof. Bogumiła Grotta, płk Zbigniewa Palskiego. Mógłbym wymieniać tutaj dużo więcej. Nie ma specjalistów, którzy się na co dzień tym problemem zajmowali, a są specjaliści, z całym szacunkiem dla nich jeśli chodzi o ich osiągnięcia, natomiast nie są to tacy, którzy by się wybitnie i wybiórczo w tym problemie specjalizowali. To mnie dziwi. Dlaczego nie zostali zaproszeni? To jest moje pierwsze pytanie i czy nami przejmowali się nacjonaliści ukraińscy stawiając zbrodniarzom pomniki, nie przejmując się czy wejdą do Unii, do NATO, ci z zachodu. Dziękuję bardzo.

Przewodnicząca Iwona Śledzińska-Katarasińska: […]To nie jest seminarium historyczne, tylko sejm podejmuje uchwałę i zaprasza ekspertów, którzy są w stanie wyważyć racje historyczne i polityczne.

Redaktor Ewa Szakalicka:Obywatele polscy zabijali obywateli polskich. Jesteśmy w Polsce, tu żyją rodziny ofiar, głosują, płacą podatki. […] Oni nie mogą być zakładnikami żadnych stosunków polsko-ukraińskich – żadnych proszę państwa. Jeśli sprowadzimy to do stosunków polsko-ukraińskich a nie będziemy rozpatrywać jako rocznicę pewnej żałoby Polaków mieszkających obecnie w Polsce to będzie zamiast upamiętnienia – upolitycznienie. […] Dzisiaj „Nacjonalizm” Dmytro Doncowa[ideolog zbrodniarzy, w którego książce zaczytywali się mordercy ludności polskiej] jest lekturą obowiązkową na Ukrainie. Wyobraźmy sobie jak byłoby wychowywane pokolenie w Niemczech, gdyby Mein Kampf stał się obowiązkową w ich szkołach.[…]

Poseł PO Michał Jaros: Szanowna Pani przewodnicząca, Wysoka Komisjo, Pani minister. Jestem najmłodszym przedstawicielem, nie tylko parlamentu, ale i na tej Sali i można też o mnie powiedzieć, że jestem bardzo pro ukraiński. Chcę mówić o przeszłości i teraźniejszości, o tym co ma być w relacjach polsko-ukraińskich. Nigdy spokojnie nie usiądziemy do rozmowy, jak ma wyglądać teraźniejszość i przyszłość, jeśli nie zamkniemy przeszłości, a tego nie zrobiliśmy. Środowiska kresowe, ludzie którzy przeżyli tą tragedię, ich dzieci, wnukowie do tej pory oczekują od nas przyjęcia jasnego stanowiska w tej sprawie. Ja w tym stanowisku popieram swojego koalicjanta, popieram pana marszałka Stefaniuka. Na samym początku chciałem powiedzieć o tym, że cieszę się, że znalazł się w tej uchwale przedostatni akapit, mówiący o tym, że wielu Ukraińców ratowało Polaków. […] Popieram pana posła Stefaniuka w tym aby ta uchwała, mówiła o Dniu Pamięci ofiar, niekoniecznie męczeństwa Kresowian, bo były już argumenty podważane, więc ja podważam z kolei ten argument. Nie musi być dzień męczeństwa Kresowian lecz zbrodni OUN-UPA, nazywajmy sprawy po imieniu. Mówmy o faktach, a nie wyłącznie co tutaj wielokrotnie padało „o prawdzie”, nie o „prawdzie” – o faktach. To była zbrodnia OUN-UPA – to trzeba powiedzieć. I najważniejsze - sejm oświadcza z całą mocą, że tą zbrodnią nie obciąża narodu ukraińskiego, lecz wyłącznie wskazane formacje polityczne i zbrojne – to było w uchwale PSLu. Apeluję, aby to też przyjąć, dlatego, że to jest też odpowiedź na to co mówiła pani minister, szkoda, że już jej nie ma, bo chciałem zadać pytanie: jakich Ukraińców obrażamy wypowiadając słowo „ludobójstwo”? Przyjmując to wyrażenie, nie obciążamy narodu ukraińskiego, lecz mówimy wyłącznie o tych osobach, które w tym ludobójstwie uczestniczyły, tylko te osoby, które dzisiaj stawiają pomniki ludobójcom na Ukrainie i to jest ważne. Mogę się zapytać retorycznie pani minister wszystkich osób na tej Sali – kogo obrażamy w ten sposób, że przyjmujemy taką uchwałę? Czy oni przejmują się tym, że stawiają pomniki LUDOBÓJCOM (!) – czczą ich pamięć!? I próbują to czynić na terenie Polski mówię tu oczywiście o kapelanie SS Galizien. Są naciski ze strony organizacji, by jedną z ulic w Przemyślu nazwać imieniem Kapelana SS Galizien Kocyłowskiego. Swój głos zabieram między innymi dlatego, że reprezentuje i jestem przewodniczącym Zespołu Parlamentarnego ds. Kresów, Kresowian i Dziedzictwa Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej, a jestem również posłem Platformy Obywatelskiej i mam odmienne zdanie od moich kolegów. Popieram uchwałę Polskiego Stronnictwa Ludowego. Popieram pana marszałka Stefaniuka w tej kwestii. Dziękuję bardzo.

Andrzej Łukawski, Kresowy Serwis Informacyjny: O tym, że na pochodach pojawiają się napisy z przeszłości „Lachiw wyryżem, Żydiw wydusim, a Ukrajinu twority musim”.

Tekst napisał, fragmenty nagrania spisał i komentarzem opatrzył:

Aleksander Szycht

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 611480
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)