20 października 2017 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2011-09-04
Wizyta premiera w Wilnie – plusy i minusy
Co dała Wilniukom wizyta premiera w Wilnie, a czego nie? Przedstawianie wyjazdu jako wielkiego sukcesu Donalda Tuska, ale i jako kompletnej klęski, jest niezdrową przesadą.
Premier Donald Tusk przemawia do Polaków
w kościele św. Teresy przy Ostrej Bramie
w Wilnie. Fot. Wilnoteka.
Drugą opinię, którą prezentujemy pod niniejszym tekstem przedstawił także w obszernym artykule poseł Artur Górski. Tymczasem szczerze należy wymienić, za co naszym zdaniem premiera powinno się pochwalić, a co powoduje ogromny niesmak. Osobiście wiele lat czekałem na to, aż jakikolwiek czołowy polski polityk wypowie zdanie: Relacje między Litwą a Polską będą tak dobre, jak będą dobre relacje państwa litewskiego z polską mniejszością. Zrobił to urzędujący aktualnie premier.
Nawet w skądinąd w świetnym tekście o dyskryminacji Polaków na Litwie w Rzeczpospolitej pt. Nie będziemy się narzucać z przyjaźnią, reprezentująca Ministerstwo Spraw Zagranicznych Grażyna Bernatowicz nie napisała czegoś podobnego. Abstrahując od polemik partyjnych miedzy PO a PiSem, opis pani wiceminister w artykule dotyczącym skandalicznych praktyk, jakich dopuszczają się władze litewskie musi zostać zaliczony jako strzał w dziesiątkę. Mieszane uczucia wzbudziło jedynie ostatnie zdanie: Mniejszość polska na Litwie nie będzie określać naszej polityki wobec tego kraju, ale też nie może być poświęcona w imię strategicznych relacji, które okazały się jednostronne. Teraz Donald Tusk zdaniem, które wypowiedział w kościele świętej Teresy przy Ostrej Bramie w Wilnie postawił przysłowiową kropkę nad „i”. To bardzo poważna deklaracja.

Cała przemowa premiera w kościele do Wilniuków była niezwykle patetyczna, wzruszająca i przerywana wielokrotnie brawami. Odzwierciedlenie atmosfery widziało się na twarzach obecnych. Bronisław Komorowski, mógłby się od premiera uczyć, gdyż to, co prezydent przekazuje, mając przewagę, bo czytając często swoje słowa z kartki jest bez wyrazu i nie odznacza się, delikatnie mówiąc niczym specjalnym. Donald Tusk mówił od siebie, wypowiadając zdania bardzo istotne dla litewskich Polaków, a zebrało się tam ich ok. tysiąca.

Niestety tak celne i trafne spostrzeżenia premiera oraz zdania, jak to: Jesteście Państwo, od dziesiątek, czy setek lat największym darem dla polskości, będąc wiernymi językowi, niezależnie od tego jakie burze się nad Wami przetaczają, kontrastowały z brakiem konkretnych efektów w rozmowach z premierem Kubiliusem. Powoływanie wspólnej polsko-litewskiej komisji badającej antypolską uchwałę jest bezcelowym zapychaniem czasu, a ze strony litewskiej to stary numer i ruch pozorowany. Niestety premier nieco dziecinnie dał się nań złapać. Od lat wiadomo, że władze litewskie powołują komisje do spraw, które chcą utrącić. To pozorowana gra na czas, czemu w sukurs poszło zdanie, które wypowiedział premier po wyjściu z kościoła: Czas jest najlepszym lekarstwem.

Wypowiedziane zdanie pozwala niestety podejrzewać udzielenie przez premiera odsieczy również władzom litewskim, które potrzebują więcej czasu, by z wileńskimi Polakami konsekwentnie się rozprawiać. Na dwoje babka wróżyła, gdy z sensu wypowiedzi premiera wynikało, że antypolska ustawa winna być wprowadzona z większą łagodnością. To już niestety z uczucia wzruszenia wprawia w lekką konsternację. Nie walczymy bowiem o bardziej humanitarną egzekucję, ale o jej odwołanie w ogóle. Nie wygląda też, jakoby polski premier przeciwstawił się w bardziej zdecydowany sposób kłamstwom litewskiego. Trzeba jednak przyznać, że w dyplomatycznym języku Przyjąłem do wiadomości litewskie wyjaśnienia, że ustawa nie ma na celu pogorszenia sytuacji mniejszości polskiej, oznacza brak usatysfakcjonowania tą odpowiedzią i brak do niej przekonania. Jak jest naprawdę, czas pokaże.

Faktycznie ze względu na wizytę premiera i jego ustalenia, zawieszono strajk szkolny polskich uczniów na dwa tygodnie, co było na korzyść władz litewskich, chcących przetrzymać okres wyborczy w Polsce, a mających nadzieję, że się polskie władze po wyborach od litewskich Polaków odwrócą. Kubilius swoim butnym stwierdzeniem, że antypolskiej uchwały władze nie zmienią, chciał wykazać swoja twardą postawę. Czy polskiego premiera cechowała podczas tych rozmów podobna determinacja, trudno uwierzyć, a łatwiej: w jego niewiele kosztującą miękkość. Bez jakichkolwiek zastrzeżeń wysłuchał też Donald Tusk po raz kolejny propagandowego stwierdzenia Kubiliusa, iż edukacje na Litwie po polsku można odbyć, od przedszkola po uniwersytet. To trochę tak, jakby przyłapany morderca usiłował się usprawiedliwić będąc w trakcie zabijania ofiary, że ona przecież jeszcze żyje.

Długo by pisać o wieloletnim torpedowaniu przez litewskie władze wileńskiej filii Uniwersytetu Białostockiego i próbie obrzydzenia zamiaru studiowania na tej uczelni przy każdej możliwej okazji, długo by opisywać próby rozbijania polskich przedszkoli, domów dziecka i szkół na Wileńszczyźnie. Tutaj wobec wspomnianych skandalicznych stwierdzeń propagandowych premier nie zareagował, a przynajmniej o takiej reakcji nie wiemy.

Pozostaje mieć nadzieję, że obietnice Donalda Tuska, iż od dzisiaj otoczymy szczególną troską Wasze [Wilniuków] oczekiwania i marzenia, szczególnie względem oświaty, nie są tylko przedwyborczą mrzonką, lecz szczerym jego zamiarem. Stwierdził tam też, że sprawy wileńskich Polaków wymagają stałego pielęgnowania, co jest faktem. Niejako na osłodę można ucieszyć się dość agresywną krytyką wobec polskiego premiera – litewskiego politologa Kestiusa Girniusa, który dość histerycznie (co jest dla sporej części litewskich elit typowe) stwierdził, że wizyta jest nieuzasadniona i wykracza poza granice dyplomacji. Nazwał też podróż polskiego premiera … wyprawą krzyżową na Litwę. Cóż ta wyprawa i obecność premiera na pewno podniosła litewskich Polaków na duchu i dała im nadzieję. Na ile realną przekonamy się już wkrótce.

Aleksander Szycht

Kolejny pozorny sukces w Wilnie

Autor tekstu poseł Artur Górski.
Od poniedziałku będzie zawieszony strajk polskich uczniów na Litwie, protestujących przeciwko dyskryminacyjnym zapisom ustawy o oświacie. Ma to być efekt niespodziewanej wizyty premiera Donalda Tuska i jego rozmów z premierem Republiki Litewskiej Andriusem Kubiliusem. Jak podają media, podczas spotkania szefów obu rządów ustalono, że powstanie polsko-litewska grupa robocza ds. oświaty, która ma przygotować wspólną „rekomendację” w kwestiach dotyczących problemów polskiego szkolnictwa. Ma to być wielki sukces polskiego premiera, ale czy taki jest istotnie?

Należy zwrócić uwagę na kilka faktów. Polski premier pojawił się na Litwie dopiero wtedy, gdy Polacy mieszkający w tym kraju wyszli z protestem na ulice Wilna i ogłosili strajk w polskich szkołach. A gdzie był Tusk, gdy prowadzono prace nad tą drakońską ustawą w litewskim Sejmie? Co zrobił, gdy wówczas przedstawiciele polskiej mniejszości słali do Warszawy dramatyczne apele o pomoc i wsparcie? Dlaczego wtedy nie reagował z podobnymi pozorami stanowczości? Przypomnę, że MSZ ograniczyło się do przesłania negatywnego stanowiska w sprawie ustawy oświatowej i na tym nasza pomoc rządowa się zakończyła.

Litwini doskonale wiedzą, że w Polsce jest kampania wyborcza i polski rząd musi zachować przynajmniej pozory zainteresowania strajkiem Polaków na Litwie. Polski rząd ma z kolei świadomość, że strajk oświatowy polskich rodziców i dzieci jest bardzo nie na rękę Litwinom, gdyż nagłaśniany przez media psuje obraz Litwy w świecie jako państwa opiekującego się mniejszościami. Co zatem najłatwiej zrobić, aby każda ze stron zachowała twarz, nie robiąc nic konkretnego? Najłatwiej powołać wspólny zespół, który będzie obradował, dyskutował i ustalał wspólną „rekomendację”. To oczywiście musiało skutkować „zawieszeniem” strajku, co obie strony – litewska i polska – mogą uznać za chwilowy sukces.

Problem polega na tym, że w relacjach polsko-litewskich powołano już dziesiątki podobnych mieszanych zespołów, które prawie nigdy nie doszły do żadnego konsensusu ze względu na różne postrzeganie rzeczywistości. Otóż Polacy twierdzą, że jest problem, a Litwini wychodzą z założenia, że nie ma żadnego problemu i nie wiadomo o co chodzi tym Polakom, którzy przecież mają tak świetnie na Litwie. Uczestniczyłem w podobnych ciałach, dyskusjach i naradach polsko-litewskich, i wiem, że Litwini uważają, iż nie ma żadnej dyskryminacji polskiej mniejszości na Litwie. Jeśli ktoś wsłuchał się w wypowiedź premiera Kubiliusa przy okazji spotkania z premierem Tuskiem, to pobrzmiewały właśnie te nuty. Premier Litwy przekonywał, że rząd litewski dba o polską mniejszość, a polska oświata w tym kraju ma się świetnie. „Staramy się zapewnić wszystkim dzieciom możliwość dobrej nauki języka ojczystego” – zapewniał Kubilius, który nie przyznał, że ustawa jest dyskryminująca, tylko powiedział, że „to jest opinia przedstawicieli polskiej mniejszości na Litwie”.

Należy też zadać pytanie, co tak naprawdę może osiągnąć taka grupa robocza? Jest mało prawdopodobne, by wspólna „rekomendacja” stwierdziła jednoznacznie, że trzeba zmienić ustawę oświatową i wprowadzić zapisy bardziej korzystne dla polskiej mniejszości, skoro Litwini uważają, że nie ma tego problemu. Jeśli nawet w takiej „rekomendacji” znalazłby się taki postulat, to pamiętajmy, że jest to ciało międzyrządowe, a nie komisja Sejmu litewskiego. Już wielokrotnie rząd litewski coś obiecywał Polakom, jak choćby zmianę zasad pisowni nazwisk mniejszości, a później Sejm litewski niweczył zapowiedzi rządu. I przedstawiciele rządu litewskiego bezradnie rozkładali ręce. Twierdzili, że chcieli dobrze, ale Sejm zrobił inaczej. Jaką mamy gwarancję, że teraz nie będzie tak samo, jak wcześniej bywało? Nie ma żadnej pewności nie tylko co do tego, że wspólny zespół osiągnie konsensus i wyda wspólne stanowisko korzystne dla polskiej mniejszości, ale także, że litewscy posłowie zastosują się do tej „rekomendacji” i zmienią ustawę o oświacie. Myślę, że znów Litwini postawią na swoim i nic konkretnego nie zrobią.

Obawiają się tego przedstawiciele polskiej mniejszości, dlatego nie odwołali strajku, a jedynie go „zawiesili”. Dla polskiego rządu jest ważne, aby to „zawieszenie” strajku utrzymało się do wyborów i wrażenie sukcesu tuskowej dyplomacji nie zostało zaprzepaszczone.
Przypomnijmy, że uchwalona w marcu br. ustawa o oświacie zakładała m.in., że w szkołach z polskim językiem nauczania na Litwie wprowadzone zostanie obowiązkowe nauczanie niektórych przedmiotów w języku państwowym (historia i geografia Litwy, wiedza o społeczeństwie i wychowanie patriotyczne), a liczba przedmiotów nauczanych w języku litewskim będzie wzrastała w starszych klasach. Skreślono też ostatecznie egzamin z języka polskiego z listy egzaminów obowiązkowych dla szkół z polskim językiem nauczania, a także zlikwidowano egzamin z języka polskiego na małej maturze (po ukończeniu szkoły podstawowej). Ustawa zakłada również ujednolicenie egzaminu maturalnego z języka litewskiego dla uczniów ze szkół polskich i litewskich od 2013 r., co stawia w uprzywilejowanej pozycji uczniów szkół litewskich.

W ramach reformy postanowiono przeprowadzić tzw. optymalizację sieci placówek oświatowych. Wprowadzono zasadę pierwszeństwa w zachowaniu i utrzymaniu szkoły średniej z językiem litewskim w miejscowościach wiejskich, gdzie wystąpi zjawisko zmniejszenia się liczby uczniów (brak kompletów klas) i trzeba będzie którąś szkołę zamknąć. Zgodnie z nową ustawą o oświacie jeśli nawet dzieci polskie będą tłumnie uczęszczały do polskiej szkoły, a w pobliskiej szkole litewskiej będzie brakowało dzieci, zlikwidowana zostanie szkoła polska, a zachowana szkoła z państwowym językiem nauczania. W konsekwencji dzieci ze zlikwidowanej szkoły polskiej trafią przymusowo do szkoły z litewskim językiem nauczania, a zatem będzie pogłębiał się proces ich lituanizacji.

Artur Górski

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 609931
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)