20 października 2017 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2011-07-04
Kolumna prezydencka oko w oko z protestującymi
Zapewne mało kto spodziewał się demonstrujących w Krasnogrudzie, przy granicy polsko-litewskiej, gdzie prezydent udał się, by otworzyć Międzynarodowe Centrum Dialogu.

Grupa protestujących pod Krasnogrudą. Fot. Agnieszka Piwar.

W szczerym polu, na trasie do dworku Miłoszów, oczom prowadzących konwój prezydencki, ukazali się demonstrujący w obronie szykanowanych Polaków na Litwie. Ci, którzy bronili praw Wilniuków w Krasnogrudzie, przedstawiali dość barwną mozaikę. Jednak z pewnością przytłaczającą większość stanowili młodzi ludzie, o różnorodnych poglądach politycznych. Najbardziej istotne, bez względu na polityczne podziały, stało się ocalenie unikalnej, a z całą stanowczością niszczonej przez rząd litewski, przedwojennej, polskiej kultury, jaka ocalała właśnie na Wileńszczyźnie. Ramię w ramię stali obok siebie reprezentanci takich struktur jak: Memoriae Fidelis, Koliber, Wolność i Demokracja, Młodzi Demokraci czy Wspólnota Polska.
 

Narada sztabowa. Odwrócony tyłem Aleksander Szycht (Memoriae Fidelis), po prawej Marcin Kamiński (KoLiber), w krawacie M. Dworczyk (Fundacja Wolność i Demokracja), ledwo widoczny A. Piwnicki (Memoriae Fidelis).
Fot. Gabriel Dobrowolski.

Tych, którzy zdecydowali się zaprotestować, zbulwersowało zaproszenie na uroczystość przedstawicieli władz litewskich, gdyż te niezmiennie dyskryminują wileńskich Polaków. Na imprezie obecne były także osoby, mające w zwyczaju relatywizację sprawy represji litewskich rządów na polskiej mniejszości. Ok. godz. 11.00 podjechał na miejsce autokar oraz dwa samochody z bilboardami, pokazującymi fragment litewskiego programu „Kocham Litwę”. To ten antypolski program, tak bardzo, w ostatnim czasie zbulwersował polską opinię publiczną. Na powierzchni bilboardu widoczny był człowiek, zdejmujący dwujęzyczną tabliczkę w Ejszyszkach. Całość sceny zaś opatrzono napisem My też mamy prawo do języka ojczystego.


Jakub Wachowicz (Młodzi Demokraci), Andrzej Piwnicki (Memoriae Fidelis).

Protestujący, po naradzie rozbili się na dwie grupy: jedna składała się w większości z członków Memoriae Fidelis, druga Kolibra. Pierwsza miała za zadanie przywitanie prezydenckiej kolumny już na drodze, druga udała się pod teren posesji Międzynarodowego Centrum Dialogu. Prezydent miał więc przejechać obok demonstrantów dwukrotnie. Dysponowali oni licznymi i różnorodnymi tabliczkami z napisami: Język polski w urzędach, Język polski w przedszkolach, odpowiednio: w szkołach, na ulicy i wieloma innymi, a także transparentami, używanymi podczas poprzednich protestów.

Przybywanie grupy na miejsce zbiórki. Fot. Gabriel Dobrowolski.

Najciekawszym eksponatem była jednak dwujęzyczna tabliczka z nazwą miejscowości Krasnogruda. Miała ona stworzyć kontrast dla narodowych uprzedzeń i szowinizmów, pojawiających się w litewskich mediach, w których jednym z przykładów był program Kocham Litwę.

Za chwilę grupa się podzieli. Fot. Gabriel Dobrowolski.

Czekanie, w letnie południe, w pełnym słońcu, nie należało do najłatwiejszych. Kilka osób zbytnio opaliło słońce, skończyła się też woda, dostępna dopiero w zaparkowanym autokarze. Spowodowało to – niejako na przekór – żarty, zaś latający nieopodal bocian jawił się niektórym niczym krążący sęp. Atmosfera wśród oczekujących była taką, do której się tęskni, ale to nie nowość podczas protestów w obronie Polaków na Litwie.

Część uczestników grupy pierwszej, rozłożonych wśród drogi. Fot. Gabriel Dobrowolski.

Wkrótce padła komenda, niczym od harcerskiego zwiadu: Jadą! Przygotować się!. To od rozstawionych w terenie, pośród łąk i pagórków, uczestników protestu. Część demonstrantów ustawiła się wzdłuż drogi, zaś członkinie Memoriae Fidelis, trzymające dwujęzyczny napis Krasnogruda, wyglądały jakby łapały prezydencki autostop. Kolumna zaczęła szybko przejeżdżać wzdłuż protestujących. Komuś zdało się nawet, iż prezydent pomachał. To dało nadzieję, że być może w drodze powrotnej zatrzyma się na moment i podejdzie do młodych obrońców Polaków na Litwie. W przerwie między przejazdami kolumny, w obie strony, udzielano mediom wywiadów.

Fot. Gabriel Dobrowolski.

Niestety, gdy po dwóch godzinach prezydent wracał, nie tylko się nie zatrzymał, lecz także odwrócił głowę od protestujących. Błyskawicznie rozpoczęto zwijać transparenty. Na grupę, która się podzieliła, w zależności od celu podróży na Wileńszczyźnie, czekali z gościną tamtejsi Polacy. Jedna z grupek udała się do Trok, na obiad – smaczne karaimskie kibiny i pyszny zimny, domowej roboty kwas chlebowy. Podziwiano trocki zamek, po czym udano się do Wilna, by i tam trochę pozwiedzać.

Reprezentantki stowarzyszenia Memoriae Fidelis. Fot. Aleksander Szycht.

Humor pogarszały wprawdzie czasami wyczuwalna, u niektórych wileńskich Polaków atmosfera strachu, (np. sprzedawczynie Polki w niektórych sklepach bały się mówić w rodzimym języku) czy pojawienie się programu budzącego nienawiść do Polaków w litewskiej TV pt. A gdyby Litwin wystrzelał całą polską wieś (Protestujący byli świadkami jego emisji). Jednakowoż sam wyjazd jako wycieczka stał się niezapomniany, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Tymczasem w grupie drugiej. Fot. Agnieszka Piwar.

Spotkania z przedstawicielami Związku Polaków na Litwie w Domu Kultury Polskiej na ulicy Nowogródzkiej odbyły się we wspaniałej atmosferze. Każdy znalazł coś dla siebie. Jeden z protestujących, znany z przynoszenia szalika Polonii Wilno został przyjęty przez szefa klubu. Gdy po dłuższym czasie wrócił z szerokim uśmiechem, miał na sobie czapeczkę kibica – prezent od przewodniczącego. Gościnność w Domu Polskim będzie z pewnością zapamiętana. Żal wyjeżdżać z Wilna, tak jak żalem było niewzięcie udziału w protestach wileńskich podczas wizyty Hilary Clinton, bo Wilniucy to wspaniali ludzie. Chciałoby się ich cały czas wspomagać.

"Kolibrzyca" czyli reprezentantka KoLibra. Fot. Agnieszka Piwar.

Jedno zostało postanowione względem protestów: Odbijemy sobie w Koronie!. Choć wiadomo było, że trzeba wyjechać z tego pięknego miasta, nie tracono dobrych humorów. Wyjechać bowiem – nie znaczy opuścić. Podróż do Wilna obfitowała w zupełnie kontrastowe emocje. Z jednej strony radość i podziw dla uroków Wileńszczyzny, gościnności polskich mieszkańców, świetna zabawa; z drugiej wieści: a to że ktoś w busie został spoliczkowany za używanie języka polskiego, a to, że wyemitowano kolejny antypolski program szczujący Litwinów na polskich mieszkańców regionu solecznickiego.

Oczekwianie na kolumnę prezydencką. Fot. Gabriel Dobrowolski.

Jednak niech o wyjeździe świadczy fakt, że nie tylko nikt go nie żałował, lecz także wszyscy zaczęli tęsknić do Wileńskiej Ziemi, już po powrocie do Warszawy. Dobrze było zobaczyć, choć części z protestujących, na własne oczy to wszystko, o co i przeciwko czemu walczą.

Fot. Agnieszka Piwar.


Aleksander Szycht


Z dala widać kurz. Kolumna się zbliża. Fot. Agnieszka Piwar.



Samochód Bronisława Komorowskiego. Fot. Agnieszka Piwar.



Michał Dworczyk udziela wywiadu. Fot. Gabriel Dobrowolski.



Fot. Agnieszka Piwar.



Pogawędka z policjantami. Od prawej Marcin Kamiński i Aleksander Szycht.Fot. Agnieszka Piwar.



Odpoczynek w Trokach. Zamawianie piwa lub kwasu chlebowego. Fot. Agnieszka Piwar.



Pyszne Kibiny. Fot. Agnieszka Piwar.



Spotkanie z posłami polskimi na sejm litewski. Od lewej posłowie Michał Mackiewicz i Jarosław Narkiewicz. Fot. Agnieszka Piwar.



Od lewej Andrzej Piwnicki (Memoriae Fidelis), Marcin Kamiński (KoLiber), Aleksander Szycht (MF). Fot. Agnieszka Piwar.



Modlitwa do Matki Boskiej Ostrobramskiej. Fot. Agnieszka Piwar.

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 609933
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)