23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2010-11-21
Tożsamość zagrożona
Polacy z macierzy nie zdają sobie sprawy, jak dramatyczną walkę toczą ich rodacy z ziem zabranych Polsce - o coś co jest dla tych pierwszych stale niedocenianym chlebem powszednim.
Wykorzystano fot. z nanaelo.pl
Inny jest patriotyzm Polaków, którzy żyją w wolnej ojczyźnie, decydują o swoim losie i codziennym bycie bez oglądania się na liczniejszy naród. Inny jest patriotyzm Polaków, którzy pozostawieni przez Polskę, często sponiewierani i upodleni, żyją jako mniejszość na dawnych jej ziemiach, na kresach wschodnich. Patriotyzm pierwszych jest często uśpiony, wyciszony, można powiedzieć – stępiony, gdy patriotyzm drugich wciąż stoi na baczność, w ogniu walki, w zmaganiach o polskość, czasem wręcz o przetrwanie. Taki właśnie jest patriotyzm Polaków z Wileńszczyzny – żywy i błyszczący stwierdził dr Artur Górski, poseł na Sejm RP. Konstatacja ta, jakkolwiek celna i głęboko prawdziwa, niesie za sobą pytanie: czy ten żywy patriotyzm Polaków z Litwy okaże się dość silny, aby przetrwać coraz bardziej intensywną, odgórną lituanizację, antypolską retorykę i niekontrolowaną, oddolną rusyfikację?
  Czy okaże się dość wytrzymały, aby zachować swój charakter w sytuacji, kiedy wobec prześladowań mniejszości polskiej na Litwie rząd w Warszawie zachowuje daleko posuniętą wstrzemięźliwość?

Pielęgnować język ojczysty i pamięć historyczną

O tym, że język jest nośnikiem tożsamości narodowej i kultury w zasadzie nie trzeba nikogo przekonywać. Jak zauważają naukowcy zajmujący się tym tematem, język polski może być rozpatrywany jako środek do tworzenia i zachowania polskości. Stanowi część polskiej tożsamości, tego kim jesteśmy, jakie wyznajemy wartości, jakie mamy przekonania. Posługując się innym językiem, nie tylko wykorzystujemy inne słowa i struktury gramatyczne, ale w pewnym stopniu wpływamy na naszą tożsamość. Dotyczy to także sfery emocji – dana osoba kim innym jest, mówiąc w języku ojczystym (polskim), kim innym zaś posługując się językiem obcym (litewskim).

Wybitny badacz kultury Alfred Louis Kroeber podkreślał swego czasu, że kultura nie może istnieć bez języka, natomiast język – bez kultury. Pisał, że jeśli dwa ludy dzielą między sobą taką samą (lub podobną) kulturę i posługują się przy tym zupełnie różnymi językami, mogą uważać się za dwa oddzielne narody. W tym kontekście widać wyraźnie, że władzom litewskim zależy nie tyle na możliwie największym wykorzenieniu języka polskiego autochtonicznej ludności polskiej proweniencji, ile przede wszystkim – między innymi poprzez szeroko pojętą „integrację” z ludnością litewską - na zlikwidowaniu, ewentualnie maksymalnym osłabieniu tożsamości mieszkających na Litwie Polaków. Temu celowi służą również nieustanne ataki na wydawaną na Litwie polską prasę, w tym Kurier Wileński - dziennikarz tej gazety został nieomal pobity przez Kazimierasa Garšvę, prezesa stowarzyszenia Vilnija, podczas październikowej konferencji poświęconej 90. rocznicy podpisania i złamania Umowy Suwalskiej. Garšva usiłował go w ten sposób zmusić do opuszczenia tego ewidentnie antypolskiego spotkania. Trudno się temu zresztą dziwić, gdyż zakres fałszerstw, jakich dopuścili się jego uczestnicy może budzić grozę:

- W ciągu dziesięciolecia okupacji [Wileńszczyzny – przyp. aut.] zamknięto przemocą wszystkie litewskie szkoły w liczbie 200. Potem na ich miejscu powstały litewskie czytelnie, które także zlikwidowano. Wynarodowiono skarb kultury światowej, najstarsze indoeuropejskie dialekty, którymi mówili wielowiekowi i wierni obrońcy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W ciągu tysiąca lat granica ścisłego areału języka litewskiego została przesunięta od Mińska mniej więcej do Jewia. Nasze autentyczne litewskie nazwy miejscowości zostały zeslawizowane i zmienione, na przykład: „Antakalnis” na „Antokol”, „Anžubalys” na „Załamanka”, „Nemenčine” na „Niemenczyn”, „Lazdenai” – „Zawiasy”, „Šalčininkai” na „Soleczniki” itd. Uprawomocniono także przekręcanie naszych nazwisk – perorował znany z antypolskich poglądów Kazimieras Garšva (jego skandaliczna wypowiedź w zasadzie nie wymaga komentarza). Przekonywał, że Republika Litewska stwarza najlepsze w świecie warunki dla zachowania polskiej kultury i oświaty i wcale nie próbuje Polaków wynaradawiać, ani w żaden inny sposób krzywdzić, jak znów głosi na nowo rozpoczęta kampania Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. - Ale kiedy mamy do czynienia z zupełnie niecywilizowanym nieprzestrzeganiem konstytucji państwa, ustaw, wyroków sądów, kiedy realizuje się program autonomistów, a nazwy ulic, miejscowości, nazwiska są przekręcane i pisane w niepaństwowym języku, jak to było w czasach okupacji polskiej [przynależności rdzennie polskich województw wschodnich do Polski w dwudziestoleciu międzywojennym – przyp. aut.] - kontynuował antypolską propagandę.
Parodia antypolskiej retoryki.
Wykorzystano fot. z: aramis1.psy.elk.pl



Tak nie bywa w Unii Europejskiej, USA, w wielu innych państwach i w Polsce, która nazewnictwa obszaru języków bałtyckich autentycznie zazwyczaj nie pisze, na przykład: są Degucie, a nie piszą „Degučia - pokrętnie argumentował Garšva (notabene aktywnie współpracujący z litewskim Ministerstwem Oświaty). Warto przypomnieć, że kilka miesięcy wcześniej nawoływał on do integracji okupowanej w ciągu 20 lat Litwy Wschodniej, kolonizacji tych terenów przez Litwinów, których władze miałyby zachęcić do powrotu z emigracji, oraz apelował o podpisanie stosownego porozumienia w tej sprawie pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami w litewskim parlamencie. Zdecydowanie dalej posunął się Ginataras Songaila, stwierdzając, iż przymusowa polonizacja prowadzona przez okupacyjne polskie władze na Wileńszczyźnie [sic!], w publicznej świadomości Polski pozostała jako ślepa plama. - Aktywnie propagowane w mediach pojednanie litewskich bojowników o wolność i Armii Krajowej niestety także jest tylko pozorne. Albo było to zjawisko reklamowe, gdyż druga strona nadal nie przyznała, ani też nie wyraziła skruchy z powodu tysięcy Litwinów, zabitych tylko za to, iż byli Litwinami – ocenił, jednocześnie wyrażając ubolewanie, że panujące w Polsce tendencje wyjaśniania historii najnowszej w sposób nieunikniony przenikają na Litwę, wpływają na naszych [tj. litewskich – przyp. red.] polityków, elitę historyków i wspólnotę oświatową.


Oszczercze słowa, jakoby Polacy mordowali Litwinów tylko dlatego, że byli Litwinami są nie tylko niezgodne z prawdą, ale głęboko raniące. Jeżeli bowiem Litwini ponosili śmierć z rąk AK, byli albo kolaborantami niemieckimi, albo sowieckimi. O tym jednak nikt nie raczył wspomnieć. Interesujące, że ani jedna, ani druga antypolska wypowiedź, stojąca w jawnej sprzeczności z faktami historycznymi nie spotkała się ze stosowną reakcją polskiego MSZ. Bez echa pozostało także rozstrzygnięcie konkursu na wypracowanie na temat Skutki polskiej okupacji dla Litwy Wschodniej - już samo zaproponowanie takiego tematu stanowiło silne uderzenie w polską tożsamość. Litwini – zapewne wzorem niegdysiejszych „przyjaciół” z ZSRS, posłużyli się do tego ataku dziećmi (polskimi uczniami z gimnazjum w Solecznikach (regionu w 90% etnicznie polskiego!), którego dyrektorem, zapewne nieprzypadkowo, jest Vidmantas Žilius, prezes solecznickiego oddziału konserwatywnego ugrupowania Związek Ojczyzny – Litewscy Chrześcijańscy Demokraci), których tożsamość dopiero się kształtuje i nie mają one jeszcze pełnej świadomości dziejowej. Zwycięska praca została odczytana na forum publicznym podczas konferencji, natomiast dzieci – obdarowane podarkami ufundowanymi przez antypolską organizację Vilnija. Jak widać na przykładzie wyżej omówionej konferencji wachlarz środków stosowanych przez litewskich nacjonalistów jest bardzo szeroki.
Katarzyna Andruszkiewicz, polska uczennica zaprezentowała swój referat będący nie tylko zbiorem zafałszowanych informacji, ale także tych odwracających niektóre fakty o 180 stopni. Nie należy jednak winić młodej dziewczyny poddanej indoktrynacji przez litewskich pedagogów w iście totalitarnej retoryce.

Polacy stawiają skuteczny opór

Chociaż nacisk litewskich władz na nauczanie w języku litewskim w polskich szkołach (przygotowywana obecnie Ustawa o Oświacie przewiduje zwiększenie liczby godzin języka litewskiego w szkołach mniejszości narodowych, ujednolicenie programu nauczania w klasach 11 i 12 w szkołach litewskich oraz mniejszości narodowych, a także – ujednolicenie egzaminu maturalnego) jest ogromny, to nadal zdecydowana większość młodzieży woli posługiwać się językiem polskim. Z badań (w ramach projektu Uniwersytetu Wileńskiego „Korzystanie z języków, a tożsamość narodowa w miastach Litwy”) przeprowadzonych na próbie 923 uczniów klas średnich i początkowych polskich szkół w Wilnie wynika, iż 85 proc. z nich deklaruje się jako Polacy (10 proc. - Litwini, 3,5 proc. - Rosjanie, natomiast 0,6 proc. - Białorusini). Poziom świadomości, co należy podkreślić, pozostaje nadal bardzo wysoki – aż 98 proc. uczniów młodszych klas w relacjach z najbliższymi posługuje się językiem polskim. Tyle samo decyduje się na wybór polskiego kanału w telewizji, czy też sięga po polską literaturę. Paradoksalnie drugim językiem mieszkających na Litwie Polaków jest rosyjski – korzysta z niego aż 66 proc. uczniów, podczas gdy język litewski wybiera zaledwie 35 procent.


Nie bez znaczenia jest tu trwająca asymilacja z ludnością rosyjską oraz zmiana stosunku do tego języka, po upadku Związku Sowieckiego – młode pokolenie nie jest poddawane tej presji języka rosyjskiego, co ich rodzice, zatem nie ma negatywnych skojarzeń z nim związanych. Przeprowadzony w latach 2007-2009 wśród wszystkich uczniów polskich szkół, sondaż Miasta i języki wskazuje, że młodzi Polacy w Wilnie najbardziej lubią rozmawiać w języku ojczystym (65 proc.), chociaż część z nich woli posługiwać się rosyjskim (27 proc.), w mniejszym zaś stopniu litewskim (18 proc.). Wprawdzie w ocenie ekspertów postępująca rusyfikacja, podobnie zresztą jak i lituanizacja, na razie nie zagraża znajomości języka ojczystego, jednakże musi budzić niepokój. Tym bardziej, iż jest determinowana między innymi poczuciem braku wsparcia ze strony polskiego rządu, a także mieszkających w Polsce rodaków. Bowiem wbrew życzeniom litewskich nacjonalistów, zainteresowanie nauką języka polskiego na Litwie stale rośnie. Ogromne zasługi ma w tej materii Wspólnota Polska, promująca m.in. takie inicjatywy, jak dyktando polskie, czy olimpiady polonistyczne.

Kompleks przyczyną konfliktów?

Nie sposób nie odnieść wrażenia, iż Litwini, a przynajmniej bardziej wpływowa ich część ma wobec Polaków pewien kompleks. O jego genezę można się spierać, jednakże nie ulega wątpliwości, że u podstaw stoi fakt historycznej przynależności Wileńszczyzny i Kowieńszczyzny do państwa polskiego oraz poziomu kultury, jaki reprezentowali polscy mieszkańcy wspomnianych terenów. Zdecydowanie wygodniejsze wydaje się dla nich postrzeganie Polaków jako ludności o niewykrystalizowanej jeszcze świadomości narodowej, którą należy tak pokierować, aby „powróciła” do litewskości. Znamiennym przykładem tego sposobu myślenia jest działalność nacjonalistycznej organizacji Vilnija. W jej ocenie na Litwie nie mieszkają Polacy, ale niekoniecznie definiowalni „tutejsi”, którzy jeżeli już muszą porozumiewać się w języku polskim i wydawać polskojęzyczne czasopisma, powinni to robić w celu pielęgnowania tradycji litewskiej i litewskości w szerokim słowa tego znaczeniu. Wśród litewskich nacjonalistów znajdują się również tacy, którzy starają się postrzegać mieszkających na Litwie Polaków jako grupę zupełnie niezwiązaną z polską macierzą. Trendy te, jakkolwiek absurdalne z naszego punktu widzenia, mają wśród naszych wschodnich sąsiadów wielu zwolenników, w szczególności w świecie polityki.

Największym paradoksem wydaje się jednak fakt, iż mimo widocznej w tej materii inercji władz Polski, strona litewska nadal zarzuca im burzenie wzajemnych, dotychczas dobrze układających się stosunków. - Nie obwiniam władz Litwy o obecne pogorszenie stosunków z Polską. Oczywiście Polska ponosi większą odpowiedzialność za pogorszenie się stosunków dwustronnych – stwierdził ostatnio były prezydent Litwy Valdas Adamkus w wywiadzie dla litewskiego portalu Delfi. - Już pod koniec mojej drugiej kadencji na stanowisku prezydenta odczułem przełom w polityce zagranicznej Polski na naszą niekorzyść - podkreślał Adamkus. - Polska dzisiaj usiłuje zaistnieć wśród dużych państw, składając w ofierze wcześniejsze stosunki z Litwą - mówi były litewski prezydent, dodając że w ciągu ostatnich dwóch lat „wszystko runęło”. Wydaje się oczywistym, iż Adamkus, podobnie jak i inni piewcy litewskiego nacjonalizmu, dostrzega znaczenie związków między Polską, a mieszkającymi na Litwie Polakami dla pielęgnowania ich tożsamości. Zapewne liczy na to, że w imię źle pojętej poprawy relacji, rząd polski zdecyduje się na zerwanie z polską mniejszością na Litwie, co zdecydowanie ułatwiłoby wykorzenienie polskości.

Z powagi sytuacji najwyraźniej świetnie zdaje sobie sprawę Związek Polaków na Litwie – odznaczył on ministra Radosława Sikorskiego Złotą Odznaką Związku Polaków na Litwie za jego zasługi „w krzewieniu polskości” w tym kraju. Tę zasługę stanowiła właściwie pojedyncza zdawkowa wypowiedź ministra, który będąc wcześniej rozpatrywanym jako kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta skomentował wypowiedź drugiego kandydata PO, a obecnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Komorowski powiedział, że pierwszą wizytę mógłby złożyć w Wilnie, zaś Sikorski stwierdził: Ja bym do Wilna pojechał, gdy tylko strona litewska wypełni obietnice zawarte w Traktacie Polsko-Litewskim, mianowicie o uchwaleniu ustawy o pisowni po polsku, zwrocie ziemi i innych kwestiach, które bolą naszych rodaków na Litwie. Choć wypowiedź Sikorskiego, co trzeba przyznać pozytywnie odróżniła go od kontrkandydata, odznaczenie wydał się dostać jak Barack Obama Nobla "na zachętę".

Anna Wiejak

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626620
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)