23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2010-08-18
Mija czas – premier nadal milczy
Nic nie wzbudza takiej niechęci do wypowiedzi czy wręcz trwogi polityków jak temat ludobójstwa OUN-UPA na Polakach. Teraz najbardziej jaskrawym przykładem stał się rząd i premier.
Fot. Gazeta Prawna/PAP.
Minął rok odkąd sejm przegłosował uchwałę w rocznicę rozpoczęcia przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię na Kresach II Rzeczypospolitej Polskiej tzw. Antypolskiej akcji – masowych mordów o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójczych. […] Jeszcze ważniejszy dla kresowian był fragment mówiący, iż Tragedia Polaków na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej winna być przywrócona pamięci historycznej współczesnych pokoleń. Jest to zadanie dla wszystkich władz publicznych. Od tego czasu Prezes Rady Ministrów oraz oni sami nie zrobili nic, by wcielić uchwałę w życie. Zmusiło to środowiska kresowe do desperackiego kroku.
 Problem w Polsce czy na Ukrainie?

Kilkanaście organizacji pozarządowych napisało do premiera list z zapytaniem co powoduje, że Rząd RP nie zainteresował się tym aktem sejmu nawet po upływie 12 miesięcy. Był on publikowany już na łamach portalu polskiekresy.pl. Minął kolejny miesiąc i ministrowie wraz ze swoim przełożonym nie zareagowali. Czyżby powodem był dość niedorzeczny, choć powracający jak zmora argument o niechęci jątrzenia stosunków z Ukraińcami, z których, co warto zaznaczyć, lwia część ma do OUN-UPA taki sam stosunek jak Polacy? Argument ten odmawia nam prawa do zajmowania się własnymi sprawami w naszym wewnętrznym polskim gronie. Są nimi nasi zamordowani lub poszkodowani obywatele, w liczbie setek tysięcy, a my, boimy się co powiedzą ludzie, który są tej samej narodowości, co sprawcy.

Istnieją ludzie, którzy starają się wyciszać oburzenie środowisk patriotycznych z powodu stawiania pomników Banderze i Szuchewyczowi za miedzą, argumentując to niestosownością naszego wtrącania się w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Ci sami dają prawo ukraińskim środowiskom nacjonalistycznym do wtrącania się w wewnętrzne sprawy Polski, uniemożliwiając w stolicy budowę pomnika poświęconego 120 tysiącom ofiar okrutnych zbrodni, dokonanych przez organizację ukształtowaną i zarządzaną przez obu wymienionych ludobójców. Jakkolwiek na to nie patrzeć, nie ma w tych działaniach cienia obiektywizmu czy normalności. Nie będzie normalnym działanie, by warunkując hipotetyczne powstanie pomnika, będzie się próbować zepchnąć go w peryferyjne miejsce stolicy, a w tym samym czasie propagować milczenie ukraińskich nacjonalistycznych władz Lwowa na temat dyskusji o potrzebie wznoszenia pomnika Szuchewycza w widocznym miejscu, wzorem pomnika Bandery. Powód – znów wewnętrzne sprawy innego państwa, którego podopieczni mają jednoczesne i niepisane prawo wtrącać się w nasze. Sprawa pomnika nie jest jednak najistotniejszą, a wręcz poboczną. Tak samo zeszłoroczna uchwała sejmu nie była najistotniejsza sama w sobie. Nie była celem, lecz środkiem do jego realizacji. Obie te kwestie to w zamierzeniach Kresowian jedynie wyznaczniki zmiany postawy władz państwowych. Ta zaś, pomimo zrealizowania jednej z nich, wcale nie wydaje się jednoznaczna.

Milczenie rządu i premiera spowodowało jeden bolesny efekt: przyzwolenie, by w mediach nadal mogły pojawiać się artykuły czy wiadomości fałszujące związaną z ludobójstwem OUN-UPA rzeczywistość.

Jak zinterpretować opublikowaną przez „Gazetę” wypowiedź Henryka Wujca, iż Należy także pamiętać o ofiarach ukraińskich, które ginęły z rąk Polaków. – Nie można tylko pamiętać o swoich ofiarach, tylko trzeba pamiętać o jednych i drugich. Uważam, że tą drogą trzeba iść, by tę sprawę jakoś łagodzić i rozwiązywać. To nie jest tak, że tylko jedna strona jest winna. Czyż nie tak, że polskie podziemie niepodległościowe prowadziło podobną do UPA politykę działań?(1) Jeśli tak, to jest to nie tylko nieprawda, lecz także zniesławianie polskiego podziemia, które w odróżnieniu od UPA nie prowadziło krwawej kampanii przeciw ludności cywilnej. Odwrotnie zaś starało się chronić jej życie, tak polskiej jak i ukraińskiej. Jeśli Henryk Wujec ma na myśli jakieś domniemane polskie przewiny z czasów międzywojnia, to nie bierze chyba pod uwagę, że w miejscu największej kulminacji zbrodni na Wołyniu, wojewodą był przez większość tego okresu bardzo lubiany przez Ukraińców Henryk Józewski, za swój ukrainofilizm proporcjonalnie nielubiany przez endeków. Coś więc tu nie gra.
Henryk Wujec, były poseł Unii Wolności.
Fot. Czarnobylinfo.


Jaki efekt przynosi stwierdzenie: Nie tylko jedna strona była winna. Ano całkowicie naturalny i normalny: przeciętny człowiek myśli: skoro domniemane obie strony robiły coś złego, to wiążą się z tym tylko różne subiektywnie z obu „stron” traktowane pretensje i znów może to niczego nie przynieść, prócz niezgody. Wtedy rzeczywiście ludzie nie mają ochoty – użyję ulubionego pojęcia politycznie poprawnych publicystów – „rozdrapywać ran”. Zapada więc programowe milczenie oraz uroki kwadratury koła.

Co ciekawe, do takiego pojmowania może dojść po operacji rozmycia UPA ogólnikowo na „Ukraińców”, sprawcy zbrodni są bardziej odporni na ataki. Ktokolwiek bowiem ma coś przeciwko człowiekowi tylko dlatego, że rodząc się przynależy do danej narodowości jest traktowany jako oszołom, nie bez słuszności zresztą. Mit zbrodniczej UPA ukrytej bezpiecznie za plecami ludności ukraińskiej żyje i rozwija się. Członkowie tej zbrodniczej organizacji zawsze zresztą w swoim myśleniu życzeniowym chcieli reprezentować cały naród. Jeśli zaś nie nazistowska organizacja, lecz właśnie „Ukraińcy” mieliby mordować Polaków, łatwo uwierzyć jest, że ogólnikowo „Polacy” nie byli dłużni. Z relacji UPA – ludność cywilna, czyli kat – ofiara, tworzy się relację „Ukraińcy” – „Polacy”. Pomylenie pojęć jest tu niezwykle istotne. W ten sposób łatwo można zachwiać granicę między katem a ofiarą. Nie jest dziwne, że słowo „Polacy” jest interpretowane i w odwrotną stronę – „polskie podziemie”. Samo użycie słowa „strona” sugeruje konflikt, nie chłodną i okrutną zbrodnię konkretnej grupy katów, dokonującej zbrodni na ofiarach. Jeśli ktokolwiek mówiłby o konflikcie niemiecko-żydowskim w trakcie II wojny światowej zostałby nazwany szaleńcem, jeżeli negowałby zaistnienie zbrodni na Żydach lub jej rozmiar – negacjonistą.

Gdzie biegnie linia frontu?

Sprawa ta nie powinna mieć charakteru politycznego i tak być interpretowana. Ktokolwiek by się banderowskimi zbrodniami nie zajmował dostrzega, że zwalanie winy na konkretną partię polityczną nie ma sensu. Tutaj zarówno PiS, PO, lewica czy prawica w swoich działaniach dotyczących ludobójczych działań OUN na cywilnej ludności polskiej są podzieleni wewnątrz własnych środowisk. Obecny premier i rząd nie inaczej niż poprzednicy milczą, gdy koalicja rządowa w sejmie już rok temu zdołała poruszyć sprawę. Posłowie PiS jak niegdyś Jarosław Kaczyński najpierw mówią o przemilczeniach zbrodni w sejmie, a gdy dochodzą do władzy, upowska zbrodnia jest jedną z niewielu spraw, w której polityka państwowa się nie zmienia. Diametralnie różne i skrajnie przeciwne sobie postawy prezentują posłowie PiS. Aleksander Kwaśniewski spełnia postulat ukraińskich środowisk nacjonalistycznych przepraszając za operację „Wisła” jako polską przewinę, podczas gdy np. senator SLD Maria Berny, czy Mirosław Hermaszewski są tym środowiskom przeciwni. Co ciekawe skrajne środowiska ukraińskich nacjonalistów przyczepiają każdemu kto wypowie się o UPA i krwawym dorobku tej organizacji łatkę promoskiewskiego. Natomiast premier Polski, słusznie lub nie posądzany o uległość wobec premiera Rosji, milczy. Dlaczego tak się dzieje?

Czemu w wyniku tak różnych postaw nie tylko wewnątrz kraju, lecz także partii politycznych nie podejmie się wewnętrznej własnej debaty. Jest absurdem twierdzenie, że w każdym wypadku wyrabiając sobie własny pogląd na dany temat, trzeba dopuszczać również kogoś kogo temat dotyczy. Niedorzeczne jest propagowanie milczenia Polaków w tej kwestii pod pretekstem nie uderzania w stosunki polsko-ukraińskie. Jeśli nawet bowiem tak to interpretować, to dlaczego komuś miałoby zależeć, by między Polakami a Ukraińcami pozostała uzbrojona bomba z czasów II wojny światowej? Wydaje się, że gospodarz w takim wypadku wzywa saperów, a nie stara się przemilczeć sprawę, ponieważ boi się huku kontrolowanej detonacji.

Marcin Aleksandrowicz

(1)Link do wypowiedzi Henryka Wujca:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8122827,Kresowianie_organizuja_akcje_w_rocznice_Krwawej_Niedzieli.html

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626594
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)