23 lutego 2019 AKTUALNOŚCI W MEDIACH PUBLICYSTYKA Redakcja
IMPREZY PUBLIKACJE LITERATURA MULTIMEDIA GALERIA
Lista artykułów
2010-02-12
Rosjanie, Ukraińcy, banderowcy i prezydent
Jak naprawdę rosyjscy politycy traktują ukraińskich nacjonalistów? Czy są dla nich tylko „obrzydliwymi nazistami”, czy „przydatnymi, choć odrażającymi faszystami”.
Charakterystyczna była rosyjska pochwała dla Lecha Kaczyńskiego za jego krytykę w stosunku do Wiktora Juszczenki. Zmusza do głębokiego zastanowienia. Cios prezydenta w postaci jego oświadczenia w odniesieniu do niepoważnych ruchów Juszczenki był spóźniony i łagodny. Nie będziemy się jednak czepiać - ważne, że w ogóle go wyprowadził. 8 lutego 2010 rządowa gazeta Federacji Rosyjskiej „Rossijskaja Gazeta” chwaląc Lecha Kaczyńskiego napisała: Ton oświadczenia Kaczyńskiego w stosunku do »strategicznego partnera« Warszawy był skrajnie twardy. Oczywiście ostatnie dwa wyrazy sprawiają, że całe zdanie mija się z prawdą. Dlaczego jednak Rosjanie mieliby kłamać?
 Powstaje także pytanie: czy rzeczywiście chcieli prezydenta pochwalić, czy też przedstawić go w innym świetle? A jeśli tak to w jakim celu? Taki rosyjski komplement może odnieść skutek odwrotny do zamierzonego, zakładając oczywiście, że zamiar komplementowania Lecha Kaczyńskiego był szczery i Rosjanie nie pragnęli celowo prezydenta zniechęcić do podobnych ruchów. Wydaje się, że wielu ludzi chcących skrytykować Lecha Kaczyńskiego przypinało mu łatkę właśnie kogoś „skrajnego” - w domyśle np. skrajnego nacjonalisty. To mogło powodować u niego błędne interpretacje jakoby „jego kolega” Juszczenko miał podobny problem, i był tak „naprawdę” ukraińskim patriotą mierzącym się z oszczerstwami tych, którzy ukraińskie wartości patriotyczne mają za nic. Sam prezydent Kaczyński miał kłopoty ze środowiskami, które były polskim patriotom zawsze przeciwne. Różnica jest jedna: w stosunku do Juszczenki zarzuty promowania nazizmu były prawdziwe.

Niestety, uwadze polskiego prezydenta umknęło, że Juszczenkę i politykę nadstawiania zadka w stosunku do ukraińskich nacjonalistów promuje Gazeta Wyborcza. To powinno było go zastanowić. Dlaczegóż Gaz Wyb, pomimo że tropi „polski antysemityzm”, zachowywała się, jakby sprawa Żydów pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów nie istniała?

Polityczne rozgrywki?

Ukraińscy nacjonaliści i Rosjanie nie darzą się sympatią. Ten brak sympatii jest bardzo szczery, to pewne. Pomimo wszystko wśród Kresowian dominowały dwa poglądy.
Pierwszy był taki, że w sprawie banderowskiego ludobójstwa Rosja jest dla nas potrzebnym sojusznikiem przeciw sprawującym w sporej części na Ukrainie władzę antypolskim banderowskim nazistom.
Drugi przedstawiał wizję, że samo istnienie antypolskich i kłótliwych banderowców jest postrzegane przez niektórych rosyjskich polityków jako korzystne. Brak potępienia OUN-UPA i ludobójstwa dokonanego przez tę zbrodniczą organizację zachowuje w grze kartę, którą można rozgrywać. Oba poglądy zakładały uderzenie w antypolskich banderowców, lecz różniły się kompletnie, co do poglądów na rolę rosyjskich polityków w tym aspekcie.

Drugi pogląd nie ma oczywiście nic wspólnego z banderowską śpiewką jakoby każdy, kto poruszał „trudne problemy” (czyli problemy win wynoszonych na piedestał nazistów z UPA, bądź też współczesnych skandalicznych antypolskich zachowań ich pogrobowców) był na usługach Rosji. To oczywiście bzdura, która ma pozwalać banderowcom bezkarnie robić krzywdę i obrażać Polaków. Zawsze bowiem mogli zarzucić interweniującym w tej sprawie osobom działania na korzyść Rosji. Zrobiono to nawet w kierunku ks. Tadeusza Iskowicza-Zaleskiego lub nieżyjącego od dawna Prymasa Stefana Wyszyńskiego (!).
Tak czy inaczej, pod wpływem podobnego typu pustych argumentów spora część ludzi wybrała pogląd trzeci, chyba najbardziej idiotyczny: powstrzymanie się od uderzenia w banderowców, jako nielubiących Rosji.

Pragnienie Lecha Kaczyńskiego, aby nie obrazić Juszczenki i popieranych przez niego czcicieli nazistów ukraińskich spowodowało pewien polityczny efekt jojo. Paradoksanlnie prezydent, którego wybrali Ci sami Kresowianie miał w ich mniemaniu odsłonić prawdę o Kresach, ich polskim dziedzictwie, a także dokonanych tam zbrodniach dokonanych przez wielu różnych oprawców. Głowa państwa wyszła jednak z błędnego założenia, że jakiekolwiek „zadrażnianie” juszczenkowskich, więc prawicowych środowisk odwróci je w kierunku Rosji. To kompletna bzdura. Walcząc o przeciągnięcie Ukraińców do Polski (lub odciągnięcie ich od Rosji) postawił polskie żetony na zły numerek. Ukraińskich nie wygrał, przegrał zaś polskie. To niesamowite, gdy ktoś swoimi nietrafionymi działaniami pragnie odciągnąć Ukraińców od Rosji, a zbliża do niej Polaków i to te patriotyczne środowiska, najbardziej na to oporne. Nie jest to więc kwestia tylko postawienia szans swojej kandydatury na następną kadencję pod znakiem zapytania. Problemem stało się nieopatrzne wyżłobienie ścieżki tam, gdzie prezydent nie chciałby, aby Polacy oraz nikt inny dotarli.

Swoją wcześniejszą interwencją u Juszczenki, twardym upominaniem się o prawdę, nie tylko walczyłby o polskie interesy i zachowałby swój żelazny elektorat, ale uchroniłby Ukrainę, a nawet odchodzącego ukraińskiego prezydenta od katastrofy. Ten bowiem, kto zaczyna opierać swoją politykę na jakichkolwiek przemilczeniach musi wreszcie wpaść w pułapkę. Cały czas jest bowiem zmuszony się obawiać, by ktoś nie wyskoczył z prawdą i nie popsuł szyków budowanych na przemilczeniach relacji, układanych na fałszu z tym czy innym sąsiadem.

Jestem jednak jak najdalszy, by odsądzać prezydenta od czci i wiary, jak czynią to niektórzy. Wraz z otoczeniem potrafił zdobywać się, także na korzystne dla Polaków kroki, czasami nawet te nieśmiałe i drżące. Było tak np. w przypadku gonitwy organizacyjnej konferencji przygotowywanej wspólnie z IPNem w dobie 65 rocznicy ludobójstwa dokonanego przez OUN.

Banderowcy jako antyludzki czynnik deformujący rzeczywistość

17 września 1939 Rosjanie przynieśli Polsce niewolę i biedę. Znikały towary w sklepach, rozpoczął się terror NKWD i wywózki na wschód, gdzie śmiertelność zbierała ogromne żniwo. Jeszcze przed swoim odejściem sowiecka bezpieka wymordowała ludzi trzymanych w więzieniach na Kresach. Uczucia Polaków, ale także Ukraińców nie mogły być po tym wszystkim Sowietom przychylne. Coś musiało się stać, że później ludność polska i nie tylko ona modliła się, by na pomoc przybył ktokolwiek, nawet Sowieci. Nie ma w tym nic dziwnego, wszystko było lepsze niż rozpasani banderowcy, lubujący się w powolnym zabijaniu nawet kilkuletnich dzieci. Sowieckie służby wprawdzie banderowców zwalczały i darzyły ich odwzajemnioną nienawiścią, lecz nikt lepiej nie wykonałby zadania odpolszczenia wschodniej Polski niż właśnie banderowcy. Dla Sowietów ludobójstwo OUN-UPA było politycznie korzystne, choć sami nigdy nie zdobyliby się na tak masowo drastyczne metody. Mieli dzięki banderowcom zlikwidowaną na Kresach polskość, ale ponadto inne korzyści, te czysto propagandowe. Trochę później komunistyczna filmografia zarzucając polskiemu podziemiu niepodległościowemu faszyzm wypuściła „Ogniomistrza Kalenia”, porównującego żołnierzy wyklętych do ukraińskich nazistów. Paradoksalnie w tą starą śpiewkę, że to niby polscy żołnierze niezłomni są podobni do UPA wydały się podchwycić kilkadziesiąt lat później osoby wybitne – wielu prawicowych polityków, a nawet niektórzy pracownicy IPNu. Tym razem jednak to samo kłamstwo było fundowane nie przez komunistów, lecz brunatno-pomarańczowych czcicieli UPA. Elementem wabiącym do tej pułapki różnych ludzi miał zostać banderowski antykomunizm.

Można spokojnie stwierdzić, że działania UPA topiły bardziej opór ludności polskiej wobec Sowietów i władzy ludowej. Obrona przed upowskimi rzeźnikami musiała być, należy to przyznać, wyśmienitym argumentem do nakłonienia do współpracy z MO, KBW, bezpieką, która jednakowoż była w stanie wykorzystywać także zwerbowanych przez siebie nacjonalistów do kontroli znienawidzonej ludności polskiej. W tym kontekście nie dziwi także, iż do Istriebitielnych batalionów NKWD wstępowali Polacy chcący bronić przed UPA swoich rodzin, skoro był to jedyny sposób, by legalnie posiadać broń. Podobnie pod presją banderowców Polacy wstępowali do niemieckiej policji pomocniczej.

UPA była niewątpliwie czynnikiem, którego istnienie pomagało komunizować Polskę, a w razie potrzeby byłaby w stanie pomagać w germanizacji. Niezałatwiona sprawa szalejących banderowskich oraz dziś neobanderowskich ruchów była i jest argumentem w ręku tych wszystkich, którzy go potrzebują, by osiągnąć swoje cele. Ten argument nie zniknie, gdy będziemy o nim milczeć, lecz wtedy, kiedy się z nim zmierzymy.

W obecnej sytuacji trzeba przyznać, że Rosjanie mogą w łatwy sposób demonstrować swoje dużo lepsze zachowanie w stosunku do ofiar zbrodni katyńskiej, niż ruchy neobanderowskie w stosunku do ofiar ich idoli. Moglibyśmy liczyć, że Rosjanie w sprawach katyńskich pójdą dalej, ale niestety wiedzą oni dwie rzeczy: pierwsza - od banderowskich jaskiniowców względem kultury politycznej dzieli ich ogromny (zaproszenie premiera Donalda Tuska przez Władimira Putina na uroczystości katyńskie do Rosji), całkowicie im wystarczający, dystans. Druga - Polacy mający jakiekolwiek pretensje wobec rosyjskiej polityki względem ofiar katyńskich, a przemilczający zbrodnie banderowskie są po prostu dwulicowymi draniami. Sami Rosjanie robią także ogromne i kosztowne błędy, np. produkując serial typu „Smiersz”, ukazujący poakowskie podziemie na Grodzieńszczyźnie jako bandytów, a sowieckie służby jako bohaterów. Tym samym dają środowiskom neobanderowskim doskonały argument i powód do rozmów z Polakami. Różnica między polskim podziemiem niepodległościowym, a banderowcami jest doskonale rosyjskim sąsiadom znana, próbują jednak upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. W efekcie nie tylko nie osiągną niczego, ale też dużo stracą. Na kłamstwie i manipulacji nie ma nigdy racjonalnego, dalekosiężnego zysku.

Rosjanie wobec pogrobowców UPA muszą mieć zresztą mieszane uczucia. Z jednej strony doskonale doświadczyli sami, czym są banderowcy, z drugiej mogą mieć pragnienie, by coś trzymało Ukrainę z daleka od Polski i od Europy. Tę rolę środowiska ukraińskich nacjonalistów wypełniają bardzo dobrze. Rozłupują też Ukrainę na pół wzmacniając podziały, ale jednocześnie są nieznośni zarówno dla Rosjan, jak i dla Polaków. Trudno przewidzieć, jaką drogą pójdzie teraz Rosja oraz co będzie mieć dla niej większe znaczenie: moralność czy doraźny interes w istnieniu nazistowskiej grupy, nad którą łatwo straci kontrolę?
Podobne rozterki musiały towarzyszyć Sowietom w czasie wojny. UPA swoją obecnością zmuszała ocalałych Polaków do wyjazdu z Kresów, jednak nadal pozostawała najbardziej brutalną, bezwzględną i rzeźnicką organizacją mordującą po prostu wszystkich, którzy wchodzili jej w drogę. Także okupant niemiecki z jednej strony chętnie widział wszelkie waśnie na pograniczu relacji polsko-ukraińskich, z drugiej - metody banderowskie wydawały się Niemcom obrzydliwe, tym bardziej, że pragnęli mieć spokój na frontowym zapleczu. Polacy sterroryzowani ludobójstwem UPA stanowili dla Niemców mniejsze polityczne zagrożenie, ale zamordowany okrutnie polski chłop i jego rodzina nie mogli wywiązać się z tak potrzebnych Niemcom kontyngentów. Podobnie niektórzy polscy politycy są skłonni tolerować banderowców ze względu na ich antyrosyjski charakter. To dramat, że właśnie podobne rozterki Polaków i Rosjan, a w przeszłości Niemców, pomagają się utrzymywać tak antyludzkiej grupie. Taka postawa stanowi właśnie jej pożywkę.

Ta radykalna, także dziś mająca wpływ na zachodnio-ukraińskie samorządowe władze (oraz kształcenie uczniów w szkołach) grupa czerpie siłę z kłótni i kłótnie powoduje. Powstało zamknięte koło. Z tego samego powodu celowo prowokowała polskie interwencje wojskowe na Kresach Południowo-Wschodnich podczas międzywojnia. Cierpienie terroryzowanej ludności polskiej oraz ukraińskiej i postępująca wraz z tym radykalizacja nastrojów, powodowała napływ ochotników do szeregów ukraińskich nacjonalistów. Wszyscy przedstawiciele państw, którzy pragną wykorzystywać banderowców do celów antypolskich, antyrosyjskich, antysemickich muszą wiedzieć, że stanowią oni rodzaj zarazy, nad którą można bardzo łatwo stracić kontrolę. Nikt ze względu na poczucie moralności nie powinien z nacjonalistami ukraińskimi zawierać układów, tym bardziej, że są oni partnerami wysoce niewiarygodnymi.

Aleksander Szycht

<< wstecz
Liczba odwiedzin: 626573
projekt i idea : Aleksander Szycht & przyjaciele; wykonanie i obsługa inTARnet.pl; kontakt z redakcją: (kliknij tutaj)